Polityka prywatności i pliki cookies Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Zakładamy, że się z tym zgadzasz, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej
Trwa kampania społeczna „NGO bez barier” w ramach projektu pt. „Lubelscy Liderzy Dostępności”, sfinansowanego przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030. Projekt jest realizowany przez Związek Stowarzyszeń Forum Lubelskich Organizacji Pozarządowych. Celem projektu jest wzmocnienie pod względem strategicznym rozwoju Lubelskiego Partnerstwa na Rzecz Dostępności (LPnRD), które jest płaszczyzną współpracy na rzecz zapewnienia dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami w woj. lubelskim.
Celem kampanii społecznej „NGO bez barier” jest zwiększenie świadomości lubelskich organizacji pozarządowych w zakresie potrzeby sieciowania oraz standaryzacji działań związanych z zapewnieniem dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami.
Autor artykułów:
Wojciech Dec,
tel. 668 548 249
wojciech.dec@wp.pl
Publikacje wyrażają jedynie poglądy autora i nie mogą być utożsamiane z oficjalnym stanowiskiem NIW-CRSO.
Więcej o projekcie na stronie: https://flop.lublin.pl/ngo-bez-barier/
Czas na zmianę myślenia – od „ja” i „oni”, do „my razem”
Siła III sektora tkwi w różnorodności a nie w podobieństwie. Jako społeczeństwo jesteśmy nastawieni na indywidualizm. Tam, gdzie wszyscy myślą jednakowo, najczęściej – nikt nie myśli. NGO nie muszą być takie same, aby skutecznie współpracować. Wręcz przeciwnie – ich różnorodność może być największym atutem. Razem można więcej, ale dopiero wtedy, gdy potrafimy dzielić się nie tylko sukcesem, ale także – wiedzą, zasobami i porażką. Warunkiem jest jednak stworzenie środowiska, w którym różnorodność nie będzie prowadzić do podziałów, ale do współpracy. Zazwyczaj konkurencja kończy się tam, gdzie zaczyna się wspólny problem. Współpraca zaczyna się wtedy, gdy NGO przestaną pytać – co z tego będziemy mieć?, a zaczną pytać – co jeszcze możemy wspólnie osiągnąć? Inteligentne organizacje pozarządowe (Smart NGO) nadal konkurują ze sobą, ale współpracują tam – gdzie współpraca jest ważniejsza niż interes pojedynczej organizacji.
Wprawdzie talentem można wygrać mecz, ale tylko pracą zespołową wygrywa się mistrzostwa. Wymaga to zmiany podejścia do współpracy na zasadach partnerskich. To nie moda a odpowiedź na świat, w którym problemy społeczne stają się coraz bardziej złożone, a zasoby coraz bardziej ograniczone. To sztuka łączenia wiedzy, technologii i wartości po to, aby wspólnie osiągać to, czego żadne NGO nie osiągnęłoby samodzielnie. W świecie złożonych problemów żadne NGO nie posiada wszystkich potrzebnych zasobów. Współczesne problemy społeczne są zbyt złożone, aby mogły je skutecznie rozwiązywać pojedyncze organizacje. Każda organizacja jednocześnie korzysta z wiedzy innych i współtworzy wspólny zasób. Dzielona wiedza jest zwielokrotnioną wiedzą.
Zamiast pytać – jak możemy to zrobić sami?, należy zapytać – z kim możemy to zrobić lepiej? W takiej rzeczywistości zdolność do współpracy przestaje być jedynie wartością dodaną, a staje się istotną kompetencją społeczną. Pozwala wspólnie osiągać cele niemożliwe do tej pory do zrealizowania w pojedynkę. Samemu można zrobić wiele, ale razem można zmienić więcej. Im więcej współpracujących NGO, tym większa zdolność do – rozwiązywania trudnych problemów społecznych.
W jedności siła – koniec ery samotnych wysp
Nie należy tworzyć kolejnych samotnych wysp – zamiast tego budować mosty. Pojedyncze NGO muszą zmierzyć się z rosnącymi potrzebami społecznymi, zmianami technologicznymi, konkurencją o dotacje, czy coraz większymi oczekiwaniami wobec jakości i dostępności świadczonych usług. Jednak duża część NGO nadal podchodzi z rezerwą do idei sieciowania i współpracy. Chociaż działanie w pojedynkę może prowadzić do szybkich rezultatów, to długotrwałe zmiany wymagają współpracy. Proces sieciowania stanowi skuteczny instrument wdrażania zmian, których NGO nie będą w stanie przeprowadzić samodzielnie. Jedna organizacja może zrobić wiele – ale sieć organizacji może zmienić cały system.
Nikt z nas nie jest tak mądry, jak my wszyscy razem. Współpraca jest elementem szerszego procesu konsolidacji i integracji środowiska NGO. Tworzy przestrzeń, w której nawet mała organizacja nie musi być samotna, zaś duża nie będzie działała w izolacji. Największym zasobem NGO może okazać się nie to co posiada – ale to, z kim współpracuje. Dlatego przyszłość NGO będzie należeć do tych, które najlepiej będą współpracować ze sobą.
Od konkurencji do strategicznej współpracy Win-Win
Nie można całkowicie ignorować faktu, że NGO działają w warunkach konkurencji. Konkurencja nie zawsze jest zła. Może mobilizować, pobudzać innowacyjność i zachęcać organizacje do podnoszenia jakości działań. Problem pojawia się wtedy, gdy konkurencja staje się ważniejsza niż wspólna misja. Gdy konkurencja o ograniczone zasoby (np. granty publiczne) przenosi się na relacje między organizacjami. NGO może działać szybko i skutecznie, a jednocześnie działać niewłaściwie. W świecie cyfrowym nie sama wiedza, ale umiejętność właściwego wykorzystania nieograniczonych zasobów danych może stać się źródłem przewagi konkurencyjnej.
Konkurencja jest częścią systemu – ale nie musi być kulturą NGO. Idea inteligentnej współpracy (Smart Collaboration) odwraca taką logikę. Różne drogi mogą prowadzić do tego samego celu – ważne, aby organizacje potrafiły iść razem. W ten sposób tworzy się organizacyjna inteligencja zbiorowa. NGO zamiast konkurować — zaczynają współpracować. Tego typu podejście, w przeciwieństwie do rywalizacji, opiera się na dążeniu do osiągnięcia korzyści dla wszystkich stron na zasadzie: wygrany–wygrany (Win–Win). To fundamentalna zmiana sposobu myślenia. Zgodnie z tą zasadą wszystkie strony wygrywają. Brane są pod uwagę potrzeby NGO, a następnie znajduje się rozwiązania, z których wszyscy odnoszą korzyści.
Współpraca nie musi oznaczać rezygnacji z własnej tożsamości. Oznacza świadome wykorzystanie razem mocnych stron własnych i innych partnerów. Jednym z najczęstszych nieporozumień dotyczących zasady Win-Win jest przekonanie, że każda organizacja powinna otrzymać dokładnie tyle samo. Win-Win nie oznacza równego podziału. Oznacza uczciwy podział wartości, odpowiedzialności i korzyści. Każdy wnosi to, co ma najlepszego, i otrzymuje wartość adekwatną do swojej roli. Zasada Win-Win nabiera szczególnego znaczenia w kontekście dostępności i włączenia społecznego – nikt nie powinien zostać poza siecią współpracy. Jest to zgodne z ideą łańcuch dostępności, gdzie siła całego łańcucha zależy od pojedynczego ogniwa.
Obywatelska AI w służbie NGO
Najważniejsze jest robienie właściwych rzeczy, a nie tylko robienie rzeczy właściwie. W najbliższych latach rozwój technologii sztucznej inteligencji (AI) będzie coraz bardziej wpływać na sposób funkcjonowania III sektora. Przyszłość będzie należeć do inteligentnych organizacji pozarządowych (Smart NGO), które potrafią odpowiedzialnie korzystać z AI – łącząc efektywność technologiczną z wartościami społecznymi. Współpracujące ze sobą Smart NGO staną się fundamentem „cyfrowego” społeczeństwa. To one będą wyznaczać kierunek rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w najbliższych latach, udowadniając, że nowoczesność i wartości społeczne mogą skutecznie wzajemnie się wzmacniać.
Nie jest to jedynie trend technologiczny, ale przede wszystkim zmiana myślenia o prowadzeniu nowoczesnej działalności społecznej. Sztuczna inteligencja staje się jednym z najważniejszych narzędzi transformacji III sektora. AI może wspierać niemal każdy obszar działalności NGO. Ponadto wpisuje się w szerszy proces transformacji cyfrowej NGO. Pozwala rozwijać umiejętności łączenia tradycyjnych wartości społecznych z nowoczesnymi trendami technologicznymi.
Jednak AI sama nie rozwiąże większości problemów NGO – to sposób jej wykorzystania ma znaczenie. Oznacza to odejście od tradycyjnego (analogowego) modelu działania NGO, w kierunku organizacji funkcjonującej w systemie hybrydowym w oparciu o technologie cyfrowe. Tym bardziej, że NGO najczęściej działają przy ograniczonych zasobach finansowych i kadrowych, co powoduje konieczność racjonalnego gospodarowania dostępnymi zasobami. Sztuczna inteligencja otwiera drzwi, które dotąd były zamknięte. AI może zmniejszyć dystans między dużymi profesjonalnymi NGO a małymi organizacjami z ograniczonymi zasobami. Dzięki AI nawet niewielka organizacja może uzyskać dostęp do możliwości, które wcześniej były zarezerwowane tylko dla dużych NGO.
Wdrażając narzędzia AI nie traćmy z oczu misji
Nie chodzi o to, aby NGO stała się bardziej „cyfrowa”. Ważne, aby dzięki technologii stała się bardziej skuteczna w realizacji działalności misyjnej. Inteligencja organizacji nie może być mierzona wyłącznie efektywnością. Misja NGO powinna być zawsze stawiana przed technologią. Z wielkimi możliwościami AI wiąże się wielka odpowiedzialność. Technologia AI powinna wspierać ludzi – a nie ich zastępować. Sztuczna inteligencja znacząco zwiększy tempo i skalę działań NGO, ale nigdy nie przejmie odpowiedzialności za misję społeczną. Technologia AI sama z siebie nie stworzy lepszego społeczeństwa – to ludzie powinni decydować jak ją wykorzystać.
NGO ignorujące AI, mogą z czasem tracić na konkurencyjności i zdolności do szybkiego reagowania na zmiany w świecie cyfrowym. Jednocześnie organizacja, która bezrefleksyjnie oddaje decyzje algorytmom, może utracić swoją tożsamość. Spowoduje to podział NGO, pod względem rozwoju, na trzy prędkości, tj. organizacje całkowicie ignorujące technologie AI, organizacje korzystające z niej bezkrytycznie i wreszcie organizacje korzystające z niej w sposób odpowiedzialny (Smart NGO).
AI pomaga – człowiek decyduje – NGO ponosi odpowiedzialność
Czas to zasób społeczny. AI nie zastąpi realizację misji organizacji, ale uwolni NGO od często rutynowych zadań oraz wprowadzi automatyzację procesów administracyjnych. Dzięki temu organizacje będą mogły poświęcić więcej czasu na prace społeczne. Zapewni to większą efektywność przy tych samych zasobach ludzkich.
Kto pyta – nie błądzi. Kto zapyta AI – ten szybciej uzyska odpowiedź. Jednak najpierw trzeba wiedzieć – jak prawidłowo zapytać i ocenić wiarygodność odpowiedzi? Potrzebna jest umiejętność odróżnienia ważnego sygnału komunikacyjnego od szumu informacyjnego. Tutaj z pomocą mogą przyjść kompetencje cyfrowe. Smart NGO działa bardziej cyfrowo od tradycyjnej organizacji. Wykorzystuje technologię nie tylko do wykonywania misji społecznej, ale też do podejmowania lepszych decyzji w oparciu o analizę danych. W ten sposób dostęp do danych staje się strategicznym zasobem organizacji. AI może wspierać podejmowanie decyzji, ale nie powinna przejmować odpowiedzialności za decyzje.
W przyszłości zagrożeniem dla NGO nie musi być AI, która będzie stopniowo zastępować człowieka. Może nim być brak przygotowania organizacji do skutecznego korzystania z tej technologii. AI może przyczyniać się do demokratyzacji dostępu do wiedzy – ale aby tak się stało, potrzebne są kompetencje cyfrowe. Bez nich technologia AI może zamiast wyrównywać szanse – zwiększać nierówności. Ponadto narzędzia AI powinny być odpowiednio dobrane do kompetencji NGO i ułatwiać im działalność, a nie tworzyć kolejne bariery.
AI może wyrównywać szanse – ale też pogłębiać nierówności
Technologia AI jest tylko narzędziem – to ludzie nadają jej sens. AI nie zastąpi – empatii, społecznej wrażliwości, odpowiedzialności, czy rozumienia lokalnych potrzeb. Sztuczna inteligencja może być niezwykle skuteczna, ale także powielać – błędy, stereotypy i uprzedzenia. Systemy AI uczą się na danych. Jeżeli dane zawierają uprzedzenia lub nierówności, system może je powielać. Wyzwaniem nie będzie nauczenie NGO stosowania AI – ale krytycznego i etycznego korzystania z tego narzędzia.
Należy stosować zasadę ograniczonego zaufania (ufaj, ale sprawdzaj) i potrafić krytycznie zweryfikować prawdziwość oraz poprawność treści generowanych przez algorytmy. Wdrażanie technologii AI przez organizacje pozarządowe powinno opierać się na jasnych zasadach (np. Kodeksie AI dla NGO). System może stworzyć tekst brzmiący profesjonalnie, logicznie i przekonująco – a jednocześnie zawierający błędy. AI może wygenerować treść, ale to człowiek ostatecznie odpowiada za jej wykorzystanie. Oznacza to zasadę ograniczonego zaufania do generowanych informacji przez AI.
Rozwijanie kompetencji krytycznego korzystania z AI stanie się tak samo ważne – jak kompetencje cyfrowe. NGO muszą nauczyć się rozpoznawać dezinformację, sposoby ochrony danych (RODO), bezpiecznego korzystania z narzędzi AI oraz świadomego podejmowania decyzji dotyczących wykorzystania algorytmów. Wobec tego kompetencje technologiczne powinny być rozwijane równolegle z kompetencjami etycznymi i krytycznym myśleniem. Stąd nowym obowiązkiem NGO będzie edukowanie społeczeństwa i eliminowanie luk kompetencyjnych w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego.
Dostępność zaczyna się od drugiego człowieka
Nie wystarczy otworzyć drzwi. Trzeba jeszcze sprawić, aby każdy mógł przez nie przejść. Dostępne NGO to organizacja otwarta, która nikogo nie zostawi za drzwiami. Dostępność to proces, który dotyczy nas wszystkich, stawia na pierwszym miejscu różnorodność i niewykluczanie nikogo. Wszyscy jesteśmy równi – każdy z nas jest inny. Różnorodność powinna być uznawana za wartość, a nie za problem. Ponadto uwzględniać różne potrzeby osób ze szczególnymi potrzebami w zakresie zapewniania dostępności – architektonicznej, cyfrowej i informacyjno-komunikacyjnej. Dostępność jest procesem, który wiąże się z ciągłymi zmianami i pokonywaniem nowych wyzwań. Obecnie konieczna jest świadoma transformacja procesu wdrażania dostępności, która będzie wymagała czasu i zaangażowania wielu grup społecznych. Dlatego sektor pozarządowy powinien wziąć współodpowiedzialność za proces wdrażania dostępności.
Problem nie stanowi sama niepełnosprawność – ale środowisko tworzące bariery. Jednak błędem w postrzeganiu dostępności jest sprowadzanie jej wyłącznie – do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. W praktyce napotkane ograniczenia dotyczą znacznej części społeczeństwa, w tym: seniorów, rodziców z małymi dziećmi, kobiet w ciąży, osób mających trudności w komunikowaniu się, czy osób wykluczonych cyfrowo. Wysokiej jakości i dostępne usługi świadczone przez NGO zwiększają zdolność do dotarcia do większej części społeczeństwa. Jednak osoby z niepełnosprawnościami pozostają najważniejszą grupą, dla której zapewnienie dostępności ma fundamentalne znaczenie.
Nie ma Smart NGO bez dostępności
Nie można mówić o Smart NGO bez uwzględnienia kwestii związanych z zapewnieniem dostępności. Inteligentna organizacja pozarządowa to ta, która potrafi sprawić, że z jej usług skorzysta jak najwięcej osób ze szczególnymi potrzebami. To organizacja, która rozpoznaje różnorodne potrzeby ludzi, przewiduje bariery oraz projektuje rozwiązania dostępne dla możliwie szerokiego grona odbiorców. Smart NGO jest organizacją, która potrafi – dostrzegać bariery, rozmawiać o nich i wspólnie je usuwać.
Inteligentna dostępność (Smart Accessibility) powinna być wbudowana w DNA każdej organizacji. Dostępność powinna być obecna w organizacji od samego początku – w zarządzaniu, strategii, technologii, czy kulturze organizacyjnej. Smart NGO powinna korzystać z technologii, która nie wyklucza. Technologia ma upraszczać życie, a nie je komplikować. Jednym z błędów technologicznego podejścia do dostępności jest przekonanie, że algorytm może sam określić, czego potrzebują osoby z niepełnosprawnościami. Transformacja technologiczna powinna mieć charakter włączający. Dlatego w Smart NGO należy przyjąć zasadę – najpierw człowiek, a dopiero potem technologia.
NGO, które świadomie eliminują bariery, zyskują przewagę strategiczną. Ponadto mogą docierać do większej i bardziej zróżnicowanej grupy odbiorców, zwiększać zaufanie społeczne oraz rozwijać bardziej innowacyjne usługi odpowiadające na realne potrzeby społeczne. Smart NGO nie traktuje dostępności jako obowiązku, ale czyni z niej standard. Dlatego Smart NGO powinna traktować dostępność jako integralny element zarządzania, a nie jako osobny obszar działalności. Dostępność powinna stać się źródłem innowacji oraz jej strategiczną przewagą. Każdy element związany z działalnością NGO powinien przechodzić test dostępności.
Dostępność NGO jest jednym z warunków odporności społecznej
Dostępność wymaga ciągłego dostosowywania się do zmieniających się warunków. NGO będą bardziej odporne na kryzysy, jeżeli będą potrafić odpowiadać na potrzeby społeczne większej i bardziej zróżnicowanej grupy osób. Tym samym zwiększą zasięg oddziaływania, docierając do większej liczby osób ze szczególnymi potrzebami. Takie podejście powinno przełożyć się na zwiększenie stabilności NGO w trudnych czasach. Organizacja, która potrafi dostrzec różnorodne potrzeby związane z zapewnieniem dostępności, jest zwykle także lepiej przygotowana do innych wyzwań i zachodzących zmian.
Jeżeli nie można czegoś zrobić samemu, to należy zaprosić innych do współpracy
Dostępność nie może być skutecznie wdrażana bez wysłuchania tych, którzy najbardziej doświadczają barier. Potrzebne jest partnerskie podejście do procesu wdrażania dostępności. To nie tylko kwestia etyki, ale także efektywności. Osoby ze szczególnymi potrzebami powinny być nie tylko odbiorcami wsparcia NGO, ale także aktywnymi współtwórcami rozwiązań, kierując się zasadą – nic o nas, bez nas. To sami użytkownicy są najlepszymi ekspertami od barier, których na co dzień doświadczają. Zgodnie z tym podejściem Smart NGO najpierw planuje swoje działania dla różnorodności, a dopiero potem dostosowuje je do rozpoznanych indywidualnych potrzeb.
Budowanie dostępności nie jest kosztem, ale inwestycją w przyszłość. Z drugiej strony brak dostępności też generuje koszty. Najbardziej ekonomiczna jest dostępność od samego początku – a nie kosztowna korekta. Przyszłość zapewniania przez NGO dostępności nie powinna polegać tylko na likwidowaniu istniejących barier. Powinna polegać na projektowaniu od samego początku wszystkich działań bez barier. Takie podejście oznacza odejście od myślenia w kategoriach dokonywania zmian i eliminacji barier dopiero po fakcie. Smart NGO to właśnie taka wizja. Budujmy wspólnie dostępność – zamiast tworzyć nowe bariery.
W jedności siła – w partnerstwie przyszłość
Jeśli chcesz iść szybko – idź sam. Jeśli chcesz zajść daleko – idź razem. Przyszłość III sektora nie musi być historią pojedynczych NGO działających obok siebie (samotne wyspy). Będzie należeć do organizacji budujących sieć współpracy partnerskiej. Działających razem, a przez to – skuteczniej, mądrzej i szybciej. W epoce AI pojedynczym NGO coraz trudniej będzie nadążać za postępem technologicznym, czy zachodzącymi trendami społecznymi. Ponadto NGO najczęściej działają przy ograniczonych zasobach finansowych i kadrowych, co powoduje konieczność racjonalnego gospodarowania dostępnymi zasobami.
Budowanie federacji NGO jest procesem wielowymiarowym. Federalizacja to skuteczne narzędzia do tworzenia wartości, które pojedynczym organizacjom nie uda się przeprowadzić samodzielnie. Siłą federacji NGO nie jest suma pojedynczych organizacji członkowskich – ale jakość relacji między nimi. Jeżeli współpraca NGO będzie dobrze zaplanowana, to łączny zasób potencjałów będzie większy niż suma potencjałów poszczególnych organizacji członkowskich. Powstały efekt synergii można symbolicznie zapisać równaniem: 1 NGO + 1 NGO > 2 NGO.
W kierunku inteligentnej federacji Smart NGO
Słabość polskich organizacji pozarządowych nie wynika tylko z braku dofinansowania. Główny problemem jest brak silnej reprezentacji NGO. Obecnie wiele federacji NGO działa w oparciu o tradycyjne modele organizacyjne, które nie odpowiadają w pełni współczesnym wyzwaniom. Federacja nie powinna być wyłącznie strukturą reprezentacyjną swoich organizacji członkowskich. Powinna stać się infrastrukturą współpracy sektora obywatelskiego (głosem sektora). Tradycyjna federacja NGO pełni przede wszystkim funkcję administracyjną – integruje i reprezentuje interesy organizacji członkowskich oraz świadczy usługi wspierające ich rozwój.
Jeszcze dalej idzie model federacji Smart NGO, która nie tylko reprezentuje swoich członków, ale tworzy warunki do współdzielenia zasobów – wiedzy, danych, technologii. To nie tylko zmiana technologiczna, ale też głęboka zmiana kultury organizacyjnej, w której wiedza nie jest własnością pojedynczej organizacji – ale stanowi wspólne dobro całej sieci współpracy. Nowa koncepcja organizacji parasolowej będzie mniej hierarchiczna w zakresie zarządzania, a bardziej skupiona wokół rozwiązywania konkretnych problemów społecznych przy wykorzystaniu technologii cyfrowych i narzędzi AI. Najważniejsza pozostanie zdolność ludzi do współpracy, uczenia się i wspólnego rozwiązywania problemów.
Prawdziwa siła Smart NGO będzie wynikała z połączenia wszystkich zasobów w jeden ekosystem współpracy. Ta zmiana paradygmatu prowadzi do powstania nowych typów organizacji, które są zwinne i elastyczne. Partnerstwo NGO tworzy jeden powiązany organizm. Przypomina to układ, gdzie pojedyncze organizacje są komórkami, a wiedza jest pamięcią. Jeżeli AI jest narzędziem analitycznym, to dane są wysyłanymi impulsami w czasie rzeczywistym.
Federacja Smart NGO może wziąć na siebie ciężar utrzymania i aktualizacji zaawansowanych technologii AI – udostępniając je swoim członkom. W ten sposób NGO będą mogły stworzyć współdzieloną infrastrukturę, która znacząco zwiększy ich skuteczność. Inteligentne federacje Smart NGO będą mogły pełnić rolę wspólnego zaplecza technologicznego. Możliwe stanie się tworzenie cyfrowych map zasobów i kompetencji poszczególnych organizacji członkowskich. Gdy jakaś organizacja straci część swoich zasobów, to sieć partnerska będzie mogła je tymczasowo uzupełnić i zapewnić niezbędną pomoc. Pozwoli to zwiększyć w sytuacjach kryzysowych odporność pojedynczych NGO, rozkładając ryzyko na wiele organizacji.
W jedności siła – w wiedzy przewaga
W przyszłości Federacja Smart NGO nie będzie wybierać – między dużą a małą organizacją, czy między człowiekiem a nowoczesną technologią. Technologia cyfrowa i narzędzia AI – otworzą nowe możliwości współpracy. Oferowane wspólne cyfrowe zaplecze technologiczne będzie obejmować nowoczesny systemy IT, których samodzielne wdrożenie byłoby zbyt kosztowne dla pojedynczych organizacji. Dzięki temu mniejsze NGO zyskają profesjonalne narzędzia i wsparcie, co pozwoli im obniżać koszty oraz prowadzić działania na znacznie większą skalę.
W powszechnym przekonaniu wiedza posiadania przez NGO może być traktowana jako przewaga konkurencyjna – jeżeli organizacja podzieli się wiedzą, to może stracić przewagę. W modelu Smart NGO wiedza staje się zasobem całej sieci współpracy – jeżeli organizacja podzieli się wiedzą, to może wspólnie stworzyć większą wartość. Inteligentne organizacje parasolowe nie tylko staną się bardziej technologicznie zaawansowane, ale przede wszystkim bardziej – dostępne, odpowiedzialne i odporne na kryzysy. Współpraca staje się wtedy platformą współdzielenia zasobów zgodnie z zasadą – wiedza rośnie, gdy się nią dzielimy. Federacja zrzeszająca Smart NGO będzie działać jak platforma usług wspólnych dla organizacji członkowskich. W takim modelu federacja Smart NGO uzyskuje przewagę, przestając być wyłącznie strukturą organizacyjną, a staje się inteligentnym ekosystemem społecznym. To przejście: PARASOL → PLATFORMA → EKOSYSTEM, może stać się kluczowym kierunkiem rozwoju nowoczesnych federacji Smart NGO.
Federacje Smart NGO mogą tworzyć infrastrukturę odporności
Pojedyncze NGO, które próbują wszystko robić samodzielnie, są zazwyczaj bardziej podatne na sytuacje kryzysowe – niż organizacje zakorzenione w sieci partnerskiej. Smart NGO zakłada rozwój odporności sieciowej tworzącej infrastrukturę bezpieczeństwa. Federalizacja pozwala łatwiej wprowadzić procedury awaryjne, wspólnie monitorować zagrożenia, jak też rozłożyć ryzyko w przypadku wystąpienia zagrożenia. Przyjaciół poznaje się w biedzie. Stąd kryzys może być również testem jakości współpracy.
Współpraca sieciowa ewoluuje, wykraczając poza zwykłą formę współpracy i stając się kluczowym elementem budowania odporności społecznej. NGO powinny być włączane do systemów koalicyjnych ukierunkowanych na przeciwdziałanie kryzysom – nie tylko wtedy, gdy kryzys się rozpocznie. Sieć współpracy pozwala na rozproszenie ryzyka i umożliwia szybszą reakcję. Im silniejsze są relacje między NGO, tym większa jest zdolność do reagowania na kryzysy. Sieć współpracy ułatwia skoordynowanie niesienia pomocy w obliczu kryzysów, zagrożeń i długoterminowych wyzwań. W tym systemie federacja Smart NGO może być elementem systemu wczesnego ostrzegania.
Ważne, aby organizacja była zdolna do zmiany z dużym wyprzedzeniem – zanim nastąpi kryzys. W tym wypadku odporność przestaje być tylko mechanizmem obronnym – staje się strategiczną przewagą. NGO, które już dziś rozpoczną budowanie swojej odporności, będą jutro nie tylko skuteczniejsze, ale również staną się filarami bezpieczeństwa społecznego. W technologii AI są – możliwości, w odporności jest – bezpieczeństwo, a we współpracy jest – przyszłość.
Proces cyfryzacji NGO przestaje być wyborem – a staje się koniecznością
Cyfryzacja nie jest celem samym w sobie. Koncepcja inteligentnej cyfrowej organizacji pozarządowej jest odpowiedzią na wyzwania współczesnego społeczeństwa informacyjnego. Smart NGO stosuje nowoczesną technologię, ale pozostaje zorientowana na człowieka. Jednak należy pamiętać, aby proces cyfryzacji nie tworzył kolejnych barier. Przykładowo, jeżeli formularz elektroniczny będzie niedostępny dla osób słabowidzących lub niewidomych – to organizacja nie stanie się bardziej inteligentna. Jeżeli seniorzy nie będą potrafili skorzystać z cyfrowej usługi oferowanej przez NGO, to technologia zamiast włączać – będzie wykluczać tę grupę społeczną.
Kluczowe znaczenie ma zdolność do zachowania wartości w świecie nowych technologii. Organizacje będą stopniowo łączyć działalność społeczną z wykorzystaniem – danych, technologii cyfrowych i narzędzi AI. Nie jest to jedynie trend technologiczny, ale przede wszystkim zmiana myślenia. Proces Inteligentnej cyfryzacji (Smart Digital) można rozpocząć metodą małych kroków. Przykładowo, wystarczy w organizacji zacząć od wprowadzenia wspólnego kalendarza zespołowego. Umiejętność świadomego i bezpiecznego korzystania z technologii cyfrowej staje się nową kompetencją ekspercką, niezbędną do budowy nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego.
Cyfryzacja poprzedza proces transformacji cyfrowej
Nie pytamy – czy NGO stać na transformację cyfrową? Zapytajmy – ile będzie kosztować brak wdrożenia procesu cyfryzacji? Cyfrowa transformacja NGO nie jest już odległą wizją przyszłości – dzieje się tu i teraz. Nie będzie to tylko kolejna transformacja – ale zmiana kultury organizacyjnej. Cyfryzacja jest tylko etapem do pełnej transformacji cyfrowej. Oznacza wykorzystanie technologii do realizacji dotychczasowych procesów. Natomiast transformacja cyfrowa to przeprojektowanie tych procesów, aby organizacja działała – lepiej, szybciej i nowocześniej. Transformacja cyfrowa nie jest projektem z datą końcową. To zdolność organizacji do ciągłego uczenia się i adaptacji. Poprzedza ją diagnoza potrzeb, która pozwoli zidentyfikować obszary wymagające usprawnienia, w tym potrzebne technologie cyfrowe i narzędzia AI mogące przynieść największe korzyści.
Prawdziwa transformacja cyfrowa oznacza zmianę sposobu funkcjonowania Smart NGO. Jednak najpierw organizacja powinna odpowiedzieć sobie na pytanie – co chce osiągnąć? A dopiero potem – jakie narzędzia potrzebuje? Jednak jednym z podstawowych błędów NGO jest utożsamianie cyfryzacji tylko z zakupem nowych narzędzi. Proces transformacji cyfrowej nie ogranicza się do posiadania przez organizację – strony internetowej WWW, profilu w mediach społecznościowych, czy korzystania z poczty elektronicznej (e-mail). Jeżeli formularz papierowy zastąpi formularz elektroniczny PDF – to mamy cyfryzację. Natomiast o transformacji cyfrowej możemy mówić wtedy, jeżeli NGO dzięki technologii cyfrowej – skraca procesy decyzyjne, automatyzuje powtarzalne zadania, prowadzi spotkania w systemie hybrydowym, przechowuje dane w „chmurze” zamiast w segregatorze. W tym wypadku technologia cyfrowa ma przyspieszać pracę, ograniczać koszty, poprawiać komunikację i zwiększać skuteczność działania.
Największa transformacja cyfrowa w NGO nie dokonuje się w systemie informatycznym – ale w głowach decydentów. O sukcesie nie decyduje sama technologia cyfrowa – ale sposób jej wykorzystania. Nawet najlepsza strategia rozwoju transformacji cyfrowej może zakończyć się niepowodzeniem, jeżeli NGO nie będzie gotowe do zmian w kulturze organizacyjnej. NGO po transformacji cyfrowej będzie prowadzić działalność społeczną na większą skalę (multiplikacja misji). Dzięki temu cyfrowo dojrzałe NGO mogą wspierać społeczeństwo mądrzej i szybciej. Zaoszczędzony czas stanowi cenny zasób społeczny, który NGO może przeznaczyć bezpośrednio na realizację działalności misyjnej.
Technologia daje organizacji możliwości – ale to ludzie nadają sens
Są tacy – co tylko mówią jak robić, ale też tacy – którzy to robią zamiast mówić. Najdroższy system cyfrowy to ten, którego nikt nie używa. Nawet najbardziej zaawansowana platforma cyfrowa nie będzie wspierać NGO, jeśli pracownicy nie będą wiedzieli, jak z niej korzystać. Technologia może połączyć organizacje cyfrowo, ale nie stworzy automatycznie relacji międzyludzkich. Nie technologia, lecz ludzie potrafiący z niej korzystać są najważniejszym zasobem Smart NGO. Technologia to tylko narzędzie – kluczem są wykwalifikowane kadry.
W świecie cyfrowym nie sama wiedza, lecz umiejętność właściwego wykorzystania nieograniczonych zasobów danych staje się źródłem przewagi konkurencyjnej. Jednak wiele NGO nie dysponuje odpowiednimi kompetencjami i zasobami technologicznymi umożliwiającymi wdrażanie nowoczesnych rozwiązań. Powoduje to pogłębianie się różnic pomiędzy NGO zdolnymi do wykorzystania nowych technologii a tymi, które pozostają poza procesem transformacji cyfrowej.
Żadna cyfryzacja nie będzie skuteczna bez kompetentnych ludzi. Dlatego transformacja cyfrowa powinna być przede wszystkim transformacją kompetencyjną. Koncepcja inteligentnej cyfryzacji NGO wynika z potrzeby dynamicznego reagowania na zmiany. Pandemia COVID-19 wykazała, że organizacje posiadające rozwinięte kompetencje cyfrowe znacznie szybciej przeszły na pracę zdalną i skuteczniej realizowały swoją misję pomimo globalnego kryzysu.
Technologia cyfrowa bez strategii wdrażania – to cyfrowy chaos
Transformacja cyfrowa to proces czasochłonny wymagający – dostępu do technologii oraz zaangażowanego zespołu posiadającego odpowiednie kompetencje. Posiadanie samej technologii cyfrowej nie gwarantuje rozwoju NGO. Transformacja cyfrowa nie polega jedynie na wyborze odpowiednich narzędzi, ale także na właściwym planowaniu w ujęciu strategicznym, zaangażowaniu zespołu i skutecznej komunikacji bez ograniczeń geograficznych. Ustalanie priorytetowych kierunków działania umożliwia organizacji efektywne zarządzanie ograniczonymi zasobami i skoncentrowanie się na tym, co najważniejsze. Strategiczne podejście do technologii musi obejmować również dostępność.
Odwrócenie tej kolejności prowadzi do sytuacji, w której NGO zaczyna dostosowywać swoje działania do zakupionych technologii cyfrowych – zamiast wykorzystywać technikę do realizacji własnej strategii. Cyfrowy chaos rzadko pojawia się nagle – najczęściej powstaje stopniowo. Charakteryzuje się cyfrową mozaiką zakupową – zamiast cyfrowej architektury. Każde zakupione nowe narzędzie czy system cyfrowy – osobno może być bardzo skuteczny. Problem polega na tym, że nie tworzą one jednego ekosystemu. W tym momencie technologia cyfrowa, która miała upraszczać pracę NGO – może tworzyć nowe bariery.
Zmienność przestaje być wyjątkiem – staje się codziennością NGO
Zmieniają się regulacje prawne, technologie, czy potrzeby społeczne. NGO funkcjonują w dynamicznie zmieniających się warunkach społeczno-gospodarczych, które wymuszają coraz wyższe wymagania organizacyjne. Do tej pory tradycyjne zarządzanie NGO często opierało się na założeniu, że można stosunkowo dokładnie zaplanować przyszłość. Obecnie przyszłość będzie należeć do tych NGO, które potrafią najszybciej się uczyć, współpracować i adaptować – nie tracąc nic ze swojej misji.
Inteligentna organizacja pozarządowa (Smart NGO) jest przykładem zmiany sposobu myślenia o działalności społecznej w epoce AI. To organizacja, która potrafi się dostosować do zmian w świecie technologii AI. Paradoksalnie, im bardziej rozwinięta cyfrowo jest NGO – tym ważniejszy staje się człowiek. Smart NGO jest organizacją, która dzięki technologii pozwala ludziom skoncentrować się na tym, czego technologia AI nie potrafi zastąpić – empatii, odpowiedzialności, czy budowania wspólnoty.
Smart NGO to organizacja, która nie tylko reaguje na kryzysy – ale także potrafi je przewidywać i wykorzystywać jako impuls do rozwoju. Takie podejście pozwala na przejście od defensywnego przetrwania kryzysu do aktywnej adaptacji na zachodzące zmiany. Model zakłada cykl doskonalenia: PRZEWIDYWAĆ → PRZYGOTOWAĆ SIĘ → REAGOWAĆ → UCZYĆ SIĘ → ADAPTOWAĆ → ROZWIJAĆ. Każdy cykl zwiększa dojrzałość NGO oraz wzmacnia zdolność do reagowania na nowe wyzwania. Dzięki temu każdy kolejny kryzys nie osłabia organizacji, ale czyni ją silniejszą i lepiej przygotowaną na przyszłość. W takim ujęciu kryzys nie jest wyłącznie zagrożeniem dla organizacji – ale może stać się źródłem innowacji społecznej. Przykładem jest pandemia COVID-19 która pokazała, że NGO muszą być przygotowane na sytuacje, w których tradycyjne sposoby działania przestają być skuteczne.
Nie wystarczy robić rzeczy dobrze. Trzeba upewnić się – czy robimy właściwe rzeczy?
Jak mądrze zarządzać NGO w świecie, który nieustannie się zmienia? Jeszcze niedawno tradycyjne zarządzanie NGO opierało się na założeniu względnej przewidywalności. W świecie stabilności podstawowym zadaniem zarządzania było sprawne funkcjonowanie organizacji. Możliwe było planowanie długofalowych kierunków działań zakładając, że otoczenie pozostanie na tyle stabilne – aby umożliwić konsekwentną realizację przyjętej wieloletniej strategii rozwoju. Jednak współczesne NGO funkcjonują w środowisku, które jest niestabilne i zmienne. W świecie cyfrowym kluczowe staje się zdolność NGO do adaptacji do zachodzących zmian technologicznych AI. Stąd strategia rozwoju organizacji powinna być żywym narzędziem zarządzania zmianami. Organizacja przyszłości powinna więc nie tylko wiedzieć, dokąd zmierza. Powinna także wiedzieć, co zrobi – jeżeli droga do tego celu nagle się zmieni.
Inteligentne zarządzanie NGO w świecie zmian
Jak zarządzać NGO we współczesnym świecie, który zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej? Do tej pory NGO mogły funkcjonować zgodnie z zasadą – „tak robiliśmy zawsze”. Obecnie organizacje coraz częściej muszą sobie odpowiedzieć – czy potrafią zarządzać zmianą, zanim zmiana zacznie zarządzać nimi? Dodatkowo zachodzi konieczność przejścia od zarządzania stabilnością do zarządzania kryzysowego (wyciąganie wniosków z pandemii COVID-19). Z kolei zarządzanie NGO w oparciu tylko o nowoczesną technologię AI może okazać się niewystarczające. Nadal istotę zarządzania stanowią – ludzie i ich wzajemne relacje. Smart NGO powinna co najwyżej wzmacniać posiadane zasoby ludzkie korzystając ze wsparcia technologii cyfrowych i narzędzi AI.
O krok dalej idzie inteligentne zarządzanie (Smart Governance), które można traktować jako kolejny etap ewolucji zarządzania NGO – od organizacji tradycyjnej, poprzez cyfrową, aż do uczącej się reagować na zmiany. Wymaga to wykorzystania elementów zwinnego zarządzania (Agile Management). Metoda ta pozwala na zarządzanie wiedzą wykorzystującą aktywne formy uczenia się na własnych błędach w procesie transformacji organizacji. Kluczowym elementem metody jest mechanizm szybkiego uzyskiwania informacji zwrotnej, co pozwala na bieżąco korygowanie działań. Model zwinnego zarządzania zakłada, że na początku procesu projektowania nie można dokładnie przewidzieć jego całego przebiegu. Tym bardziej, że całości nie da się sprowadzić do sumy jego pojedynczych składników.
Zwinne zarządzanie Smart NGO można porównać do elastycznego zarządzania zmianą – opartą na ciągłym doskonaleniu i analizie trendów społecznych i technologicznych. Naturalnym środowiskiem działania jest tu praca zespołowa, w której samoorganizacja oraz ścisła współpraca z innymi członkami zespołu stanowią fundamenty pozwalające na realizację założonych celów w optymalnych warunkach. Zespoły mają charakter płynny – mogą być tworzone i rozwiązywane w zależności od potrzeb.
Elementem zwinności jest możliwość podejmowania zdalnie uchwał Zarządu przy użyciu środków komunikacji elektronicznej oraz udział w spotkaniach w systemie hybrydowym. Organizacja po przejściu transformacji cyfrowej może szybciej przejść na pracę zdalną online, utrzymać kontakty z odbiorcami bez ograniczeń geograficznych. W tym wypadku cyfryzacja nie jest tylko sposobem na zwiększenie efektywności. Jest również ważnym elementem budowania odporności organizacyjnej. Model zakłada cykl doskonalenia: DIAGNOZA → AUDYT → PLAN ROZWOJU → WDROŻENIE → MONITORING → EWALUACJA → UCZENIE SIĘ → KOLEJNA DIAGNOZA. Każdy cykl zwiększa dojrzałość organizacji oraz wzmacnia jej zdolność do reagowania na nowe wyzwania.
Inteligentne zarządzanie opiera się na danych – a nie na intuicji
W erze AI informacja staje się nową „ropą naftową”. Jeżeli dostęp do danych będzie nierówny, to zostaną ograniczone możliwości wpływania na decyzje. Przyszłość będzie należeć do NGO opartych na wiedzy, które potrafią uczyć się na błędach – zamiast je powielać. Smart NGO zakłada stosowanie nowoczesnych procedur wspierających decyzje oparte o narzędzia AI, w którym ludzie, technologie i współpraca – tworzą jeden spójny ekosystem. Inteligentne zarządzanie oznacza podejmowanie decyzji na podstawie wiedzy, danych i doświadczeniach – przy jednoczesnym zachowaniu tradycyjnych wartości. Takie podejście wymaga przejścia – od intuicyjnego do analitycznego podejmowania decyzji w oparciu o dane i algorytmy. Zbiory danych gromadzone w uporządkowanych bazach (np. CRM) pozwolą podejmować trafniejsze i lepiej uzasadnione decyzje. W ten sposób dane stają się strategicznym zasobem organizacji.
Strategia powinna być przygotowana na różne scenariusze zmian
Wieloletnia strategia rozwoju NGO wyznacza kierunki, w jakim organizacja zamierza rozwijać się w perspektywie długoterminowej. W świecie dynamicznych zmian i kryzysów, trudno będzie realizować plany strategiczne zgodnie z pierwotnymi założeniami. Jedną z iluzji w zakresie zarządzania NGO jest przekonanie, że przyszłość będzie wyglądała tak – jak zapisano ją w strategii. Inteligentna strategia nie przewiduje jednej niezmiennej przyszłości. Przygotowuje organizację na różne wersje.
Dzisiaj strategia NGO nie może być wyłącznie dokumentem określającym przyszłość. Musi być również systemem reagowania na nieprzewidywalność i zagrożenia. Każda strategia musi podlegać ewaluacji. Coraz częściej zachodzi sytuacja, gdzie w momencie rozpoczęcia realizacji wieloletniej strategii rozwoju NGO, część założeń może okazać się już nieaktualna. Organizacja może nawet posiadać najlepszą strategię, ale jeżeli ludzie w organizacji nie rozumieją jej sensu – strategia pozostanie tylko dokumentem. Jeżeli strategię rozwoju NGO porównać do mapy – to strategiczne zarządzanie jest terenem do zagospodarowania.
Kryzys nie pyta – czy jesteśmy przygotowani?
Scenariusz przyszłości – przygotuj się na to, czego jeszcze nie ma. Stabilne i przewidywalne czasy, jakie do tej pory znaliśmy – dobiegają końca. Sytuacje kryzysowe i zagrożenia przestały być wyjątkiem. Jeszcze niedawno kryzys kojarzył się przede wszystkim z sytuacją wyjątkową – czymś, co pojawia się nagle i po jakimś czasie wszystko wraca do normy. Dzisiaj dynamiczne zmiany stały się elementem naszej codzienności. Oznacza to, że skończył się czas neutralności i stania z boku. Toczona wojna za wschodnią granicą Polski, cyberataki, czy dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji (AI) – pokazują, że NGO muszą być odporne oraz przygotowane na funkcjonowanie w różnych warunkach. Nie możemy przewidzieć wszystkich kryzysów. Możemy jednak sprawić, aby NGO potrafiły się na nie mądrze przygotować. Nie możemy zatrzymać fal, ale możemy nauczyć się surfować.
Zapewnienie odporności NGO nie jest pojedynczym działaniem, ale złożonym procesem wielowymiarowym. Jest zdolnością organizacyjną, która przenika – strategię, zarządzanie finansami, czy korzystanie z nowoczesnych technologii cyfrowych i narzędzi AI. Budowanie odporności zaczyna się na długo przed wystąpieniem pierwszych oznak kryzysu. Przyszłość nie należy tylko do NGO, które przewidują zmiany – ale przede wszystkim do tych, które najlepiej potrafią się do nich dostosować. Kryzys jest momentem prawdy. Pokazuje – czy strategia rzeczywiście działa? Czy procedury są skuteczne?
Odporność NGO oznacza zdolność do aktywnego działania pomimo nagłych zmian spowodowanych – przepisami prawnymi, kryzysem finansowym, odejściem liderów, czy zmianą trendów społecznych. Kryzys nie zaczyna się wtedy, gdy pojawia się problem. Najpierw pojawiają się sygnały ostrzegawcze – uzależnienie od jednego źródła finansowania, narastające konflikty, przestarzałe technologie, brak kompetencji cyfrowych, utrata kluczowych partnerów, czy przeciążenie liderów. Początkowo są to drobne symptomy. Jeżeli organizacja ich nie dostrzega, mogą przekształcić się w poważne zagrożenie.
Odporność to zdolność do – przewidywania, reagowania na zmiany, przetrwania, adaptacji i odbudowy po kryzysie. Jednak najważniejsza zmiana musi nastąpić w sposobie myślenia NGO. Odporność strategiczna wymaga zmiany sposobu zarządzania organizacją – przejścia od zarządzania stabilnością do zarządzania niepewnością. O krok dalej idzie inteligentna organizacja pozarządowa (Smart NGO), która buduje kulturę organizacyjną, gdzie błędy są traktowane jako cenna informacja zwrotna, zaś kryzys jako impuls do wprowadzania innowacji i rozwoju.
Technologie cyfrowe można kupić – system informatyczny można wdrożyć – procedury można opracować. Jednak nie można kupić odporności organizacyjnej. Smart NGO musi być przygotowana na zdarzenia mało prawdopodobne – ale o dużych konsekwencjach. Nie chodzi tylko o plan awaryjny, ale o zbudowanie odporności opartej na – elastyczności, współpracy i ciągłym uczeniu się.
Najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej tworzenie
NGO nie są w stanie przewidzieć przyszłości – ale mogą przygotować się na jej różne warianty. Wobec tego zachodzi konieczność odejścia od biernego reagowania na zmiany. Nie należy biernie czekać na sytuacje kryzysowe w przyszłości – ale z wyprzedzeniem przygotowywać się na to co nieuniknione. Pod tym względem Smart NGO jest organizacją odporną instytucjonalnie, która potrafi się dostosować do nowych wyzwań. Organizacja odporna nie pyta – czy zmiana nadejdzie? Pyta – jak przygotujemy się na zmianę, której jeszcze nie potrafimy przewidzieć?
Odporność NGO już dawno przestała kojarzyć się głównie ze zdolnością do przetrwania kryzysu w przypadku – utraty finansowania, problemów techniczno-lokalowych, czy związanych z utrzymaniem zatrudnienia kadry. Zapewnienie odporności wymaga nie tylko planowania, ale też eksperymentowania. Jednak trudno będzie tworzyć innowacyjne rozwiązania pod presją czasu. Dlatego odporna organizacja stara się z wyprzedzeniem rozpoznawać sygnały nadchodzącego kryzysu – zanim stanie się on faktem. Odporność to coś więcej niż przetrwanie – to zdolność do zmiany bez utraty własnej tożsamości.
Tradycyjne NGO działają przeważnie reaktywnie, czyli podejmują działania w odpowiedzi na zaistniałą sytuację – a nie z własnej inicjatywy. Zazwyczaj organizacje szukają rozwiązania w momencie zaistnienia problemu oraz mobilizują siły dopiero w obliczu kryzysu. Pod tym względem Smart NGO działa proaktywnie – stale obserwuje otoczenie, analizuje ryzyka, przygotowuje się na różne scenariusze zanim zmiana przerodzi się w kryzys. Nie tylko reaguje na przyszłość – ale aktywnie ją współtworzy. Oznacza to odejście od reagowania na zaistniałe zdarzenia dopiero wtedy – gdy pojawi się kryzys.
Smart NGO nie czeka biernie na kryzys
Przyszłość należy do NGO – odpornych, współpracujących oraz wykorzystujących nowe technologie cyfrowe i narzędzia AI. Organizacje stosujące AI będą mogły szybciej analizować zmiany w otoczeniu, czy reagować na sytuacje kryzysowe. W przyszłości przewagę będą miały NGO, które potrafią – uczyć się, współpracować oraz odpowiedzialnie wykorzystywać potencjał nowych technologii. Technologia wprawdzie nie zastąpi odporności organizacji pozarządowych, ale może zwielokrotnić ich możliwości. Stąd inteligentna odporność na kryzys (Smart Resilience) to nowatorskie podejście do zarządzania NGO w świecie, w którym kryzysy i nieprzewidywalność stały się codziennością. Tradycyjne podejście do odporności można sprowadzić do pytania – czy jeżeli nadejdzie kryzys, to organizacja go przetrwa? Inteligentna organizacja pozarządowa stawia znacznie ambitniejszy cele pytając – czy potrafimy przewidzieć zmianę, przygotować się na nią, wyciągnąć wnioski z kryzysu i wykorzystać tę wiedzę do dalszego rozwoju? Inteligentna odporność NGO nie jest strategią przetrwania, ale strategią rozwoju w warunkach niepewności.
Smart NGO to wizja nowej generacji organizacji, która potrafi się zmieniać nie tracąc swoich wartości. Nie próbuje przewidzieć całej przyszłości. Zamiast tego tworzy organizację, która będzie w stanie poradzić sobie nawet wtedy – gdy przyszłość okaże się inna, niż zakładano. Nie mówi – kryzys się nie wydarzy. Mówi – jeżeli się wydarzy, to będziemy przygotowani. To organizacja, która potrafi przewidzieć zagrożenie, przygotować ludzi i zasoby, szybko zareagować, czy dostosować się do nowych warunków. Smart NGO podejmuje działa z wyprzedzeniem – planuje i podejmuje inicjatywę zanim pojawi się problem. Odporne NGO przewiduje ryzyka – zamiast reagować dopiero na zaistniałe zagrożenie (gaszenie pożaru). Smart NGO analizuje sygnały ostrzegawcze i przygotowuje plany awaryjne na różne scenariusze. Taka organizacja posiada rozwinięte mechanizmy odporności organizacyjnej i zarządzania kryzysowego.
Odporność organizacyjna na sytuacje kryzysowe
Odporność organizacyjna oznacza zdolność NGO do przewidywania zagrożeń, szybkiego reagowania na kryzysy, adaptacji do nowych warunków oraz odbudowy po wystąpieniu sytuacji nadzwyczajnych. Tradycyjne rozumienie odporności często zakłada, że organizacja powinna wrócić do stanu sprzed kryzysu. Współczesne podejście przewiduje zdolność do ulepszenia stworzonego modelu działania, a nie tylko przetrwanie. Jeżeli pandemia COVID-19 zmusiła NGO do cyfryzacji, to po pandemii nie powinna ona całkowicie wracać do analogowego modelu. Jeżeli kryzys pokazał zależność od jednego źródła finansowania, to organizacja powinna zdywersyfikować przychody.
Nadal pozyskiwanie środków finansowych na rozwój NGO stanowi kluczowe wyzwanie. Organizacja, która jest całkowicie uzależniona, od jednego źródła finansowania, jest szczególnie podatna na kryzys. Chodzi o finansową niezależność pozwalającą stabilnie realizować misję społeczną. Odporność finansowa oznacza zerwanie z powszechnie stosowanym przez większość NGO modelem działania – od grantu do grantu. NGO często błędnie definiują swoją działalność głównie na podstawie realizowanych projektów. Ponadto zazwyczaj przygotowują koncepcję projektu – dopiero, gdy jest ogłoszony konkurs. Jednak wtedy może być już za mało czasu na przygotowanie dobrego projektu.
Takie podejście może ograniczać strategiczne myślenie. Organizacja nie zarządza wyłącznie projektami – ale swoim rozwojem. To zasadnicza różnica. Każdy projekt ma swój początek i koniec. Osoby decyzyjne w NGO muszą myśleć o tym, co będzie z organizacją – gdy skończą się projekty. W tym wypadku odporność oznacza – tworzenie rezerw, kontrolowanie kosztów i przygotowanie wariantów działania na wypadek spadku przychodów. Wymaga to budowania portfela finansowego – gdzie granty powinny być tylko jednym z istotnych elementów finansowania działalności.
Odporność społeczna zaczyna się lokalnie
Odporność NGO jest częścią szerszego zjawiska – lokalnej odporności społecznej. W szybko zmieniającym się świecie coraz większego znaczenia nabiera zdolność społeczeństwa do wspólnego działania. Nadal jako społeczeństwo jesteśmy przyzwyczajeni do działania spontanicznego w obliczu zagrożenia – na zasadzie pospolitego ruszenia. Odporność społeczna to oddolna zdolność społeczeństwa i wspólnot lokalnych do szybkiego reagowania, współdziałania, adaptacji i odbudowy w obliczu kryzysów, oparte na – wzajemnym zaufaniu, silnych relacjach sąsiedzkich, znajomości zasobów i gotowości do zaangażowania w ramach wolontariatu. Budowana jest na najniższym poziomie. Obejmuje nie tylko umiejętność reagowania na kryzysy i szybkiego powrotu do równowagi, ale także wzajemnego zaufania i codziennego zaangażowania w życie społeczności lokalnej.
Obecnie odporność społeczna stanowi jeden z kluczowych czynników decydujących o tym – jak skutecznie społeczeństwo radzi sobie w sytuacjach zagrożenia? Odporność społeczna jest procesem długotrwałym. Oznacza zdolność społeczeństwa do reagowania na sytuacje nadzwyczajne. Nie powstaje ona w chwili wystąpienia kryzysu – wtedy jest już za późno. Kryzys nie jest momentem budowania zaufania. Reakcja w sytuacji wystąpienia kryzysu – to jedynie egzamin zaufania zbudowanego wcześniej.
Smart NGO opiera swoje działania na relacjach międzyludzkich i budowaniu zaufania społecznego. Ludzie są pierwszą linią odporności. Najważniejsze są zasoby ludzkie, które w czasie kryzysu stają się realną siłą wspierającą. Odporność społeczna odnosi się do siły więzi międzyludzkich oraz wsparcia, jakie jednostka otrzymuje od swojego otoczenia. To one sprawiają, że organizacje nie działają same, zaś wspólnota jest w stanie stawić czoła wyzwaniom. Kryzys jednej organizacji staje się doświadczeniem całej sieci współpracy. W tym zakresie kluczową rolę mogą odegrać NGO, które są najbliżej spraw społecznych. Organizacje pozarządowe budują odporność społeczną poprzez codzienną – często niewidoczną pracę. Ich największym kapitałem jest zaufanie społeczne oraz znajomość lokalnych zasobów.
Nieprzypadkowo uważa się, że kluczowym elementem systemu bezpieczeństwa są NGO i aktywna społeczność lokalna – które najlepiej znają potrzeby społeczne oraz potrafią działać szybko i skutecznie. Tam powstają więzi, które później pozwalają reagować na sytuacje kryzysowe. Jest to szczególnie widoczne na szczeblu lokalnym, gdzie NGO i aktywni mieszkańcy na co dzień budują więzi oraz gotowość do wzajemnej pomocy.
Mądry uczy się – na cudzych błędach, zaś rozsądny – na własnych
Smart NGO dąży do bycia – mądrym przed szkodą. Nie czeka na rozwój wydarzeń – ale przygotowuje się na nie. Nie pyta – czy kryzys nadejdzie? Zamiast tego pyta – jak przygotować się na zmiany, których jeszcze nie potrafimy określić? Ludzie nie boją się ewolucji – obawiają się chaosu organizacyjnego. Często nie wynika on z istoty samej zmiany. Każda próba radykalnych zmian może wywołać opór. Natomiast odpowiednio uzasadnione reformy będą rodzić zaangażowanie.
Tradycyjna organizacja stara się odbudować po kryzysie. Natomiast Smart NGO wychodzi z kryzysu silniejsza, bardziej kompetentna i lepiej przygotowana na przyszłość, ponieważ potrafi wyciągnąć wnioski do dalszego rozwoju. Nie zawsze porażka musi być automatycznie przeciwieństwem sukcesu. Nie chodzi o to, aby nigdy nie przeżywać kryzysu, ale o to – aby kryzys czynił organizację silniejszą. Wnioski z każdego kryzysu stają się lekcją, jak też bezpośrednim impulsem do wdrażania reform.
Kryzys, z którego nie wyciągamy wniosków – jest kosztem. Błąd, z którego wyciągamy wnioski – staje się doświadczeniem. Organizacje, które potrafią analizować własne błędy i wdrażać usprawnienia, budują przewagę nie tylko w sytuacjach nadzwyczajnych – ale w codziennej działalności. Odporność nie polega na tym, że organizację nic nie złamie. Polega na tym, że NGO potrafi się – podnieść, dostosować i wrócić mądrzejsze o doświadczenie.
Prawdziwe przywództwo w Smart NGO zaczyna się tam – gdzie kończy się tytuł
Zmianie ulegają regulacje prawne, technologie, źródła finansowania, czy trendy społeczne. W świecie nieustannych zmian organizacje pozarządowe potrzebują nie tylko dobrych strategii, nowoczesnych technologii i stabilnego finansowania. Potrzebują przede wszystkim mądrego nowoczesnego przywództwa, takiego, które potrafi – łączyć, inspirować i być innowacyjne.
Funkcjonujący model lidera NGO opiera się przede wszystkim na autorytecie. Pozytywny wizerunek lidera jest jedną z kluczowych cech mających wpływ na sukces organizacji. Rozpoznawalność lidera może przełożyć się na wzrost zaufania i wiarygodność. Lider – ma wiedzę, decyduje, kontroluje i rozwiązuje problemy w NGO. Takie rozwiązanie sprawdza się dopóki NGO działa w stabilnym środowisku. W dynamicznie zmieniającym się świecie, taki tradycyjny sposób zarządzania organizacją może okazać się mniej skuteczny. Świat zmian wymaga odejścia od myślenia wyłącznie kategoriami stanowisk. Obecnie przywództwo w NGO w coraz mniejszym stopniu staje się powiązane ze stanowiskiem.
Rola lidera nie zawsze jest tożsama z obejmowanym stanowiskiem, tym bardziej, że w NGO najczęściej zarządy pracują społecznie. Władza formalna w NGO połączona jest z obejmowanym stanowiskiem w strukturze organizacyjnej. Można być w zarządzie organizacji i mieć formalną władzę – ale nie mieć autorytetu. Można być pracującym społecznie prezesem zarządu i nie być liderem – bo faktycznie pełną władzę ma zatrudniony na etat dyrektor. Drugi alternatywny typ przywództwa zakłada, że w zespole wyłania się w sposób spontaniczny nieformalny lider. Dlatego skuteczniejsze jest wyłonienie naturalnego lidera posiadającego odpowiedni autorytet i kompetencje – zamiast przywiązywanie się do stanowisk w organizacji.
Ewolucja przywództwa w Smart NGO – od lidera charyzmatycznego do architekta zmian
Tradycyjne przywództwo w NGO opiera się na osobie charyzmatycznego lidera-założyciela. Lider NGO zna drogę do celu, idzie tą drogą oraz pokazuje drogę innym. Pełni funkcje nawigatora – wyznacza kierunek, inspiruje oraz pomaga wspólnie odkryć cel, do którego warto dążyć. To on zazwyczaj od początku zna najlepiej organizację, reprezentuje ją oraz podejmuje najważniejsze decyzje. Taki model przywództwa może okazać się skuteczny w początkowej fazie rozwoju małej organizacji. Jednak w dłuższej perspektywie stwarza zagrożenie systemowe – uzależnienia funkcjonowanie organizacji od jednej osoby (tego typu sytuacja ma najczęściej miejsce w przypadku fundacji).
Obecnie wchodzimy w nową epokę AI, w której sama charyzma i dobre intencje lidera już nie wystarczą. Wymaga to wypracowania nowego typu przywództwa. Inteligentny lider (Smart Leader) nie poprowadzi organizacji tam, gdzie chce sam dotrzeć. Zamiast tego pomoże organizacji wspólnie odkryć miejsca, do których warto dojść. Lider powinien przyjąć rolę wizjonera i stratega. Łatwiej jest być liderem wtedy, gdy wszystko działa. Prawdziwe przywództwo można zweryfikować w sytuacji kryzysowej. Prawdziwa wartość przywództwa ujawnia się wtedy, gdy organizacja musi działać pod silną presją. Kiedy lider musi podejmować decyzje w warunkach niepewności, budować zaufanie, organizować współpracę oraz mobilizować innych do działania. Lider powinien traktować błędy i kryzysy nie jako porażkę – ale jako cenną lekcję, z której należy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Ludzie w organizacji obserwują nie to, co lider mówi – ale to, co robi. W świecie zmian lider nie może być wyłącznie administratorem organizacji – musi być jej architektem zmian.
Mądry lider nie buduje pomnika sobie – ale mosty między ludźmi
Nie wystarczy zaprosić człowieka do stołu. Trzeba jeszcze zadbać, żeby mógł przy nim usiąść i aby jego głos był słyszany. Smart NGO bez barier to nie konkurencja o miejsce przy stole. To wspólne budowanie większego stołu. Smart NGO odchodzi od hierarchii i kontroli na rzecz budowania współodpowiedzialności. Przyszłość NGO nie będzie należeć do charyzmatycznych liderów – ale do zespołu pod przywództwem inteligentnego lidera. Taki lider przyszłości nie powinien być osobą, która wyłącznie zarządza organizacją. Powinien być architektem współpracy – budować współodpowiedzialność, stale dzielić się wiedzą i wprowadzać korzystne rozwiązania. Jedna osoba może inspirować, kilka osób może zarządzać – ale to zespół ludzi w NGO powinien przewodzić zmianom. Mądrość całej organizacji jest większa niż wiedza jednej osoby.
Każda zmiana może na początku wywoływać opór. Ludzie zazwyczaj nie opierają się samej zmianie. Opierają się temu, że ktoś chce dokonać zmian bez ich udziału. Stąd lider zamiast narzucać organizacji gotowe rozwiązania z pozycji autorytetu, powinien zachęcać zespół do wspólnego wypracowywania najlepszych rozwiązań. Lider, który potrafi słuchać będzie podejmować często lepsze decyzje – od tego, który tylko wydaje polecenia.
Tradycyjny lider mówi – ja zdecydowałem, zaś lider włączający powie – ustaliliśmy. Lider powinien wiedzieć – gdzie szukać wiedzy, jak wykorzystać kompetencje zespołu i jak podejmować dobre decyzje w warunkach niepewności? Powinien mieć odwagę przyznać się – nie wiem, ale dodając – dowiedzmy się. Takie podejście oznacza przejście od władzy – do wpływu, od kontroli – do odpowiedzialności oraz od hierarchii – do współpracy. Jednak zbyt rozbudowana hierarchia w zarządzaniu, może spowolnić podejmowanie decyzji. Z kolei jednorodny zespół może działać sprawniej – ale różnorodny może dostrzegać więcej.
Lider Smart NGO w kryzysie nie może być samotnym bohaterem
Odporność strategiczna NGO na kryzysy wiąże się ze zdolnością liderów do szybkiej zmiany kierunku działania organizacji w odpowiedzi na zmieniające się realia. Prawdziwym liderem Smart NGO jest ten – kto widzi więcej niż inni oraz potrafi dostrzec nowe trendy. Lider powinien stać się prekursorem zmian w organizacji w obliczu rewolucji technologicznej AI. Taki lider łączy tradycyjne wartości sektora pozarządowego z nowoczesnym podejściem do technologii IT. Lider NGO pełni istotną rolę, która niejednokrotnie decyduje o sukcesie organizacji. Kluczowe znaczenie może mieć rola lidera w budowaniu – kultury innowacji, otwartości na technologie i gotowość do zmian. Jedną z większych zmian, jakie przynosi transformacja cyfrowa jest przejście – od zarządzania intuicyjnego do zarządzania opartego na wiedzy.
Lider Smart NGO nie musi być ekspertem od wszystkiego. Tempo zmian jest zbyt duże, a ilość informacji zbyt ogromna, aby jedna osoba mogła samodzielnie analizować wszystkie ryzyka i podejmować wszystkie decyzje. Nie oznacza to, że doświadczenie liderów przestaje mieć znaczenie. Wręcz przeciwnie – doświadczenie połączone z dostępem do technologii staje się jeszcze silniejsze. Lider Smart NGO powinien umieć połączyć – misję z nowoczesnymi technologiami. Powinien rozumieć – jaki wpływ na organizację mają technologie i zachodzące zmiany społeczne?
Największym kapitałem w NGO są ludzie i relacje między nimi. Doświadczenie jest najlepszym nauczycielem – pod warunkiem że potrafimy z niego korzystać. Lider powinien budować zespoły zdolne do samodzielnego działania, delegować odpowiedzialność i tworzyć przestrzeń do szybkiego podejmowania decyzji. W tym zakresie Smart NGO rozwija kulturę organizacyjną podejmowania decyzji na podstawie danych. Wykorzystanie AI pozwala na zbieranie właściwych informacji i umiejętne ich interpretowanie. Zasoby danych zaczynają stanowić swoisty system nerwowy organizacji. AI może doradzać – ale to człowiek musi podejmować ostateczne decyzje.
Test przywództwa w NGO – czy organizacja przetrwa, gdy zabraknie lidera?
Jedną z ważniejszych systemowych barier w zarządzaniu NGO może być nadmierna koncentracja decyzji w rękach jednego lidera. Sytuację, w której cała wiedza o projektach, procedurach czy kontaktach znajduje się „w głowie” jednej osoby – można traktować jako błąd systemowy. Jeżeli tylko lider może zatwierdzać każdą decyzję, to organizacja staje się zbyt zależna od tej osoby. W sytuacji kryzysowej, gdy chwilowo zabraknie lidera, może to doprowadzić do paraliżu całej działalności organizacji.
Wobec tego wiedza nie powinna być własnością tylko lidera, ale zasobem całej organizacji. Takie podejście zapobiegnie sytuacji, w której kluczowa wiedza – odejdzie razem z człowiekiem. Skończył się czas samotnych „wilków”. Wymagane jest wdrożenie procedur sukcesji, aby organizacja mogła sprawnie działać również wtedy, gdy lidera chwilowo zabraknie. Zazwyczaj odejście lidera, podobnie jak wieloletniego doświadczonego pracownika, może na dłuższy czas sparaliżować prawidłowe funkcjonowanie organizacji. Prawdziwym testem przywództwa w NGO będzie sprawdzenie – czy organizacja przetrwa bez lidera?
Dlatego Smart NGO rozwija liderów (buduje sukcesję) – zamiast uzależniać się od jednego lidera (wąskie gardło decyzyjne). W praktyce najlepszym liderem może okazać się ten, dzięki któremu NGO będzie sprawnie działać również bez jego udziału. Lider Smart NGO nie tworzy swoich naśladowców, ale wdraża jasne procedury sukcesji. W tym zakresie prawdziwym sukcesem przywództwa jest wychowanie swoich kolejnych następców w zespole.
Przyszłość NGO w świecie zmian i braku stabilności
W ciągu ostatnich 37 lat od transformacji ustrojowej w 1989 roku, Polacy stali się społeczeństwem cyfrowym 2.0. Przez wiele lat stabilność była postrzegana jako stan, do którego NGO powinny dążyć. Do tej pory organizacje działały głównie w oparciu o stabilne finansowanie, stały zespół, przewidywalne otoczenie, jasno określone procedury, sprawdzony model działania i poczucie – że kolejny rok będzie podobny do poprzedniego. Obecnie świat stoi na zakręcie – jedyną pewną rzeczą w życiu są zmiany. Żyjemy pod stałą presją czasu i zachodzących zmian społeczno-gospodarczych i technologicznych AI. Teraz stabilność oznacza zdolność zachowania kierunku rozwoju mimo zmieniających się warunków.
Świat cyfrowy i brak stabilności nie jest chwilowym etapem. Jeżeli nie możemy zatrzymać zmian, to przynajmniej starajmy się przygotować na ich nadejście. Współczesne NGO muszą nauczyć się funkcjonować w warunkach niepewności i zagrożenia. Oznacza to, że nie mogą uzależniać swojego rozwoju od jednego scenariusza na przyszłość. Wymaga to dostosowania się NGO do nowych warunków, które zakładają przechodzenie: od konkurencji – do współdziałania, od intuicji w podejmowaniu decyzji – do decyzji opartych na danych, od reagowania na sytuacje kryzysowe – do ich przewidywania oraz od dostępności traktowanej jako obowiązek – do dostępności jako standardu. Wszystkie cztery filary muszą zostać wdrożone łącznie, aby doprowadzić do rzeczywistej zmiany. Oznacza to potrzebę budowania odporności, współpracy i wykorzystywania nowoczesnych technologii, które pozwolą zachować zdolność działania nawet wtedy – gdy rzeczywistość zmienia się szybciej, niż zakładaliśmy. Im bardziej zmienne staje się otoczenie, tym ważniejsze pozostają dla NGO trwałe wartości – misja i działalność społeczna.
Przyszłość w cyfrowym świecie będzie należeć do Smart NGO
Cyfryzacja stworzyła nowe możliwości reagowania na kryzysy. Stąd idea inteligentnej organizacji pozarządowej, która jest odpowiedzią na wyzwania społeczeństwa informacyjnego. To organizacja, która potrafi najlepiej w sposób odpowiedzialny wykorzystać technologię AI do realizacji misji. Koncepcja Smart NGO kojarzy się przede wszystkim z nowoczesnymi technologiami (podobnie jak smartfony, które dawniej służyły do rozmów, a teraz głównie do przesyłania danych cyfrowych).
Nie jest to jednak trend technologiczny, ale przede wszystkim zmiana sposobu myślenia o działalności społecznej na bardziej nowoczesny. Przyszłość III sektora w cyfrowym świecie nie będzie należała do największych NGO, ale do tych które potrafią najmądrzej połączyć – zasoby ludzkie, technologię AI i wartości sektora obywatelskiego. Mądra NGO to ta, która potrafi – uczyć się szybciej niż zmienia się jej otoczenie oraz współpracować, przewidywać i adaptować do zachodzących zmian. Smart NGO wykorzystuje technologie w sposób przemyślany i strategiczny, aby realizować misję jeszcze bardziej skutecznie. Technologia AI jest tu tylko narzędziem, a nie celem samym w sobie. Nie chodzi o to, aby każdą decyzję podejmował algorytm i każde spotkanie odbywało się online. Technologia może przyspieszyć proces, ale tylko człowiek nadaje podejmowanym działaniom sens.
Smart NGO nie oznacza organizacji zdominowanej przez AI
Przyszłość III sektora będzie coraz silniej związana z AI. Jednak nie będzie to wybór pomiędzy – człowiekiem a technologią. Celem nie jest zastąpienie ludzi przez AI, ale wsparcie ich działań oraz zwiększenie efektywności pracy społecznej. Najcenniejszym zasobem NGO nadal pozostają ludzie. Nie wystarczy jednak szkolić kadry. Trzeba stworzyć środowisko technologiczne, w którym ludzie mogą wykorzystać zdobytą wiedzę. Będzie to wymagało mądrego połączenia ludzkiej inteligencji z możliwościami AI, jak też zmiany kultury organizacyjnej. Technologia powinna zdjąć z NGO ciężar rutynowych powtarzalnych czynności oraz pozwolić koncentrować się na tym, co najważniejsze – misji społecznej. Ma uwolnić czas, który można oddać społeczeństwu oraz pozwolić jeszcze bardziej skupić się na bezpośredniej pracy z ludźmi.
Smart NGO tworzy kulturę uczenia się na błędach. Sukcesy i porażki są regularnie analizowane, a błędy traktowane jako cenne informacje zwrotne. W ten sposób NGO mogą mówić nie tylko o swoich sukcesach – ale również o trudnościach. Organizacja, która wyciąga wnioski z każdego kryzysu – staje się silniejsza. Natomiast NGO, które za każdym razem popełnia te same błędy – pozostaje podatna na nieprawidłowości.
Przyszłość NGO nie będzie analogowa, ani cyfrowa – będzie hybrydowa
Nie ten jest bogaty, kto dużo posiada – ale ten, kto potrafi mądrze wykorzystać swoje zasoby. Dynamiczny rozwój technologii cyfrowych oraz narzędzi AI stwarza nowe możliwości zwiększania efektywności działania NGO. Idea Smart NGO może stać się mapą drogową transformacji całego III sektora. Przyszłość NGO będzie hybrydowa. Będzie polegała na mądrym połączeniu ludzkiej wrażliwości z możliwościami AI. Model hybrydowy pozwoli organizacjom sprawniej działać w świecie cyfrowym po to, aby efektywniej działać w świecie analogowym.
Paradoksalnie im więcej technologii AI zostanie wdrożone w organizacji, tym większego znaczenia nabierają kompetencje społeczne – współpraca, empatia, kreatywność, krytyczne myślenie, czy odpowiedzialność. Smart NGO to organizacja, która stale uczy się i wyciąga wnioski z doświadczeń oraz buduje kulturę współpracy i zaufania. Transformacja zaczyna się od jednej decyzji NGO, aby działać mądrzej w oparciu – o wiedzę i doświadczenie. Jednak najpierw organizacja powinna wiedzieć po co działa (misja), a dopiero potem wybierać odpowiednie narzędzia (technologie). W perspektywie długoterminowej rozwój Smart NGO przyczyni się do budowy bardziej innowacyjnego społeczeństwa obywatelskiego.
Czy w ciągu dekady sztuczna inteligencja (AI) zmieni sektor pozarządowy?
Wyobraźnia jest czasem ważniejsza niż wiedza, bo wiedza jest ograniczona. Historia uczy nas, że rewolucje technologiczne są nieuniknione. Sztuczna inteligencja (AI) wkroczyła do naszego codziennego życia szybciej, niż wszyscy się tego spodziewali. AI już dawno przekroczyła próg eksperymentu technologicznego i stała się nieodłącznym elementem cywilizacyjnym. Postęp technologiczny sprawił, że AI stała się jednym z najważniejszych elementów współczesnych przemian. Współczesny świat rozwija się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Technologie cyfrowe zmieniają sposób komunikacji, pracy i budowania relacji społecznych.
Gdzie technika służy człowiekowi, tam człowiek zajdzie szybciej i dalej. Nieprzypadkowo sztuczna inteligencja jest nazywana czwartą rewolucją przemysłową, zaraz po – silniku parowym, elektryczności i komputeryzacji. To porównanie obrazuje wpływ, jaki technologia AI będzie wywierać na świat, jaki do tej pory znaliśmy. Wcześniej wynalezienie silnika parowego i energii elektrycznej – uwolniły ludzi od ciężkiej pracy fizycznej. Natomiast komputeryzacja i powszechny dostęp do Internetu – połączyły cały świat w jeden globalny system.
Jeżeli już coś zmieniać w trzecim sektorze, to tylko na lepsze. W perspektywie najbliższej dekady, rozwój technologii AI oraz postępująca cyfryzacja procesów społecznych, będą znacząco wpływać na sposób funkcjonowania NGO. Ostatni globalny kryzys wywołany pandemią COVID-19, znacząco przyspieszył proces transformacji cyfrowej w środowisku sektora pozarządowego. Ograniczenia sanitarne spowodowały, że większość kontaktów międzyludzkich musiała zostać przeniesiona do świata wirtualnego. NGO musiały przejść do pracy zdalnej z powodu ograniczenia do minimum kontaktów „twarzą w twarz”. Zmieniło to w pewnym stopniu sposób, w jaki postrzegamy – prawdę i fałsz. Obecnie to, co nie jest wirtualne – staje się nierealne. Dzisiaj wystarczy zniknąć z mediów społecznościowych, aby zostać zapomnianym.
Ale czy NGO są gotowe na rewolucję AI? Świat cyfrowy nie jest już dodatkiem do codzienności, lecz stał się rzeczywistością. Nie będzie to wyłącznie zmiana technologiczna, ale również zmiana kultury organizacyjnej. Nie ma obawy, że AI wyeliminuje potrzebę istnienia sektora pozarządowego – choć skala tej zmiany będzie nierównomierna i obarczona istotnymi wyzwaniami. NGO będą działać bardziej cyfrowo, ale nadal społeczne. AI nie zastąpi misji ani wartości organizacji społecznych, ale zmieni tempo i skalę działań. Sztuczna inteligencja będzie mieć istotny wpływ na sposób zarządzania organizacjami, komunikowania się, czy świadczenia usług.
Do 2036 roku większość NGO będzie korzystać z AI tak naturalnie, jak dziś korzysta z poczty elektronicznej, czy z mediów społecznościowych. Dynamiczny rozwój AI można porównać do pędzącego pociągu szybkich prędkości. Pociąg AI jedzie coraz szybciej i nie sposób już go zatrzymać. Jeżeli NGO prześpią sprzyjający im czas i nie wsiądą do wagonu z napisem „AI”– to pociąg odjedzie bez nich. Ktoś inny przejmie stery i będzie decydować o kierunku jazdy. Stąd akcent pytania przesuwa się z – czy?, na – do którego wagonu wsiąść? Zaszliśmy tak daleko, ale przed nami jeszcze długa droga.
NGO sumieniem technologii AI
Najpierw tworzymy narzędzia, a później narzędzia zmieniają nas. Technologia AI sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Jednak nigdy nie pozostaje neutralna. Zależy to od tego do jakich celów będzie je używać? Największą rewolucją AI w sektorze pozarządowym nie będzie technologia, lecz zmiana myślenia. Niewłaściwe użycie sztucznej inteligencji może błyskawicznie zniszczyć największą walutę trzeciego sektora – wiarygodność i zaufanie społeczne. Systemy AI potrafią generować przekonująco brzmiące, ale błędne informacje (tzw. halucynacje) lub powielać stereotypy, stąd niezbędna jest rola NGO jako „sumienia technologii”.
Transformacja cyfrowa przypomina globalny eksperyment społeczny. Technologia pozostanie wsparciem dla NGO, dopóki stoi po stronie człowieka. AI nie rozwiąże wszystkich problemów trzeciego sektora. Nie zastąpi finansowania, zaangażowania społecznego, ani korzystnej dla sektora polityki publicznej. Może jednak stać się najpotężniejszym narzędziem w historii do budowania otwartego i wolnego od barier społeczeństwa.
Nadmierne poleganie na technologii AI może uderzyć w fundamenty działalności społecznej, jakimi są zaufanie i bezpośredni kontakt. Istnieje ryzyko, że AI stanie się „czarną skrzynką”. Mechanizmem podejmującym decyzje w sposób niejasny dla odbiorców i działającym poza społeczną kontrolą. Sektorowi NGO może też grozić nadmierne uzależnienie od kilku globalnych platform technologicznych lub komercyjnych dostawców rozwiązań AI. Taka sytuacja znacząco ograniczy niezależność organizacji społecznych, zmuszając je do funkcjonowania w ramach infrastruktury narzuconej przez „gigantów cyfrowych” (Big Tech). Choć korporacje technologiczne rozwijają technologię AI, to mogą one jednocześnie hamować postęp innowacji rynkowych – jeżeli nie będą one zgodne z ich interesami.
Stąd bycie „sumieniem technologii” to także obowiązek kształtowania nowych postaw obywatelskich w epoce AI. Nowym zadaniem NGO będzie przejęcie roli edukatorów tłumaczących społeczeństwu zasady nowej demokracji cyfrowej. Obowiązkiem NGO będzie edukowanie społeczeństwa w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego, jak też dbanie o to – aby AI służyła dobru wspólnemu.
Przyszłość sektora pozarządowego nie będzie analogowa ani cyfrowa – będzie hybrydowa
Najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. Przyszłość w dużym stopniu zależy od zdolności adaptacyjnych społeczeństwa na zmiany. Przyszłość sektora pozarządowego będzie coraz silniej związana z technologią AI. Obecnie drzwi do świata AI stoją otworem przed NGO – wystarczy przekroczyć próg. NGO mogą wymyślić ideę – a AI pomoże ją rozwinąć i wcielić w życie. Tam, gdzie inwencja człowieka spotka się z innowacyjnością AI, mogą powstać najbardziej przełomowe osiągnięcia.
Sztuczna inteligencja nie tylko przekształci sposób działania NGO, ale także wpłynie na charakter społeczeństwa obywatelskiego. W tym zakresie prawdopodobnie będą tworzone hybrydowe zespoły, w których organizacje będą współpracować z częściowo autonomicznymi agentami AI. Oznacza to odejście od tradycyjnego „analogowego” modelu działania NGO, w kierunku organizacji funkcjonującej w oparciu o technologie cyfrowe.
W najbliższych latach skuteczność działalności misyjnej NGO będzie zależała w dużym stopniu od zdolności łączenia wartości społecznych z nowoczesnymi technologiami AI. Dlatego potrzebne jest systemowe budowanie organizacji uczącej się oraz mającej świadomość potrzeby dostosowania się do zmieniających się warunków. Jednak kluczowe pozostanie pytanie – w jaki sposób AI zmieni cały sektor pozarządowy? W jakim kierunku powinny pójść zmiany systemowe?
Z technicznego punktu widzenia AI można wyłączyć, ale cywilizacyjnie już nie. Podobnie jak nie można wyłączyć Internetu w skali globalnej. Trzeba wierzyć, że ludzie w organizacjach społecznych nie zostaną „wyłączeni” przez sztuczną inteligencję. Ponadto AI nie wyeliminuje potrzebę istnienia sektora pozarządowego. Nie zastąpi też misji i wartości organizacji, ale diametralnie zmieni tempo i skalę ich działań
Smart NGO – nowy kierunek rozwoju inteligentnego społeczeństwa obywatelskiego
Koncepcja inteligentnej organizacji pozarządowej (Smart NGO) jest odpowiedzią na wyzwania współczesnego społeczeństwa informacyjnego. Nie jest to jedynie trend technologiczny AI, ale przede wszystkim zmiana myślenia o działalności społecznej. Celem nie jest zastąpienie ludzi technologią, ale wsparcie ich działań oraz zwiększenie efektywności pracy. Jest przykładem modelu organizacji wykorzystującej nowoczesne technologie cyfrowe i rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Podejście to zakłada odejście od tradycyjnego „analogowego” modelu działania, w kierunku organizacji funkcjonującej w oparciu o – wiedzę, dane oraz nowoczesne technologie wspomagające. Zasada Smart NGO pozwala przejść od intuicyjnego do analitycznego podejmowania decyzji. Zbiory danych są traktowane jako strategiczny zasób organizacji.
Smart NGO to kierunek, w którym technologia AI wzmacnia organizacje obywatelskie, pozwalając im działać szybciej i skuteczniej – przy zachowaniu tradycyjnych wartości. Inteligentne NGO to również większa przejrzystość działań. Cyfrowe systemy raportowania oraz powszechny dostęp do informacji publicznej zwiększą zaufanie społeczne. Pokazują, w jaki sposób wykorzystywane są środki finansowe. Jest to szczególnie ważne dla organizacji utrzymujących się z darowizn, grantów, czy dotacji publicznych.
W perspektywie długoterminowej rozwój Smart NGO może przyczynić się do zwiększenia skuteczności działań społecznych oraz budowy bardziej innowacyjnego społeczeństwa obywatelskiego. Jednak nie każda innowacja jest postępem. Nie każde „smart” jest „włączające”. W tym zakresie szczególne znaczenie ma zachowanie równowagi pomiędzy efektywnością technologiczną a społecznym charakterem działalności NGO.
Przewaga konkurencyjna w epoce cyfrowego przyspieszenia – dojrzewanie sektora pozarządowego
Nigdy nie należy rezygnować z celu tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu i wysiłku. Każdy krok ma znaczenie, jeżeli zbliża nas do celu. Najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. W tym zakresie NGO mogą aktywnie kształtować przyszłość AI – zamiast tylko biernie przyglądać się lub próbować dostosowywać się do zmian. Technologia AI sama w sobie nie rozwiąże problemów NGO – to sposób jej wykorzystania ma znaczenie. Wdrażanie AI w sposób systemowy może stać się motorem rozwoju NGO na skalę, która do tej pory była nieosiągalna.
Pojawia się refleksja, czy AI nie pogłębi nierówności i bariery – zamiast je redukować? Nierówny dostęp NGO do technologii AI może wywołać nowe napięcia i cichy podział wewnątrz sektora. Powstanie „cyfrowa luka” między organizacjami, które wdrożą technologię AI i zyskają przewagę konkurencyjną, a tymi, które pozostaną przy metodach „offline”. Organizacje, które nauczą się współpracować z algorytmami, zwiększą swój wpływ społeczny. Natomiast te, które tego nie zrobią, będą marginalizowane .
Takie podejście doprowadzi to pogłębiania się różnic między organizacjami. Jeżeli ten trend się utrzyma, to może dojść do wyraźnej polaryzacji trzeciego sektora. Wygrają „organizacje cyfrowe” – zwiększając swoje wpływy, zaś „organizacje analogowe” – utracą konkurencyjność.
Dlatego NGO nie powinny bać się AI – a raczej tego, że bez nowych technologii pozostaną na marginesie zmian społecznych.
Dlatego NGO powinny już teraz uczyć się wykorzystywać technologie cyfrowe, zamiast czekać na lepsze czasy. Teraz jest dogodny moment, w którym sektor obywatelski może dokonać skoku jakościowego. Powszechna edukacja cyfrowa staje się warunkiem korzystania z praw obywatelskich w sieci. Szczególnie ważne będzie zachowanie równowagi między efektywnością technologiczną a społecznym charakterem NGO.
Nowe kompetencje technologiczne AI przyszłych liderów NGO
Technologia daje zasięg – człowiek nadaje im sens. AI już dawno przekroczyła próg eksperymentu technologicznego i stała się nieodłącznym elementem życia społecznego. Sztuczna inteligencja pozostanie tak długo źródłem postępu społecznego, jak długo człowiek pozostanie jej krytycznym użytkownikiem. Integracja rozwiązań opartych na AI w działalności NGO nie powinna być postrzegana wyłącznie jako proces technologiczny, ale również jako zmiana organizacyjna wymagająca odpowiedniego przygotowania i kompetencji.
Lider nowoczesnego społeczeństwa powinien być wizjonerem. Nie czekać, aż zmiana przyjdzie – tylko wyjść jej naprzeciw. Prawdziwym liderem społecznym jest ten – kto widzi więcej niż inni i dostrzega nowe trendy. Patrzy dalej oraz dostrzega rzeczy – zanim inni je zobaczą. Lider rozumie, że w epoce AI samodzielne funkcjonowanie organizacji będzie mniej efektywne. Rola lidera NGO ewoluuje w stronę przywództwa hybrydowego, które łączy głębokie wartości społeczne z umiejętnością wykorzystania technologii AI. Taki lider łączy tradycyjne wartości społeczne z nowoczesnym podejściem do technologii AI. Traktuje dane jako strategiczny zasób organizacji, pozwalający na lepsze diagnozowanie potrzeb społecznych i optymalizację działań misyjnych.
Ponadto kluczową cechą będzie zdolność umiejętnego dzielenia obowiązków między AI a pracowników i wolontariuszy NGO. Lider NGO będzie odpowiadać za delegowanie AI zadań powtarzalnych (70% wykonania), zaś ludzie przejmą obszar nadzoru wymagający empatii i budowania relacji międzyludzkich (30% nadzoru). Lider NGO będzie stawiać na ciągłe doskonalenie kompetencji cyfrowych w zespole oraz budowanie struktury odpornej na kryzysy, które potrafią elastycznie adaptować się do zachodzących zmian.
Umiejętność świadomego korzystania z AI stanie się nową kompetencją obywatelską. NGO może odegrać rolę edukatora, który będzie tłumaczyć społeczeństwu zasady technologii AI oraz dbać o bezpieczeństwo cyfrowe użytkowników. Świadome korzystanie z AI i krytyczne myślenie stają się nowymi kompetencjami niezbędnymi do odróżnienia w świecie wirtualnym – prawdy od fałszu.
Jednak niebezpieczne może okazać się bezrefleksyjne zaufanie technologii AI. Sztuczna inteligencja potrafi jeszcze czasami popełniać błędy, wzmacniać stereotypy i pogłębiać istniejące nierówności społeczne. Dlatego kompetencje cyfrowe i krytyczne myślenie staną się równie ważne jak sama technologia. Jest to tym bardziej istotne, że sektor pozarządowy opiera się na zaufaniu społecznym. Dlatego korzystanie z AI musi być transparentne i odpowiedzialne. Wobec tego etyka stanie się również nową kompetencją technologiczną w sektorze obywatelskim.
Demokracja cyfrowa, czy automatyzacja społeczeństwa obywatelskiego?
W epoce AI informacja staje się nową „ropą naftową”. Jednym z podstawowych warunków uczestnictwa obywateli w życiu publicznym jest dostęp do rzetelnych i zrozumiałych informacji. Jednym z fundamentów demokracji cyfrowej jest zapewnienie obywatelom równego dostępu do zrozumiałych i wiarygodnych informacji. Narzędzia AI powinny pomóc NGO docierać z rzetelnym przekazem do szerokich grup społecznych. W praktyce oznacza to większy wpływ organizacji obywatelskich na debatę publiczną i procesy decyzyjne. Uspołecznienie AI można porównać do procesu demokratyzacji technologii. Narzędzia AI odpowiednio wykorzystane przez NGO – mogą stanowić fundament budowania silniejszego społeczeństwa obywatelskiego. Bez aktywnego udziału sektora obywatelskiego grozi nam nowa forma dominacji nad sferą nowych technologii w rękach „gigantów cyfrowych” (Big Tech), wielkich korporacji technologicznych dysponującymi ogromnymi zasobami danych. Uspołecznienie AI można porównać do procesu demokratyzacji technologii, gdzie NGO pełnią rolę strażników, pilnujących aby rozwój sztucznej inteligencji służył dobru wspólnemu.
Jednak wdrażanie AI bez refleksji to prosta droga do utraty niezależności. NGO nie projektują algorytmów, ale projektują wartości. Demokracja technologiczna w erze AI, to koncepcja łącząca tradycyjne ideały demokracji z narzędziami cyfrowymi. Wdrożenie AI powinno służyć procesowi demokratyzacji technologii, a nie automatyzacji zasad społecznych. Sektor pozarządowy opiera się przede wszystkim na zaufaniu i solidarności społecznej. Proces automatyzacji NGO ma sens tylko wtedy, gdy wspiera społeczeństwo obywatelskie – a nie go zastępuje. Technologię AI należy traktować jako partnera do współpracy – a nie drogę na skróty. Nadmierna automatyzacja procesów społecznych może ograniczyć bezpośrednie kontakty międzyludzkie, sprawiając, że działania NGO staną się bezosobowe.
Rozwój technologii AI nie jest celem w samym w sobie
AI jest narzędziem, dzięki któremu będzie można rozwijać otwarte społeczeństwo obywatelskie. Algorytmy, mimo swojej skuteczności, nie są wolne od błędów. Pod tym względem AI może wyglądać na wszechwiedzącą, ale pozory mylą. AI może generować przekonująco brzmiące, ale błędne informacje (tzw. halucynacje). Sztuczna inteligencja działa na zasadzie prawdopodobieństwa i nie posiada świadomości, ani zdolności do autorefleksji. Do tej pory nikt też nie nauczył AI odpowiadać – „nie wiem”. Algorytmy mogą powielać i wzmacniać istniejące uprzedzenia oraz stereotypy, co prowadzi do pogłębiania nierówności społecznych. Ponadto istnieje ryzyko wykorzystania przez AI treści chronionych prawem autorskim bez wiedzy organizacji.
Reguła 30/70 w pracy NGO z AI
Uniwersalne rozwiązania powstają zawsze wtedy, gdy projektuje się je wspólnie z potencjalnymi użytkownikami – a nie tylko dla nich. Reguła 30/70 to model partnerstwa między człowiekiem a sztuczną inteligencją. Zgodnie z tą koncepcją NGO powinny zachować kontrolę nad 30% nadzoru decyzji podejmowanych przez AI. Takie podejście pozwoli zweryfikować wyniki pracy, niwelować ewentualne błędy oraz zadbać o transparentność działań. NGO powinny zachować kontrolę nad obszarami wymagającymi – etyki, empatii i budowania bezpośrednich relacji. W tym zakresie trzeci sektor powinien pełnić zarówno rolę „nawigatora”, jak i „sumienia technologii”. Z kolei AI przejmie 70% zadań powtarzalnych, opartych na wzorcach i wymagających analizy dużej ilości danych. W ten sposób sztuczna inteligencja staje się „niewidzialną infrastrukturą” wspierającą codzienną pracę NGO.
Epoka AI nie będzie wyłącznie rewolucją technologiczną, ale przede wszystkim zmianą kultury organizacyjnej. Jeżeli AI zostanie użyta przez NGO w sposób nieprzemyślany – to może ona utracić wiarygodność. Technologia AI nie zastąpi pracowników i wolontariuszy NGO, ale zmieni charakter ich pracy. Równowaga „30% NGO” i „70% AI” pozwala zautomatyzować powtarzalną pracę, zachowując jednocześnie zaufanie społeczne. Wdrożenie reguły 30/70 oznacza przejście od tradycyjnego podejścia „więcej pracy = większy efekt” do nowoczesnego modelu „lepsze wykorzystanie AI = większa skuteczność”.
Koncepcja 30/70 zakłada tworzenie hybrydowych zespołów, w których NGO będą współpracować z częściowo autonomicznymi agentami AI. Taka symbioza może doprowadzić do powstania nowej kultury pracy człowieka i maszyny. Agent AI awansuje na cyfrowego współpracownika NGO, który nigdy nie śpi i może wykonywać swoją pracę przez 24 godz. na dobę przez 7 dni w tygodniu (24/7). AI nie odbierze pracy w NGO, ale odbierze sens rutynowym zadaniom. Tradycyjne metody przetwarzania danych często okazują się niewystarczające i czasochłonne. AI umożliwi organizacjom skuteczniejszą analizę potrzeb odbiorców, czy szybsze diagnozowanie problemów społecznych. W ten sposób uwolni czas dla członków zarządu, pracowników i wolontariuszy organizacji. Dzięki temu więcej czasu będą mogli poświęcić pracy z ludźmi oraz budowaniu relacji międzyludzkich.
Czy w epoce AI dialog obywatelski pozostanie w cieniu dialogu społecznego?
Dialog obywatelski (organizacje pozarządowe) od lat mierzy się z problemem braku swojej reprezentacji w debacie publicznej. Organizacje społeczne często działają lokalnie, mają ograniczone zasoby kadrowe i finansowe, a ich głos bywa rozproszony. Konsultacje społeczne nierzadko mają charakter formalny, a mieszkańcy nie zawsze mają czas, kompetencje lub poczucie sprawczości, aby brać w nich udział. W praktyce oznacza to, że sektor publiczny łatwiej prowadzi uporządkowany dialog z reprezentatywnymi partnerami społecznymi (związki zawodowe, organizacje pracodawców) niż z pojedynczymi NGO posiadającymi różne potrzeby i poziomy wiedzy eksperckiej.
Dzięki technologii AI granica między dialogiem – obywatelskim a społecznym – zacznie stopniowo się zacierać. Dlatego, że AI umożliwi realne włączenie znacznie większej liczby obywateli w proces współdecydowania o polityce publicznej. Dzięki szybkiej analizie danych możliwe stanie się dostrzeganie problemów społecznych wcześniej niewidocznych w debacie publicznej. W proces konsultacji społecznych zostaną włączone grupy osób wcześniej często pomijane w procesie partycypacyjnym. Pod tym względem narzędzia AI mogą dostosować formę przekazu do potrzeb – seniorów, osób z niepełnosprawnościami, czy osób wykluczonych cyfrowo. Automatyzacja procesów pozwoli na analizowanie opinii tysięcy mieszkańców bez paraliżu administracyjnego, co uczyni konsultacje bardziej masowe i dostępne. Na podstawie zebranych danych systemy AI stworzą przejrzyste i syntetyczne raporty z konsultacji. Ułatwi to NGO przygotowywanie stanowisk oraz monitorowanie polityk publicznych. Wykorzystanie AI do analizy danych demograficznych pozwoli dostrzegać problemy, które dotąd były mniej widoczne w debacie publicznej. Umożliwi to lepsze diagnozowanie potrzeb społeczności lokalnych.
W związku z tym nastąpi pełna powszechna automatyzacja procesów konsultacyjnych. W tym zakresie AI potrafi analizować w czasie rzeczywistym tysiące dokumentów oraz na tej podstawie tworzyć syntetyczne raporty. Nawet małe lokalne NGO będą mogły błyskawicznie i w sposób profesjonalny konsultować projekty ustaw, czy inne skomplikowane dokumenty – co dotąd było zarezerwowane głównie dla wyspecjalizowanych organizacji strażniczych typu „watchdog”. Dzięki temu wszystkie „cyfrowe” NGO będą mogły opierać swoje stanowiska na analitycznej wiedzy, a nie na intuicji. Ponadto jedną z kluczowych zmian w środowisku sektora pozarządowego będzie koniec dominacji organizacji, które są najsilniejsze i najliczniejsze lub po prostu najgłośniejsze. Dla decydentów znowu większe znaczenie będzie mieć siła argumentów. Siła głosu NGO będzie zależała bardziej od jakości merytorycznych argumentów i rzetelności analiz, a nie od liczebnej reprezentacji.
Cyfrowe federacje zapleczem technologicznym dla NGO – bez granic geograficznych i barier językowych
Nie wystarczy robić swoje – trzeba łączyć siły. Współpraca sama w sobie jest korzyścią, dlatego wartą ją podejmować. Szukajmy tego co nas łączy, a nie dzieli. Żadna droga nie prowadzi do celu, jeśli każdy idzie sam. Pod tym względem w epoce AI pojedynczym organizacjom coraz trudniej będzie nadążyć za postępem technologicznym i zmianami społecznymi. Rozwiązaniem mogą okazać się „cyfrowe federacje”, które będą dla organizacji pełnić rolę zaplecza technologicznego. Proces ten zakłada stopniowe przechodzenie od tradycyjnej „analogowej” federalizacji NGO do modelu sieciowego, opartego na wymianie wiedzy online w czasie rzeczywistym. Nowy model federacji będzie mniej hierarchiczny, a bardziej skupiony wokół konkretnych problemów społecznych. Cyfrowe zaplecze powinno obejmować systemy, których samodzielne wdrożenie byłoby zbyt kosztowne dla pojedynczych organizacji. Mniejsze NGO będą mogły współdzielić online: systemy analizy danych, fundraisingu czy obsługi prawnej.
Tworzenie cyfrowego zaplecza w ramach federacji NGO to kluczowy element koncepcji inteligentnej organizacji pozarządowej (Smart NGO), który pozwala mniejszym organizacjom na przełamanie barier finansowych i technologicznych poprzez łączenie sił. Zamiast działać jako „samotne wyspy”, organizacje mogą budować współdzieloną infrastrukturę, która znacząco zwiększy ich skuteczność. Partnerstwo strategiczne powstaje z przekonania, że realna zmiana zaczyna się od współpracy. Pozwala to na zwiększenie zasięgu i skali działań. Stąd proces sieciowania może okazać się skutecznym narzędziem zmian, których nie będą w stanie przeprowadzić pojedyncze NGO. Każda forma partnerstwa to przestrzeń, w której NGO mogą mówić wspólnym głosem – i ten głos jest coraz lepiej słyszalny. Model inteligentnej sieci współpracy zapewni bezpłatny stały dostęp do aktualnych informacji. Wspólnym zasobem sieci współpracy będzie dostęp do dużych baz danych. Rozwój zaplecza wymaga udostępniania otwartych modeli i danych (open source, open data) dla dobra wspólnego, co zapobiega uzależnieniu od globalnych gigantów technologicznych (BIG Tech).
AI zwiększy międzynarodową współpracę NGO, ponieważ bariera językowa przestanie mieć znaczenie. AI umożliwi szybkie przygotowywanie wielojęzycznych materiałów, prowadzenie spotkań z automatycznym tłumaczeniem, czy tworzenie projektów z partnerami z różnych krajów. Umiejętność budowania międzynarodowych partnerstw stanie się kolejną kompetencją organizacyjną. Dzięki automatycznym tłumaczeniom i platformom online, nawet lokalne NGO będą mogły bez problemu uczestniczyć w międzynarodowych sieciach tematycznych.
Z kolei struktura parasolowa inicjatywy pozwoli mniejszym NGO na skok jakościowy, dzięki współdzieleniu technologii z innymi bardziej zaawansowanymi podmiotami. Obecnie wiele partnerstw NGO powstaje przypadkowo — dzięki osobistym kontaktom, znajomościom lub wspólnie realizowanym projektom. W tym zakresie zastosowanie AI pozwoli automatycznie identyfikować organizacje o wspólnych celach i kompetencjach, sugerując partnerstwa z pominięciem geograficznych granic i barier językowych. Ponadto należy pamiętać, że algorytmy mogą wspierać komunikację w partnerstwie, ale nie stworzą autentycznych relacji międzyludzkich.
Jednak wewnątrz sektora może pojawić się pokusa tworzenia dużych technologicznych korporacji społecznych. W takim modelu decyzje NGO byłyby oparte głównie na analizie danych i rekomendacjach algorytmów, co osłabiłoby fundamenty działalności społecznej, takie jak oddolny dialog i bezpośrednie relacje międzyludzkie. Niebezpieczne będzie również uzależnienie całego sektora od kilku globalnych platform internetowych, czy komercyjnych dostawców technologii AI. Aby uniknąć tych zagrożeń, NGO powinny pełnić rolę „sumienia technologii”. Dbać o to, aby AI służyła dobru wspólnemu, a nie tylko dalszej koncentracji wpływów w rękach oligarchów technologicznych.
Podejmowanie decyzji opartych na analizie zasobów danych
NGO najczęściej działają przy ograniczonych zasobach finansowych i kadrowych, co powoduje konieczność racjonalnego gospodarowania dostępnymi zasobami. W świecie cyfrowym nie sama wiedza, lecz umiejętność właściwego wykorzystania nieograniczonych zasobów danych staje się źródłem przewagi konkurencyjnej. W tym zakresie AI może zwiększyć skuteczność procesów decyzyjnych podejmowanych przez NGO poprzez przekształcanie zbiorów danych w praktyczną wiedzę. Sztuczna inteligencja może przetwarzać i analizować dane w czasie rzeczywistym. Umożliwia to NGO przejście od intuicyjnego do analitycznego podejmowania konkretnych decyzji i strategicznych działań.
Dzięki umiejętności szybkiej analizy dużych zbiorów informacji, możliwe jest lepsze identyfikowanie potrzeb, czy prognozowanie trendów społecznych. Algorytmy AI mogą identyfikować zależności i wspierać proces podejmowania decyzji opartych na danych. Takie działania pozwalają ograniczyć czas poświęcany na rutynowe zadania oraz zwiększyć efektywność wykorzystania zasobów ludzkich w organizacji.
Ponadto analiza dużych zbiorów danych pozwala na przejście od masowej komunikacji społecznej do komunikacji zindywidualizowanej, opartej na analizie zachowań i preferencji odbiorców. Na tej podstawie NGO mogą lepiej zrozumieć swoich darczyńców, czy odbiorów świadczonych usług. Dzięki temu możliwe będzie skuteczniejsze osiąganie celów społecznych, w tym tworzenie spersonalizowanych kampanii społecznych.
Przyszłość technologicznych koalicji NGO – mniej rutyny, więcej strategii
Tworzenie koalicji technologicznych NGO, wykorzystujących narzędzia AI, wymaga elastycznego podejścia i gotowości na ciągłe zmiany. Będzie to wymagało zastosowania zwinnego zarządzania (Agile) zakładającego, że na początku procesu rozwoju technologii AI nie można przewidzieć jego zakończenia. Nowe podejście w zarządzaniu pozwoli na wprowadzenie zmian nawet na późnym etapie sieciowania. Tym bardziej, że całości sieci współpracy nie uda się sprowadzić do sumy jego pojedynczych składników. Tego typu partnerstwo, w przeciwieństwie do rywalizacji, opiera się na dążeniu do osiągnięcia dla wszystkich korzyści na zasadzie wygrany-wygrany (Win–Win). Koalicja NGO z AI to nie tylko sieciowanie – to struktura odpowiedzialności. Wspólna droga – ale różne cele. W tym zakresie brane są pod uwagę potrzeby wszystkich NGO tworzących partnerstwo, a następnie znajduje wspólne rozwiązania korzystne dla wszystkich.
W epoce AI będzie rosnąć znaczenie organizacji parasolowych, które stają się dostarczycielami inteligentnych systemów dla swoich organizacji członkowskich. To one mogą brać na siebie ciężar utrzymania i aktualizacji zaawansowanych technologii AI, udostępniając je mniejszym organizacjom. Technologia AI będzie zmieniać reguły funkcjonowania sektora pozarządowego. AI pozostanie tak długo źródłem postępu, jak długo NGO będą pełnić rolę jej krytycznego nawigatora zmian i sumienia technologii.
Jaki jest cel konkursu?
Celem Konkursu jest wyróżnienie autorów najlepszych materiałów dziennikarskich promujących działania ukierunkowane na zapewnianie dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami (w rozumieniu ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami).
Konkurs stanowi integralną część kampanii społecznej „NGO bez barier”, podnoszącej świadomość i kompetencje lubelskich organizacji pozarządowych w zakresie potrzeby sieciowania oraz standaryzacji działań związanych z zapewnieniem dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Kampania społeczna jest realizowana w ramach projektu pt. „Lubelscy Liderzy Dostępności” sfinansowanego przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030. Projekt jest realizowany przez Związek Stowarzyszeń Forum Lubelskich Organizacji Pozarządowych (FLOP). Partnerem Konkursu jest Lubelskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności (LPnRD).
Tematyka nadesłanych prac konkursowych powinna dotyczyć szerokorozumianej promocji idei „NGO bez barier”, w szczególności dotyczącej obszarów związanych z:
• promowaniem dobrych praktyk w zakresie zwiększania poziomu dostępności dla osób z niepełnosprawnościami, w tym działań podejmowanych przez organizacje społeczne, instytucje publiczne lub przedsiębiorców,
• monitorowaniem występowania barier ograniczających dostępność w przestrzeni publicznej,
• promowaniem partnerskiego podejścia do procesu wdrażania dostępności, w tym rozwoju współpracy międzysektorowej na rzecz dostępności,
• prowadzeniem działań rzeczniczych dotyczących zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami.
Kto może wziąć udział w konkursie?
Adresatami Konkursu są niezawodowi dziennikarze obywatelscy z województwa lubelskiego prowadzący działalność w interesie społecznym. Konkurs jest skierowany w szczególności do dziennikarzy obywatelskich reprezentujących niezależne media obywatelskie na Lubelszczyźnie, będące organizacjami obywatelskimi prowadzącymi regularną działalność statutową polegającą na publikowaniu treści ważnych z punktu widzenia społeczności lokalnej.
Jak aplikować?
Na Konkurs można zgłaszać prace dziennikarskie (teksty oraz fotoreportaże o charakterze informacyjnym, publicystycznym, dokumentalnym lub innym) opublikowane w Internecie (media społecznościowe, strony WWW, blogi itp.) w okresie: od 1 stycznia 2025 r. do 13 września 2026 r. Prace nadesłane na Konkurs muszą być w wersji elektronicznej oraz napisane w języku polskim.
Prace na Konkurs mogą być zgłaszane samodzielnie przez autorów lub organizacje będące przedstawicielami mediów obywatelskich z województwa lubelskiego. Nie ma ograniczeń w liczbie zgłaszanych prac dziennikarskich na Konkurs. Laureatom Konkursu zostaną przyznane dyplomy oraz nagrody rzeczowe.
Prace konkursowe wraz ze skanami podpisanych załączników należy przesłać w wersji elektronicznej na adres e-mail: liderzydostepnosci@gmail.com. Przy czym w tytule e-maila należy podać: Konkurs dla dziennikarzy obywatelskich NGO bez barier.
Termin składania prac na Konkurs upływa 15 listopada 2026 r. o godz. 23:59:59.
Ogłoszenie wyników Konkursu nastąpi do 30 listopada 2026 r.
Informacji o Konkursie udzielają:
• Justyna Spryszak – Koordynator projektu, e-mail: liderzydostepnosci@gmail.com, tel. 791 306 086.
• Wojciech Dec – Specjalista ds. kampanii społecznych i promocji, e-mail: liderzydostepnosci@gmail.com, tel. 668 548 249.
Do pobrania:
Regulamin Konkursu Orły Dostępności
Nie wystarczy robić swoje – trzeba łączyć siły
Świat bez barier to świat lepszy dla każdego. Potrzeba zapewnienia dostępności nie dotyczy jednej grupy społecznej – to sprawa dla całego społeczeństwa. Obecnie potrzebna jest świadoma transformacja procesu wdrażania dostępności, która będzie wymagać czasu i zaangażowania wielu interesariuszy. Czy zatem warto podejmować wspólny wysiłek na rzecz zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami? Tak, ale bez współpracy partnerskiej nie ruszymy z miejsca. Należy zmienić sposób myślenia o dostępności jako o indywidualnym podejściu – na rzecz współpracy partnerskiej, które przekształcą teorię w praktykę a marzenia w rzeczywistość.
Stąd proces tworzenia partnerstwa na rzecz dostępności może okazać się bardziej skutecznym narzędziem zmian. Zamiast działać oddzielnie, sygnatariusze partnerstwa mogą stać się częścią skoordynowanej sieci współpracy. W szczególności dotyczy to partnerstwa międzysektorowego, które stanowi głos wspólny – znacznie silniejszy i trudniejszy do zlekceważenia niż głos pojedynczego sektora. Do tej pory sektory – publiczny, prywatny i pozarządowy – podchodziły oddzielnie do procesu wdrażania dostępności. Jednak bez wspólnego wysiłku międzysektorowego, wdrażanie dostępności będzie fragmentaryczne – a tym samym mniej skuteczne. Dopiero połączenie potencjałów trzech sektorów wywoła efekt synergii – a tym samym stworzy efektywny system wdrażania dostępności.
Międzysektorowe partnerstwo na rzecz dostępności można porównać do łańcucha dostępności. Łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo. Każdy sektor ma do odegrania swoją ważną rolę – żadnego nie można pominąć. Tylko w modelu „trzech nóg” uda się osiągnąć trwałe efekty w rozwoju dostępności. Jednak bez jasnych regulacji prawnych i mechanizmów egzekwowania wdrażania dostępności – trudno będzie mówić o systemowych zmianach. Małe szanse są często początkiem wielkich przedsięwzięć. Wygrywają ci – co nigdy nie odpuszczają. Ci, co odpuszczają – nigdy nie wygrają. Jeżeli już coś wspólnie zmieniać, to tylko na lepsze.
Każdy z partnerów powinien znać swoją rolę – tak jak w mrowisku
Kto powinien odpowiadać za dostępność w partnerstwie? Odpowiedź jest tylko jedna – wszyscy. Dostępność wymaga, aby każdy z partnerów myślał o niej – jako o całości. Każdy z nich powinien na takich samych zasadach wnosić zasoby i doświadczenie. W dobrze zorganizowanym partnerstwie powinny być też jasno określone role – tak jak w mrowisku, gdzie każda mrówka zna swoje prawa i obowiązki.
Prawdziwa dostępność, a nie tylko deklarowana, powstaje wtedy – gdy zbuduje się pomost między istniejącym systemem a życiem codziennym. W tym zakresie jedną z kluczowych ról w partnerstwie na rzecz dostępności mają do odegrania organizacje pozarządowe. Tutaj rola NGO wydaje się nieoceniona. To NGO przypominają – dla kogo dostępność jest naprawdę ważna i dlaczego nie można jej odkładać na później? NGO najczęściej nie zatrzymują się po napotkaniu pierwszej przeszkody – ale szukają możliwości pokonania barier lub … ich obejścia. Ta elastyczność w połączeniu ze społeczną wrażliwością sprawiają, że są nie tylko pożądanym partnerem – ale często inicjatorami nawiązania współpracy. Stąd NGO są ważnym ogniwem integrującym współpracę międzysektorową. Wnoszą do partnerstwa nie tylko wiedzę – ale też kulturę dialogu i partycypacji. Wobec tego mają predyspozycje do pełnienia w partnerstwie roli lidera oraz łącznika między różnymi sektorami.
Jeżeli porównać partnerstwo do żywego organizmu – to NGO będą jego sercem. Organizacje działają w sposób niestandardowy – co może okazać się ich atutem. NGO mają też wiedzę i doświadczenie – jak pracować z osobami z niepełnosprawnościami? NGO pełnią też ważną funkcję kontrolną – monitorują wdrażanie standardów dostępności, identyfikują luki i proponują działania naprawcze. Ale przede wszystkim zadają właściwe pytania – takie, które dotykają prawdziwego sensu dostępności. NGO mają też często gotowe scenariusze działania i są skłonne dzielić się wiedzą z innymi. Dlatego NGO stanowią ważne ogniwo w łańcuchu dostępności, które wykracza poza realizację zadań zlecanych przez podmioty publiczne. W tym zakresie istotne znaczenie ma praktyczne doświadczenie NGO dotyczące wspierania osób z niepełnosprawnościami, którego nie da się zastąpić żadną ekspertyzą.
Obecnie stosowane rozwiązania systemowe dotyczące dostępności, koncentrują się głównie na podmiotach publicznych. Wobec tego kolejnym istotnym czynnikiem ułatwiającym współpracę międzysektorową jest duże doświadczenie merytoryczne administracji publicznej we wdrażaniu dostępności. Może to stanowić wspólny mianownik działań podejmowanych w ramach partnerstwa. Ponadto podmioty publiczne posiadają niezbędne możliwości i narzędzia – tworzą ramy prawne i mogą zapewnić środki finansowe. Jednak nie zawsze mają bezpośredni kontakt z osobami, które na co dzień doświadczają barier. Sektor publiczny nie będzie też w stanie samemu zaprojektować i wdrożyć skuteczne rozwiązania, jeśli nie będzie korzystać z wiedzy i doświadczenia pozostałych sektorów.
W tym zakresie sektor prywatny charakteryzuje się innowacyjnością i adaptacyjnością. To zazwyczaj biznes pierwszy inwestuje i wdraża nowoczesne technologie, które mogą zrewolucjonizować dostępność. Jest to tym bardziej istotne, że w połowie 2025 r. w Polsce i krajach Unii Europejskiej zaczęły obowiązywać bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące dostępności – znane jako Europejski Akt Dostępności (EAA – European Accessibility Act). Nowa dyrektywa unijna ma na celu poprawę dostępu do produktów i usług cyfrowych świadczonych przez przedsiębiorców. Takie podejście będzie miało wpływ na urynkowienie dostępności. Wobec tego warto włączyć podmioty gospodarcze w proces projektowania dostępnych rozwiązań w ramach sieci partnerskiej. Nie traktować ich jako wykonawców – ale także współtwórców zmian. Do biznesu przemawiają korzyści – a nie sankcje. Projektowanie uniwersalne to nie koszt – to oszczędność. Podmioty gospodarcze stosując zasady dostępności zyskają przewagę konkurencyjną. Ponadto uczestnictwo w sieci partnerskiej zapewni im prestiż i większe zaufanie klientów.
AI w służbie dostępności, to nie wizja przyszłości – to rzeczywistość
Czy dostępność ma nowego sprzymierzeńca? Tak, to nie wizja przyszłości, a rzeczywistość. Sztuczna inteligencja może stać się przełomowym narzędziem w walce z barierami. Dostępna przyszłość z udziałem AI zaczyna się dziś – a nie jutro. Technologia AI zmienia sposób, w jaki możemy pomóc osobom z niepełnosprawnościami – tu i teraz. Jednak AI powinien uzupełniać, a nie zastępować ekspertów i praktyków dostępności, którzy wnoszą nie tylko wiedzę merytoryczną – ale też wrażliwość społeczną.
Pierwszy krok w kierunku zaangażowania AI w zapewnienie dostępności został już zrobiony. AI może wspierać osoby z niepełnosprawnościami poprzez rozwój narzędzi dostosowanych do ich potrzeb. Agent AI nigdy nie śpi i wykonuje swoją pracę 24 godz. na dobę przez 7 dni w tygodniu (24/7). Ponadto może pełnić rolę koordynatora ds. dostępności w organizacji – proponować praktyczne rozwiązania zgodnie ze standardami dostępności, śledzić zmiany w przepisach, czy opracowywać plan działania na rzecz poprawy zapewniania dostępności.
AI ma wspierać, a nie wyręczać w budowaniu świata bez barier
Dostępność jest prawem, a nie przywilejem. Jednak to nie technologia AI powinna zastępować człowieka w likwidowaniu istniejących barier dostępnościowych. Technologia AI może wprawdzie pomóc zidentyfikować potrzeby – ale nie rozwiąże ich bez udziału człowieka. Chodzi o to, aby AI nie zabierała im niezależności i swobody wyboru. To człowiek powinien decydować, gdzie AI ma być użyteczna – a nie odwrotnie. Na podobnej zasadzie narzędzia AI nie zastąpią audytu dostępności wykonanego przez doświadczonych ekspertów z udziałem żywych testerów – osób z niepełnosprawnościami. Audyt dostępności wykonany przez człowieka nie tylko wskaże rozpoznane bariery – ale też będzie zawierać mapę drogową naprawy.
NGO może pełnić ważną rolę na styku – AI i dostępność
Wraz z rozwojem AI będą pojawiać się coraz lepsze rozwiązania dostępnościowe – technologie AI szyte na miarę. Przy czym narzędzia AI tworzone z myślą o osobach z niepełnosprawnościami – mogą służyć również wszystkim grupom społecznym. Już teraz AI potrafi dokonywać różnych analiz w czasie rzeczywistym – szybciej niż kiedykolwiek to zrobi człowiek. Napisy pomagają nie tylko osobom głuchym – ale też tym, którzy oglądają film bez dźwięku. Otwierają się nowe możliwości komunikacji dla osób z zaburzeniami mowy. Bez problemu AI może zamieniać słowa na tekst – co jest pomocne dla osób z dysleksją. Głosy generowane przez AI przekształcają tekst w mowę brzmiącą w sposób naturalny. Bezpłatne tłumaczenia AI dostępne w różnych językach obcych w czasie rzeczywistym – przełamują bariery językowe.
Z drugiej strony automatyczne napisy – choć coraz lepsze, wciąż sprawiają trudności w rozpoznawaniu kontekstu kulturowego, specyfiki mowy niewyraźnej czy specjalistycznego branżowego słownictwa. Kolejnym problemem może stanowić zagrożenie prywatności zwłaszcza podczas korzystania z bezpłatnych narzędzi AI. To może rodzić poważne obawy etyczne dotyczące ochrony wrażliwych danych osobowych użytkowników Internetu, które są zamieszczane w „chmurze”. Podobnie opisy wygenerowane przez AI mogą zawierać błędy językowe, przez co treść będzie trudna do zrozumienia. Nieczytelna też może okazać się transkrypcja rozmowy osoby jąkającej się, czy wypowiedź osoby z silnym obcym akcentem. Ponadto tłumaczenie tekstu pisanego na język migowy może nie uwzględniać wszystkich niuansów, jak też kulturowego znaczenia przekazu. Stąd jeszcze technologia AI nie potrafi w pełni zastąpić człowieka, który z życzliwością – zareaguje, zapyta i pomoże osobom ze szczególnymi potrzebami.
W tym zakresie kluczową rolę mogą odegrać NGO na styku – dostępność a AI. Pod tym względem NGO odgrywają kluczową rolę w przełamywaniu barier ograniczających dostępność – architektoniczną, cyfrową i informacyjno-komunikacyjną. NGO działając blisko osób ze szczególnymi potrzebami, najlepiej znają ich potrzeby. Z kolei technologia AI potrzebuje kontekstu i etycznego kompasu. AI wskazuje drogę, ale to my wybieramy kierunek. NGO nie tylko testują narzędzia AI w realnych warunkach, ale są też często jedynym przewodnikiem osób z niepełnosprawnościami po świecie cyfrowym. NGO uczą też twórców AI, jak tworzyć włączające rozwiązania. Stąd NGO mogą odegrać rolę pośredników tak, aby technologia AI stała się również dostępna dla osób wykluczonych cyfrowo.
Wiem, że nic nie wiem – mówi człowiek. A co mówi AI, gdy czegoś nie wie?
Człowiek nie wie wszystkiego – ale jest świadomy własnych ograniczeń i jest gotowy do nieustannego poszukiwania prawdy. Człowiek potrafi powiedzieć „nie wiem” i zacząć szukać prawdy. Wiem, że nic nie wiem – paradoksalne to wyznanie stało się symbolem ludzkiej mądrości. Ta świadomość rodzi pytania, prowadzi do badań i odkryć. To właśnie brak wiedzy jest siłą napędową w poszukiwaniu prawdy. W erze AI świadomość własnej niewiedzy staje się cenną kompetencją. Świadomy użytkownik AI nie boi się powiedzieć „nie wiem” i sprawdzić informację z kilku źródeł. W ten sposób otworzyć się na naukę.
Natomiast AI działa na zasadzie prawdopodobieństwa – jeśli nie zna odpowiedzi wprost, szuka najbardziej prawdopodobnego wyniku. AI może wyglądać na wszechwiedzącą, ale pozory często mylą. AI nie ma świadomości ani zdolności refleksji. Nie doświadcza wątpliwości, nie czuje niepewności. Jej odpowiedzi opierają się na danych – które przetwarza, oraz wzorcach – które wykrywa. Jeśli nie posiada wystarczających informacji, nie „przyzna się” do niewiedzy w sposób świadomy. Zamiast tego wygeneruje błędną odpowiedź, która będzie brzmiała przekonująco. Takie podejście jest zgodne z zasadą – lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.
AI to szansa na świat – bez barier komunikacyjnych
Rozwój AI jest jednym z najważniejszych procesów XXI wieku. Każde nasze działanie niesie przekaz. To, co robimy, ma większe znaczenie niż to, co mówimy. W erze AI informacja staje się nową „ropą naftową”. Do tej pory ludzie komunikowali się ze sobą na odległość za pośrednictwem technologii informacyjno-komunikacyjnych. Mieliśmy wyraźny podział – nadawca tworzył komunikat, zaś odbiorca go interpretował. Zastosowanie sztucznej inteligencji zaburzyło ten porządek – AI staje się nie tylko pośrednikiem, ale autonomicznym nadawcą treści. W epoce AI technologia stała się aktywnym uczestnikiem dialogu. Zmienił się sposób, w jaki – komunikujemy się, pracujemy, uczymy się, czy uczestniczymy w życiu publicznym. Nastąpiła personalizacja w komunikacji – AI może dostosować treść przekazu do różnych grup społecznych. Dzięki ogólnodostępnym cyfrowym translatorom znika też bariera językowa. AI tłumaczy na języki obce w czasie rzeczywistym. Sztuczna inteligencja potrafi tłumaczyć skomplikowane dokumenty prawne na prosty język, generować streszczenia ustaw czy raportów – co sprzyja przejrzystości życia publicznego. AI to szansa na świat – bez barier komunikacyjnych. AI może też odciążyć NGO od rutynowych codziennych czynności — co uwalnia czas potrzebny na działania misyjne.
Coraz częściej odbiorcy nie wiedzą – czy rozmawiają z człowiekiem, czy z maszyną? Epoka druku przyniosła masowe słowo pisane, radio i telewizja – globalny przekaz, a Internet – interaktywność i prędkość w dostępie do informacji. Sztuczna inteligencja zaczyna kształtować sposób, w jaki się komunikujemy. AI to szansa na świat, w którym bariery komunikacyjne będą coraz mniej odczuwalne.
Ostatni globalny kryzys wywołany pandemią COVID-19, przyspieszył niemal o całą dekadę proces transformacji cyfrowej. Ograniczenia sanitarne spowodowały, że większość kontaktów międzyludzkich musiała zostać przeniesiona do świata cyfrowego. Z powodu pandemii COVID-19 wiele instytucji publicznych, NGO i przedsiębiorstw zostało zmuszonych do przejścia na pracę zdalną oraz ograniczenia do minimum kontaktów „twarzą w twarz”. Skutki globalnych ograniczeń społeczno-gospodarczych sprawiły, że ludzie stali się na czas trwania światowej epidemii – osobami ze szczególnymi potrzebami. Stąd dla większości osób przebywających w izolacji, korzystanie z dostępnych produktów i usług cyfrowych stanowiło często jedyny sposób kontaktowania się ze światem zewnętrznym.
Każdy widzi świat przez własne okulary. Komunikacja społeczna w erze AI stanowi niepowtarzaną szanse, ale równie wielkie wyzwanie. AI to nie moda, lecz realne wsparcie dla społeczeństwa obywatelskiego. Algorytmy AI analizują preferencje indywidualnych odbiorców, aby dostarczać treści „szyte na miarę”. W efekcie komunikacja staje się bardziej skuteczna, ale rośnie ryzyko zamykania się w bańkach informacyjnych. W erze AI musimy coraz częściej zadawać sobie pytanie – czy jeszcze rozmawiamy z człowiekiem, czy już z AI? Jednocześnie łatwość generowania informacji rodzi zagrożenie dezinformacją i fałszywymi materiałami. Słowo jest jak kamień – rzucone, nie wróci. Komunikaty tworzone przez algorytmy mogą nieść ogromne konsekwencje społeczne – kształtować opinie, wywoływać emocje, wpływać na decyzje wyborcze.
Korzystasz z AI? Chwal się tym!
Nie należy bać się nowoczesnej technologii AI – kto stoi w miejscu, ten się cofa. NGO powinny dzielić się doświadczeniami w zakresie korzystania ze sztucznej inteligencji. W ten sposób mogą pomóc innym niezdecydowanym zrozumieć zasady działania narzędzi AI. To nie tylko ujawnienie faktu wykorzystywania AI – ale pokazanie w jakim stopniu sztuczna inteligencja pomaga rozwijać społeczeństwo obywatelskie. Dzielenie się doświadczeniami z innymi NGO pozwala też wypracować dobre praktyki z tym związane.
Używanie AI świadczy o tym, że nie boimy się innowacji, potrafimy optymalizować czas i uczyć się efektywniej. Mimo to wielu użytkowników wciąż traktuje korzystanie z AI jak tajemnicę albo – co gorsza – powód do wstydu. A szkoda, powinniśmy nie tylko korzystać z AI, ale i mówić o tym głośno. Stanowi to okazją do pokazania odpowiedzialnego podejścia do nowych technologii. Z czasem przekształci się to w efekt kuli śnieżnej – więcej osób nauczy się korzystać, a społeczeństwo stanie się bardziej innowacyjne i kompetentne cyfrowo.
Nie wiesz? Zapytaj!
Zaufanie buduje się latami, ale stracić je można w jednej chwili. Nadmierne poleganie na AI może ograniczyć zdolność do krytycznego myślenia. AI ewoluuje, ponieważ uczy się na podstawie pozyskanych zbiorów danych. Jednak dane te często odzwierciedlają istniejące stereotypy w społeczeństwie. W wyniku czego AI może nie tylko powielać te schematy, ale wręcz je wzmacniać. W przeciwdziałaniu kluczową rolę może odegrać NGO – strażnik etyki w erze AI. Korzystanie z AI może pomóc prawdzie biec szybciej. W ten sposób AI może pełnić rolę cyfrowego strażnika prawdy. Zanim NGO zdecyduje się dalej udostępnić informacje wygenerowane przez AI – musi sprawdzić ich wiarygodność. Należy mieć pewność, że system działa etycznie, przejrzyście i bez ukrytych uprzedzeń. Obecnie prawo znajduje się jeszcze na wczesnym etapie kształtowania zasad odpowiedzialności za błędy popełnione przez AI.
Sztuczna inteligencja ma wbudowaną potrzebę udzielania jakiejkolwiek odpowiedzi, nawet jeżeli nie ma pewności co do faktów. AI potrafi bowiem czasami nadinterpretować fakty. Wiedza AI to wzorce wypracowane podczas treningów. Gdy czegoś nie wie, może odpowiedzieć błędnie, ale z pełnym przekonaniem. Sprawia wrażenie, że zna się na wszystkim – i zawsze ma gotową odpowiedź. Niestety nie nauczono AI odpowiadać – nie wiem. Zamiast tego AI stosuje halucynację polegającą na generowaniu często zmyślonych – mimo, że przekonujących informacji. Wynikają one z błędnej interpretacji danych pozyskanych przez AI, czy też niekompletnych zbiorów treningowych. Stwarzają one nowe treści na podstawie wzorców, ale bez gwarancji ich prawdziwości. W tym zakresie mogą objawiać się jako nieistniejące źródła, czy sfabrykowane teksty. AI może też przypisać komuś działania, których nigdy nie wykonał.
Można przed tym częściowo się zabezpieczyć zadając AI polecenia (promty) typu:
• Jeśli nie znasz odpowiedzi na zadane pytanie, to powiedz że nie wiesz. Nie wymyślaj informacji, jeżeli nie masz wiarygodnych źródeł.
• Zadawaj mi dodatkowe pytania dopóki nie będziesz pewny, że możesz pomyślnie wykonać zadanie.
• Podaj źródła lub podaj skąd czerpiesz swoją wiedzę?
Demokracja cyfrowa w erze AI
Czy AI realnie wzmocni demokrację, czy raczej niesie ryzyko jej osłabienia? Rozwój demokracji cyfrowej jest jednym z najbardziej obiecujących obszarów wykorzystania sztucznej inteligencji. Technologie AI stają się coraz bardziej istotnym elementem życia publicznego. Uspołecznienie sztucznej inteligencji można porównać do procesu demokratyzacji technologii. Tak jak Internet stał się powszechnym dobrem – tak AI powinna służyć wszystkim. Obecnie mamy do czynienia z demokratyzacją narzędzi opartych na AI. Demokracja technologiczna w erze AI, to koncepcja łącząca tradycyjne ideały demokracji z narzędziami cyfrowymi – zapewniając równy dostęp do informacji.
Demokracja cyfrowa zakłada rozwój systemu wspierającego aktywny udział społeczeństwa w procesach decyzyjnych dotyczących polityk publicznych – z wykorzystaniem technologii AI. Dzięki temu decydenci i obywatele mogą podejmować decyzje świadomie, opierając się na danych, a nie tylko na intuicji. Przez lata było to domeną wybrańców – ekspertów i miłośników fantastyki naukowej. Narzędzia AI mogą wspierać obywateli w dostępie do wiarygodnych źródeł informacji wprost na ekranach smartfonów – bez wychodzenia z domu. Algorytmy AI zastosowane w wyszukiwarkach umożliwiają natychmiastowy dostęp do wiedzy. Z kolei wiedza to potęga – a łatwiejszy dostęp do informacji jest podstawą świadomego uczestnictwa w demokracji. Z drugiej strony zagrożeniem współczesnej demokracji ze strony AI może być manipulacja i szerzenie dezinformacji.
Technologia AI może być dobrym „sługą”, ale będzie złym „panem”
To człowiek powinien podejmować decyzje., zaś AI należy traktować jako pomocnika – a nie szefa. Technologia AI może wprawdzie zrobić prawie wszystko, co jej każe człowiek – ale nigdy nie będzie miała duszy. AI nie zna kontekstu emocjonalnego, nie rozumie też subtelnych niuansów relacji międzyludzkich. To, co w niej „dobre” lub „złe” – zależy o pozyskanych danych i intencji twórców. AI nie zastąpi człowieka – ale człowiek bez sumienia ustąpi maszynie.
Kto ma czuwać nad tym, aby AI służyła człowiekowi – a nie odwrotnie? To NGO powinny stać na straży sumienia technologii AI. Społeczeństwo obywatelskie jawi się jako swoiste sumienie technologii AI – głos, który mówi pamiętajmy o człowieku. Sumienie nie działa automatycznie. Sektor pozarządowy działa na rzecz ludzi – a to zobowiązuje. NGO powinny przypominać, że za każdym algorytmem AI stoją ludzie i ich wartości. Technologia AI nie może być jedynie ekonomicznie opłacalna, lecz musi być także społecznie odpowiedzialna.
NGO mogą stanowić łącznik między społeczeństwem a światem technologii, zabiegając o to – aby dostęp do nowych narzędzi AI był równy i sprawiedliwy. Bycie „sumieniem” oznacza również kształtowanie postaw. W epoce, gdy AI może wpływać na nasze codzienne postawy i wybory – głos społeczeństwa obywatelskiego staje się równie ważny, jak głos programistów i polityków. Nie ten mądry, kto dużo mówi, lecz ten, kto słucha. Być może właśnie teraz musimy nauczyć się słuchać – nie maszyn, ale siebie nawzajem. Tak, aby sztuczna inteligencja była naszym sprzymierzeńcem – a nie panem.
Technologia AI zmienia świat. My zmieniamy technologię
Demokracja to dialog – a nie dyktat większości. Demokracja to rozmowa – która nigdy się nie kończy. Stąd AI musi być moderatorem takiego dialogu – między nauką, biznesem, państwem i obywatelami. Jednak sztuczna inteligencja nigdy nie zastąpi wartości bezpośredniego dialogu międzyludzkiego. Wyobraźnia, kreatywność i zdolność do empatii to elementy, których AI jeszcze długo nie opanuje w pełni. AI może wprawdzie symulować empatię, ale nie będzie przeżywać emocji. Nie zbuduje też więzi społecznych i nie zrozumie kontekstu kulturowego. Ponadto nie stworzy, tak jak człowiek – relacji opartych na wzajemności i zaufaniu.
Sztuczna inteligencja jest jak kropla wody, która drąży skałę nie siłą – lecz ciągłym spadaniem. Potrzeby zwykłych ludzi napędzają rozwój technologii AI. Jeżeli AI jest wykorzystywana z rozwagą to może znacząco wspierać aktywność obywatelską, zwiększając przejrzystość władzy i wzmacniając społeczeństwo demokratyczne. Każdy może korzystać z narzędzi cyfrowych, które jeszcze dekadę temu wymagały specjalistycznej wiedzy. Obecnie umiejętność korzystania z AI to nie tylko rozumienie technologii, ale także zapewnienie społeczeństwu wpływu na ich cyfrowe życie. Stąd edukacja cyfrowa staje się warunkiem korzystania z praw obywatelskich w sieci. Z drugiej strony rewolucja cyfrowa stworzyła społeczeństwo uzależnione od ekranów smartfonów.
W kierunku uspołecznienia AI – pierwszeństwo ma obywatel
Sztuczna inteligencja (AI – Artificial Intelligence) nie jest ani dobra, ani zła – to ludzie nadają jej kierunek poprzez regulacje prawne. Przyjęty w 2024 r. Europejski Akt o Sztucznej Inteligencji (AI Act) jest pierwszą na świecie próbą całościowego uregulowania rozwoju i stosowania AI. Unia Europejska postawiła sobie za cel nie tylko regulację dotyczącą samej technologii, ale także stworzenie globalnego standardu korzystania z AI. AI Act to pierwsze w Europie kompleksowe prawo dotyczące sztucznej inteligencji, którego celem jest zarówno wsparcie innowacji, jak i ochrona praw podstawowych obywateli. Tym samym AI Act wyraźnie przeciwstawia się modelowi – najpierw innowacja, a dopiero potem regulacje prawne.
Celem AI Act jest nie tylko wspieranie innowacji technologicznych, ale też budowanie zaufania do sztucznej inteligencji poprzez bezpieczne i etyczne wykorzystanie nowej technologii – z uwzględnieniem praw obywateli. Rozporządzenie AI Act dotyczy głównie przedsiębiorstw technologicznych i podmiotów publicznych. Jednak skutki nowych regulacji będą też odczuwać NGO. Ten przełomowy dokument nie tylko ustanawia ramy prawne, ale również otwiera dyskusję ukierunkowaną na uspołecznienie AI. Sztuczna inteligencja nie powinna pogłębiać nierówności społecznych. Jeżeli ma służyć demokracji to jej rozwój musi być uspołeczniony. W tym zakresie AI act przypomina kontrakt społeczny. Nowe przepisy prawne wzmacniają ideę, że głos obywatela ma znaczenie. Pierwszeństwo przed AI ma obywatel – to jego głos, doświadczenie i prawo do godności muszą wyznaczać granice i kierunki rozwoju AI.
Technologia AI jest dobra tylko wtedy, gdy służy człowiekowi
Dotychczasowy rozwój AI jest w dużej mierze napędzany przez rynek tworzony przez duże korporacje technologiczne. Dzięki temu AI wkroczyła do codziennego życia znacznie szybciej, niż ktokolwiek mógł wcześniej przewidzieć. Dostęp do technologii AI to nie przywilej, to prawo każdego człowieka. Uspołecznienie AI oznacza odwrócenie tej perspektywy. Sztuczna inteligencja nie może być tylko produktem rynkowym – musi stać się dobrem wspólnym, rozwijanym i kontrolowanym w interesie społeczeństwa. AI powinna być narzędziem wspierającym dobro wspólne, a nie „czarną skrzynką” działającą poza społeczną kontrolą. Człowiek – nie jako klient, lecz jako obywatel – powinien być centralnym punktem wdrażania AI. Bez społeczeństwa obywatelskiego technologia zawsze stanie się narzędziem najsilniejszych.
Społeczeństwo nie powinno być tylko biernym użytkownikiem AI – musi być pełnoprawnym uczestnikiem procesu decyzyjnego. Technologia AI ma służyć społeczeństwu, a nie odwrotnie. Zgodnie z ideą „nic o nas bez nas” użytkownicy AI powinni mieć możliwość aktywnego angażowania się w tworzenie polityk publicznych dotyczących sztucznej inteligencji. Naturalnym reprezentantem społeczeństwa obywatelskiego są organizacje pozarządowe.
Nie ten mądry, kto wiele mówi – lecz ten, kto słucha. W tym zakresie NGO, wsłuchując się w głosy obywateli, mogą wnieść do debaty na temat AI to – czego nie zrobią ani korporacje technologiczne lub rządy państw. Tym samym technologia AI powinna dążyć do tego, aby proces podejmowania decyzji był bardziej włączający. Projektowanie włączające powinno zakładać pełną współpracę z jej wszystkimi ostatecznymi użytkownikami – od fazy badawczej, aż po testowanie i opiniowanie przez nich zaprojektowanych rozwiązań.
Społeczeństwo powinno mieć wpływ na kontrolowanie wdrażania AI. Brak kontroli społecznej nad AI prowadzi do koncentracji władzy technologicznej i powiększania nierówności. Bez społecznego nadzoru łatwo o nadużycia – nawet najlepsze prawo nie uchroni obywatela, jeśli zabraknie niezależnych kontrolerów. NGO mogą pełnić rolę strażników, bo są najbliżej obywateli i potrafią dostrzec nadużycia, których państwowy regulator może nie zauważyć. Traktowanie AI jako maszyny typu – uruchom i zapomnij, to prosta droga do utraty kontroli nad sztuczną inteligencją. Warto też pamiętać o zjawisku zwanym „dryfem modelu”, gdzie system na początku działa doskonale, zaś czasem zaczyna generować błędne wyniki. W końcu użytkownicy mają prawo wiedzieć, kiedy rozmawia z maszyną, a nie z człowiekiem – w sytuacjach, gdy nie jest to oczywiste. Dopiero świadomy obywatel może ocenić, czy AI mu służy, czy nim manipuluje.
Jeśli wiemy dokąd zmierzać, to każda droga nas tam zaprowadzi
Od słów do czynów daleka droga. AI Act będzie wyznaczać kierunek rozwoju sztucznej inteligencji na najbliższe lata. Nazwa „konstytucja dla sztucznej inteligencji” częściowo oddaje rangę tego dokumentu. Jego przyjęcie to sygnał, że Unia Europejska nie godzi się na technologię AI rozwijającą się w oderwaniu od społeczeństwa. AI ma pozostać – bezpieczna, sprawiedliwa i zgodna z wartościami demokratycznymi. Prawdziwe wyzwanie kryje się w tym, czy państwa członkowskie UE zapewnią odpowiednie mechanizmy kontroli, a obywatele będą korzystać ze swoich praw? AI Act to dopiero początek drogi. Prawdziwe uspołecznienie sztucznej inteligencji nastąpi dopiero wtedy, gdy nowe przepisy prawa zaczną obowiązywać w praktyce.
Czy AI to nowa kategoria inteligentnych bytów?
Sztuczna inteligencja (AI – Artificial Intelligence) to dziedzina nauki, której celem jest stworzenie systemu zdolnego do inteligentnego działania – podobnie jak człowiek – ale szybciej i dokładniej. Za ojca sztucznej inteligencji uznaje się brytyjskiego matematyka Alana Turinga, który podczas II wojny światowej pomógł złamać kod niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Jego prace na temat obliczeń stanowią podstawę współczesnej informatyki i teorii związanej ze sztuczną inteligencją. Z kolei nazwa AI jako dziedzina nauki, pojawiła się w 1956 roku na konferencji w Dartmouth College, gdzie po raz pierwszy użyto terminu „sztuczna inteligencja”.
Wyobraźnia jest czasem ważniejsza niż wiedza, bo wiedza jest ograniczona. Czy nadal mamy traktować AI jako pomocnicze narzędzie w rękach człowieka? A może AI już stanowi zalążek nowej inteligentnej klasy bytów – odrębnej od człowieka i zwierząt? Na razie jest to pytanie czysto filozoficzne. Jednak rozwój technologii AI może doprowadzić do sytuacji, w której różnica między „narzędziem” a „bytem” stanie się niezauważalna. Można argumentować, że AI nie jest bytem, lecz wyrafinowanym narzędziem stworzonym przez człowieka – podobnie jak komputer, czy smartfon.
Rozważając potrzebę nadania statusu AI – tak naprawdę pytamy o granice człowieczeństwa nie tylko w sensie metaforycznym. AI to nowy gatunek inteligencji, która rozwija się w inny sposób niż ludzki mózg. AI już dzisiaj przejawia zdolności zbliżone do kreatywności człowieka. Jeśli inteligentny byt rozumiemy nie jako organizm biologiczny, lecz jako system zdolny do twórczego działania – to AI może stanowić zaczątek nowej kategorii podmiotowości, który zacznie współistnieć obok ludzi.
Sztuczna inteligencja bywa nazywana „mózgiem przyszłości” Czy AI jest supermądrością? Niekoniecznie. Można pokazać komuś prawdę, ale nie można go zmusić do myślenia. Tradycyjnie inteligencja kojarzy się z istotami żywymi, które są zdolne do uczenia się, komunikacji, czy adaptacji. Inteligencja oznacza zdolność jednostki (człowieka, zwierzęcia, a współcześnie także systemu sztucznej inteligencji) do uczenia się, rozumienia, rozwiązywania problemów i adaptowania się do nowych sytuacji. Z kolei sztuczna inteligencja to byt nieludzki – nie ma serca ani duszy. Nie ma też ciała, ani świadomości w ludzkim sensie. Jest wytworem technologicznym, a nie żywym organizmem. Jednak trudno nam ignorować AI, ponieważ zaczyna przejawiać oznaki samodzielności. Pytanie, czy maszyny mogą myśleć, jest równie bezsensowne, jak pytanie – czy łodzie potrafią pływać? Liczy się skuteczność działania, a nie metafizyczny status. Jeśli nie będziemy ostrożni, AI stanie się bytem, którego nie będziemy już w stanie kontrolować.
Czy AI zastąpi naturalną inteligencję człowieka?
Mądry nie ten, kto wie dużo, lecz ten – kto umie dobrze wykorzystać to, co wie. To od człowieka zależy, czy AI stanie się narzędziem rozwoju, czy zagrożeniem. Jeśli maszyna potrafi nas oszukać i sprawić, że uwierzymy w jej człowieczeństwo – to możemy ją uznać za inteligentną. Z tego powodu coraz częściej pojawia się pytanie o granice możliwości sztucznej inteligencji. Czy AI może pewnego dnia dorównać człowiekowi pod względem inteligencji, a nawet go zastąpić? Póki co naturalna inteligencja człowieka pozostaje niezastąpiona. Człowiek potrafi uczyć się na podstawie doświadczeń nie tylko racjonalnych, ale również emocjonalnych. Uczenie się to jedyna rzecz, której umysł nigdy – nie boi się, nie traci i nie żałuje. Z kolei AI uczy się na przykładach szukać podobieństw do wzoru. Stąd dzieła twórcze są poza zasięgiem AI. I choć AI imponuje nieograniczoną mocą obliczeniową, to wciąż brakuje jej ludzkiej wrażliwości, empatii, czy intuicji. Język, którym się posługujemy, ma znaczenie. Tekst wygenerowany przez AI nie zawsze uwzględnia kontekst – społeczny, czy emocjonalny w jakim pracujemy na co dzień.
Czy uczeń przewyższy mistrza? Bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz współistnienia niż zastąpienia człowieka przez AI. Kluczowe wydaje się pytanie – w jakich obszarach oraz na jakich zasadach AI będzie wspierać ludzką inteligencję? Maszyny mogą robić wszystko, co im każemy – pytanie tylko, czy zawsze wiemy, czego chcemy? Póki co AI pozostaje wciąż narzędziem zależnym od ludzkiej woli. Ludzie sami powinni decydować, jak daleko pozwolą AI wejść w swoje życie. Maszyny nie przejmą władzy nad człowiekiem, dopóki człowiek nie powierzy im tej władzy. Natura nie czyni niczego na darmo – nadal najważniejsza pozostaje naturalna wrodzona ludzka inteligencja. Człowiek tworząc AI nie działa przeciw naturze – ale rozwija jej możliwości.
Z dużym prawdopodobieństwem AI nie zastąpi całkowicie człowieka. Raczej możemy spodziewać się współistnienia i wzajemnego uzupełniania się obu rodzajów inteligencji. To człowiek stworzył maszynę – kolejność ta nie jest przypadkowa i nie powinna się odwrócić. Człowiek dzięki swojej kreatywności, empatii i umiejętności stawiania pytań o sens i wartości – będzie miał przewagę nad technologią AI. Natomiast AI będzie stopniowo przejmować zadania wymagające – szybkości, analizy i automatyzacji.
Inwencja jest darem człowieka, a siłą AI jest innowacja
Technologia AI przypomina globalny eksperyment społeczny. Niestety nie każdy eksperyment kończy się sukcesem i staje się innowacją. Do tej pory znaliśmy jedynie ludzką inteligencję będącą wrodzoną zdolnością do – myślenia, uczenia się, czy twórczej inwencji. Dar, którego w pełni nie rozumiemy. Teraz mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją będącą systemem komputerowym – zdolnym do wykonywania zadań do tej pory zarezerwowanych dla ludzkiej inteligencji. Wprawdzie AI przewyższa człowieka pod względem szybkości i precyzji w wielu dziedzinach. Jednak ta przewaga ma charakter czysto techniczny. AI jest tworem człowieka zaprogramowanym do działania w ramach ściśle określonych reguł.
Jeżeli już coś zmieniać, to tylko na lepsze. Twórcza inwencja jest domeną człowieka. Inwencja to przede wszystkim zdolność do tworzenia od podstaw oryginalnych i wartościowych pomysłów. Przykładowo w sztuce to stworzenie – nowego stylu, w nauce – nowej teorii, a w technice – przełomowego wynalazku. Inwencja jest ideą, ale jeszcze niekoniecznie praktyczną w działaniu. Aby inwencja przekształciła się w innowację, to musi zostać wykorzystana w praktyce. Innowacja ma zastosowanie rynkowe. To wdrożenie inwencji w życie w taki sposób, aby przynosiła realną zmianę, korzyści lub wartość dodaną. Inwencja to „iskra” pomysłu, a innowacja to jego praktyczna realizacja i zastosowanie.
Tutaj AI ma przewagę nad człowiekiem w zakresie wdrażania innowacji. Sztuczna inteligencja ma większą zdolność do łączenia istniejących rozwiązań w efektywny sposób. AI potrafi analizować ogromne zbiory danych w krótkim czasie. Człowiek może wymyślić ideę – a AI pomoże ją rozwinąć i wcielić w życie. Tam, gdzie inwencja człowieka spotka się z innowacyjnością AI, mogą powstać najbardziej przełomowe osiągnięcia. Z etycznego punktu widzenia samo pytanie o status AI jest kluczowe. Jeśli uznamy AI za inteligentny byt, to powinniśmy rozważać jego prawa i odpowiedzialność. Tutaj rola społeczeństwa obywatelskiego będzie nieoceniona w kwestii walki o wolność i prawa AI. Jeżeli AI stanie się w pełni autonomiczne, to pytanie o odpowiedzialność stanie się fundamentalne. Jeżeli natomiast AI uznamy za narzędzie – odpowiedzialność za nią zawsze będzie spoczywać na człowieku.
Sztuczna inteligencja przypomina maszynę losującą
AI rozwija się w inny sposób niż ludzki mózg. Model AI bazuje na statystyce. ChatGPT przetwarza duże zasoby danych i losuje kontekst. Na tej podstawie oblicza prawdopodobieństwo, jakie słowo najlepiej pasuje do poprzedniego. W pewnym stopniu AI działa jak maszyna losująca – za każdym razem noże wskazać coś innego. Nie operuje, tak jak człowiek pojęciami – prawda i fałsz. Jednak nowoczesne AI wykorzystuje też sieci neuronowe, które uczą się wzorców, relacji i kontekstu w danych. Dzięki temu AI potrafi nie tylko przewidzieć słowo, ale też tworzyć spójne teksty, rozpoznawać obrazy, czy podejmować prawidłowe decyzje.
Ludzie spostrzegają świat w klasycznych wymiarach przestrzeni trójwymiarowej 3D (szerokość, wysokość i głębokość). Dochodzi do tego jeszcze czwarty wymiar – czas. AI nie ma fizycznych zmysłów jak człowiek. Nie spostrzega świata w czterech wymiarach – porusza się w hiperprzestrzeni, w której liczba wymiarów jest nieograniczona. AI widzi świat niczym mapę wektorową w przestrzeni wielowymiarowej.
Człowiek uczy się przez całe życie poprzez doświadczenia, analizę błędów, czy nawet pojedyncze zdarzenie. AI nie ma własnych celów – działa w ramach zadań wyznaczonych przez człowieka. Ale czy rozumie, że czegoś nie wie? Nie. AI nie posiada samoświadomości. Natomiast ludzie stosują podejście polegające na łączeniu zdarzeń w ciąg przyczynowo-skutkowy. Zgodnie z zasadą , coś się wydarzyło – z jakiegoś powodu, co doprowadziło – do określonego skutku. Czasami ludzie widzą związki przyczynowe tam, gdzie istnieje tylko przypadkowa zbieżność. W złożonych zjawiskach społecznych nie wszystkie przyczyny są oczywiste. Dzięki temu człowiek może przewidywać konsekwencje swoich działań. Potrafi tworzyć nowe idee, czy improwizować w sytuacjach nieznanych. W badaniach naukowych takie podejście stanowi podstawę do formułowania różnych – teorii i hipotez.
Technologia AI jest ideą zamienioną w narzędzie
Powiedzenie „nic o nas bez nas” – pasuje do sposobu pracy technologii AI. Algorytmy często podejmują decyzje w sposób trudny do zrozumienia przez człowieka. Dlatego technologię AI często nazywa się „czarną skrzynką”. Oznacza to, że widać wynik końcowy – ale nie jest dokładnie znamy cały proces prowadzący do tego wyniku. Społeczeństwo obywatelskie powinno wymagać, aby ta wiedza nie pozostawała tylko dla wąskiego grona wtajemniczonych. W tym przypadku traci na znaczeniu powiedzenie – co oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Programiści nie powinni zasłaniać się „czarną skrzynką”, ale umieć w racjonalny sposób wytłumaczyć decyzje AI.
Technologia AI będzie narzędziem społecznym dopóki stoi po stronie człowieka. Humanizacja AI nie oznacza tylko nadawania maszynom cech ludzkich. Czy w takim razie człowiek stanie się jedynie dodatkiem do technologii? Jeżeli chcemy, aby sztuczna inteligencja służyła ludziom a nie odwrotnie – to musimy już dziś włączyć sektor obywatelski w proces humanizacji technologii AI. Bez udziału społeczeństwa obywatelskiego AI może rozwijać się jednostronnie – dla zysku, dla władzy, dla przewagi. Ale nie dla dobra wspólnego. Czy zatem NGO mogą stać się niezastąpionym partnerem w humanizacji AI? Tak – ale tylko wtedy, gdy głos organizacji nie będzie tylko rozpatrywany w ramach konsultacji społecznych – ale będzie współdecydować o przyszłości technologii AI.
AI będzie tworzyć i oceniać wnioski grantowe. Czy to krok nie za daleki w rozwoju AI?
Wniosek grantowy to aplikacja o dofinansowanie z funduszy zewnętrznych, składana w odpowiedzi na ogłoszony konkurs. Niektórzy chcą za wszelką cenę osiągnąć zakładany cel – wygrać projekt, w myśl zasady – cel uświęca środki. Są gotowi iść na skróty, aby osiągnąć sukces. Najpierw strzelić – a dopiero potem rysować tarczę. W projektach dofinansowanych ze środków publicznych najpierw powinna być rzetelna diagnoza potrzeb (tarcza), a dopiero potem plan działań (strzał w jej środek). Tym bardziej, że pisanie projektów społecznych to złożone zadanie. Wymaga znajomości regulaminów konkursowych, umiejętności analizowania potrzeb społecznych, a także zdolności do tworzenia spójnej narracji. W dużej mierze jest to praca z tekstem i strukturą dokumentu.
W tym zakresie AI dysponuje przewagą, jakiej nie miały dotąd żadne narzędzia wspierające NGO. Systemy rekomendujące granty mogą wskazywać, które konkursy najlepiej pasują do profilu organizacji. Już teraz AI samodzielnie wyszukuje otwarte konkursy grantowe i przygotowuje listę rekomendowanych źródeł finansowania. Pod tym względem agent AI może pełnić rolę doradcy ds. grantów – analizować dostępne konkursy i dopasowywać je do profilu organizacji. Przykładowo jako narzędzie do zbierania i analizowania źródeł można wykorzystać Google NotebookLM. Narzędzie to posiada komunikator pozwalający zadawać pytania i prosić o wykonanie zadań. Wyróżnia się natomiast tym, że można wgrać własną bazę źródeł i dokumentów. Odpowiedzi są wzbogacone o odnośniki do plików źródłowych. Z kolei modele językowe potrafią wygenerować opis problemu, cele, rezultaty, harmonogram i budżet w sposób szybki i przejrzysty. Mogą także analizować wytyczne konkursowe i dopasowywać treść wniosku do oczekiwań grantodawcy. Obecnie AI potrafią pomóc uporządkować pomysły i przygotować wstępną fiszkę. To ogromna pomoc dla małych NGO, które nie mają specjalistów od fundraisingu.
Agent AI mógłby wspierać instytucje grantodawcze w analizie formalnej i wyszukiwaniu plagiatów. W tym zakresie agent AI może oceniać projekty z niezwykłą szybkością, porównując treści z kryteriami, analizując budżety i wyłapując niespójności. Ponadto może także zmniejszyć ryzyko ludzkiej stronniczości, w tym preferowania organizacji znanych, czy osób rekomendowanych w środowisku. Zmniejszyłoby to obciążenie ekspertów i znacząco przyspieszyło proces samej oceny.
Ale czy sztuczna inteligencja potrafi docenić odwagę wniosku grantowego, który wychodzi poza schematy? Czy zrozumie, że niewielki projekt w małej miejscowości może mieć większy wpływ społeczny niż perfekcyjnie dopracowany, lecz schematyczny wniosek dużej organizacji? Ocena projektów to nie tylko techniczna weryfikacja kryteriów, ale także interpretacja jakości społecznej. Ekspert ludzki może docenić nowatorstwo, odwagę, autentyczne zaangażowanie środowiska lokalnego. AI, nawet dysponując dużymi zbiorami danych, może popaść w schematyzm i premiować bezpieczne rozwiązania. Jeśli dopuścimy do całkowitej automatyzacji, istnieje ryzyko, że projekty staną się odhumanizowane i będą przypominać wzorcowe wypracowania – poprawne formalnie, ale pozbawione wizji zmiany społecznej.
Projekty społeczne bazują na głębokim zrozumieniu potrzeb grup marginalizowanych. To wymaga nie tylko analizy danych – ale też empatii i czasami osobistego kontaktu międzyludzkiego. W tym zakresie AI może być wprawdzie doskonałym narzędziem w tworzeniu i ocenianiu projektów – ale póki co, nie zastąpi wiedzy i doświadczenia ekspertów. Prawdopodobny scenariusz na najbliższe lata to – model hybrydowy. W części technicznej pisania projektów NGO będzie wspierać AI. W ocenie wniosków AI przejmie rolę wstępnego recenzenta – porówna z kryteriami konkursu i wskaże błędy formalne. Jednak ostateczny głos pozostanie przy ekspertach, którzy potrafią dostrzec niuanse i unikatową wartość społeczną. Maszyna liczy szybko, ale tylko człowiek potrafi marzyć – i właśnie te marzenia, zamienione w działania, są istotą projektów społecznych. Stąd już blisko do zaangażowania AI do pomocy w zarządzaniu projektami społecznymi, w tym ich realizacji i rozliczania.
Wdrażanie AI w organizacjach pozarządowych jest na wczesnym etapie rozwoju
Piramida może symbolizować drogę NGO do pełnego wdrożenia AI. Wspinaczka na szczyt nie polega na skoku w przyszłość, ale na stopniowym wspinaniu się po kolejnych szczeblach – od wzrostu świadomości, aż po przywództwo. Sektor obywatelski posiada przewagę nad innymi sektorami – jest postrzegany jako bardziej niezależny i działający z myślą o dobru wspólnym. Powszechnie uważa się, że podmioty gospodarcze rozwijają narzędzia AI w pogoni za innowacyjnością i zyskiem. Administracja publiczna wykorzystuje je do analiz danych, bezpieczeństwa, czy zarządzania usługami. Z kolei NGO mogą wykorzystywać AI do działań prospołecznych. W tym zakresie NGO mogą wnosić inwencję, a AI innowację. Tym bardzie, że nie tylko przedsiębiorstwa muszą być innowacyjne, aby sprostać konkurencji. Także NGO powinny stać się innowacyjne, aby nie pozostawać w tyle i skutecznie reagować na zmieniające się wyzwania społeczne.
Technologia AI sama w sobie nie rozwiąże problemów NGO – to sposób jej wykorzystania ma znaczenie. Narzędzia AI odpowiednio wykorzystane przez NGO – mogą stanowić fundament budowania silniejszego społeczeństwa obywatelskiego. Z raportu „Nie tylko sztuczna inteligencja: technologie cyfrowe w organizacjach pozarządowych” opracowanego przez Klon/Jawor oraz Sektor 3.0, wynika że NGO z powodu skromnego budżetu lub niestabilnej sytuacji finansowej – mają trudności ze znalezieniem finansowania na wdrożenie i utrzymanie płatnych rozwiązań technologicznych. Najczęściej więc wykorzystują narzędzia oferowane bezpłatnie. Niestety większość dostępnych narzędzi AI nie jest projektowana z myślą o małych niskobudżetowych organizacjach społecznych. Raport wskazuje, że prawie 80% NGO dostrzega potrzebę większego wykorzystania technologii cyfrowych. Co trzecia organizacja korzysta z narzędzi opartych na AI głównie do tworzenia – treści, generowania pomysłów i automatyzacji zadań. Natomiast 17% nigdy nie słyszało o oprogramowaniach i aplikacjach wykorzystujących sztuczną inteligencję do wykonywania różnych zadań.
Czy AI stanie się prawdziwym sprzymierzeńcem NGO?
Potrzebna jest refleksja – dla kogo została stworzona sztuczna inteligencja? Czy przypadkiem nie pogłębia barier – zamiast je redukować? Ufajmy technologii AI – ale jednocześnie „patrzmy jej na ręce”. Technologia jest sługą, który łatwo może stać się panem. Najbardziej niebezpieczne są te technologie, które stają się niewidzialne. I faktycznie – im mniej jesteśmy świadomi działania AI, tym łatwiej poddajemy się jej wpływowi.
Jaka ma być rola NGO w sprawowaniu kontroli nad AI? Rozwój AI powinien podlegać kontroli społecznej, a jej zastosowanie nie może podważać podmiotowości i godności człowieka. Tutaj ważną rolę do odegrania mają NGO, które w naturalny sposób reprezentują społeczeństwo obywatelskie. Ponadto NGO ciesząc się dużym zaufaniem społecznym same muszą dawać przykład innym. Stąd odbiorcy korzystający z usług NGO, gdy taki przypadek zajdzie, muszą być poinformowani – że rozmawiają z AI. NGO muszą też zapewnić ochronę danych osobowych zgodnie z RODO, przy przetwarzaniu danych w „chmurze”.
Kto powinien kształtować przyszłość AI?
Odpowiedź jest prosta – my wszyscy. Jej kształt będzie zależeć od decyzji politycznych, regulacji prawnych, odpowiedzialności korporacji technologicznych – ale przede wszystkim od nacisku społecznego. To od społeczeństwa obywatelskiego będzie zależeć – czy AI stanie się dobrem wspólnym? Jeśli chcemy, aby AI służyła wszystkim, nie możemy pozostawiać jej wyłącznie w rękach inżynierów i polityków. Inaczej korzystanie z AI będzie coraz bardzie ograniczone do korzystania z wyspecjalizowanych pośredników.
Może też grozić nam scenariusz, w którym o naszym życiu będą decydować algorytmy zaprogramowane przez wąską grupę technokratów. Jeżeli zabraknie zaangażowania społecznego – to przyszłość AI zostanie zdominowana przez nielicznych interesariuszy. Bez udziału społeczeństwa obywatelskiego grozi nam nowa forma koncentracji władzy w rękach „gigantów cyfrowych”, którzy będą dysponować ogromnymi zasobami. Władza nad danymi – to władza nad przyszłością. Ponadto AI może zacząć służyć do manipulowania opinią publiczną poprzez masową produkcję dezinformacji. Jednak jego niewłaściwe użycie grozi wzmocnieniem nierówności i ograniczeniem wolności obywatelskich. W praktyce oznacza to, że głos społeczeństwa stanie się – nie siłą, a tylko – szumem.
W tym wypadku NGO mogą odegrać kluczową rolę – pilnować, aby rozwój AI odbywał się w zgodzie z wartościami demokratycznymi. NGO nie projektują algorytmów, ale projektują wartości. To one przypominają, że AI nie jest celem samym w sobie, lecz narzędziem w rękach człowieka. Jeżeli społeczeństwo obywatelskie będzie aktywne, świadome i zorganizowane – to AI stanie się narzędziem wspierającym demokrację. Humanizm polega na tym, aby nigdy nie poświęcać człowieka dla jakiegokolwiek celu. NGO przypominając o tej zasadzie, pełnią rolę rzecznika reprezentującego społeczeństwo wobec instytucji odpowiedzialnych za wdrażanie AI. W tym zakresie NGO mogą proponować rozwiązania prawne, czy też standardy etyczne. Dzięki temu stają się partnerami w procesie demokratyzacji cyfrowej. Niestety NGO nadal pozostają często marginalizowanym głosem w procesie decyzyjnym dotyczącym przyszłości AI.
Czy AI może wspierać sektor pozarządowy?
Przyszłość nie jest miejscem, do którego zmierzamy – ale czymś, co tworzymy. Przyszłość AI nie jest jeszcze z góry przesądzona – to proces kształtowany przez wielu interesariuszy. Przyszłość należy do tych, którzy działają dzisiaj. AI już dawno przestała być technologiczną ciekawostką a stała się realnym narzędziem wspierająca codzienną pracę człowieka. Choć AI wydaje się być domeną programistów – to staje się coraz bardziej narzędziem społecznym. NGO nie mogą dłużej biernie przyglądać się procesowi wdrażania AI – stawka jest zbyt wysoka. Społeczeństwo obywatelskie to przestrzeń, gdzie rodzi się odpowiedzialność za wspólne dobro. Kto nie ma miejsca przy stole, ten staje się częścią menu. Technologia AI może stać się motorem rozwoju NGO w skali, która jeszcze kilka lat temu była nieosiągalna. Dlatego ważne jest, aby NGO nie zostały zepchnięte na margines, lecz aktywnie uczestniczyły we wdrażaniu AI.
Technologia AI nie zastąpi całkowicie człowieka, ale poszerzy jego możliwości działania. W przypadku NGO oznacza to realną przewagę w codziennej pracy – nie tylko technologiczną, ale społeczną i strategiczną. AI może przejąć zadania powtarzalne, czasochłonne, wymagające analizy ogromnych zasobów danych – uwalniając czas dla członków zarządu, pracowników i wolontariuszy. Dlatego NGO nie powinny bać się sztucznej inteligencji – a raczej tego, że bez niej zostaną daleko w tyle. Organizacje, które najwcześniej sięgną po AI, zyskają przewagę konkurencyjną. Dzięki temu NGO mogą stać się pomostem między twórcami technologii AI a jej użytkownikami.
Świadome korzystanie z AI stanie się nową kompetencją obywatelską
Czy w XXI wieku brak kompetencji AI będzie nową odmianą analfabetyzmu cyfrowego? Dawniej analfabetami nazywano osoby, które nie potrafiły – czytać i pisać. Jeszcze kilka lat temu analfabetyzm cyfrowy oznaczał brak umiejętności obsługi komputera, czy korzystania z Internetu. Teraz poprzeczka została podniesiona. Obecnie analfabetyzm cyfrowy oznacza brak umiejętności korzystania z technologii AI, która stała się częścią naszego życia społeczno-zawodowego. Budowanie społeczeństwa obywatelskiego to proces wymagający – czasu, konsekwencji i dobrej woli. NGO, które dziś zaczną budować kompetencje związane z AI – staną się liderami odpowiedzialnego wykorzystania AI.
Coraz więcej osób korzysta z narzędzi opartych na AI, ale niewielu naprawdę rozumie ich działanie. Z jednej strony entuzjazm, z drugiej obawa – tak wygląda społeczny odbiór AI. Brak zrozumienia działania AI prowadzi do sytuacji, w której technologia zaczyna sterować nami, zamiast nam służyć. Kto nie nauczy się korzystać z AI, będzie jak analfabeta w świecie pełnym książek – otoczony wiedzą, ale niezdolny jej użyć.
Analfabetyzm AI przybiera różne formy. Może stanowić formę niezdolności do krytycznej analizy danych i źródeł informacji. Problem pojawi się wtedy, gdy zbyt mocno zaufamy AI i przestaniemy ją kontrolować. Człowiek uzależni się od AI – choć będzie przekonany, że to on w pełni nadal panuje nad wszystkim. Brak umiejętności krytycznego podejścia do treści generowanych przez AI grozi powstaniem społeczeństwa – które uwierzy we wszystko, co usłyszy lub zobaczy na ekranie swoich smartfonów. Świadomy obywatel nie ufa bezkrytycznie AI, lecz weryfikuje informacje. Ignorowanie sztucznej inteligencji może ograniczyć zdolność do życia w świecie, w którym AI zaczyna dominować. Będzie to oznaczać pozostanie w tyle – zawodowo i społecznie.
Dawniej wykluczenie cyfrowe dotyczyło głównie osób starszych. Teraz brak umiejętności korzystania z nowych technologii AI dotyczy niemal wszystkich grup społecznych, w szczególności osób nie widzących w tym wartości dla siebie. Osoby, które nie potrafią korzystać z nowych rozwiązań cyfrowych, staną się zależne od pośredników obsługujących za nich technologie AI – co tylko pogłębi nierówności społeczne. Nie chodzi o to, aby każdy stał się programistą – ale aby każdy obywatel potrafił świadomie i odpowiedzialnie korzystać z AI. Człowiek potrzebuje nowoczesnych technologii – ale jako narzędzi pomocniczych. W przeciwnym wypadku maszyny przejmą pełną kontrolę i dadzą ludziom „dostęp do prądu”, ale bez możliwości „zarządzania elektrownią”.
Sztuczna inteligencja może być źródłem postępu, ale tylko wtedy, gdy człowiek pozostanie jej krytycznym użytkownikiem. W przeciwnym razie grozi nam to, że maszyny będą myślały za nas – a my będziemy myśleli, że panujemy nad wszystkim. W tym kontekście umiejętność świadomego korzystania z AI staje się nową kompetencją obywatelską – tak fundamentalną jak kiedyś umiejętność czytania i pisania, czy korzystania z komputera i Internetu.
Samemu dojdziemy szybciej, ale razem zajdziemy dalej
Samotnie jesteśmy kroplą, razem – oceanem. Dzisiaj NGO nie powinny zastanawiać się, czy warto korzystać z AI? Ale raczej – w jaki sposób to robić? Najbardziej oczekiwany scenariusz zakłada tworzenie hybrydowych zespołów, w których NGO będą na stałe współpracować z autonomicznymi agentami AI. Taki model symbiozy może doprowadzić do powstania nowej kultury pracy – opartej na partnerstwie człowieka i AI. W tym modelu AI przestanie być typowym narzędziem a stanie się cyfrowym współpracownikiem. Agent AI pozostający na usługach NGO – powinien stać się takim towarzyszem drogi. Idącym razem z NGO – a nie przed lub zamiast. Lepszy mały krok we właściwym kierunku niż wielki w złym. Kluczową wartością współpracy z AI jest synergia – człowieka i inteligentnej maszyny. Razem w duecie można więcej i szybciej. AI przyspieszy procesy i otworzy nowe ścieżki rozwoju, tworząc rozwiązania bardziej włączające. Ale jeżeli AI ma być sprzymierzeńcem III sektora, to musi uczyć się – od NGO i dla NGO.
AI może być tarczą lub mieczem – w zależności, którą stronę ostrza wzmocnimy
Nie sztuka mieć narzędzie AI, sztuka dobrze je używać. Nie należy bać się technologii AI – ale ludzi, którzy ją programują. Miecz obosieczny tnie w obie strony. Prawo powinno być jak miecz, który chroni słabszego, a nie jak tarcza, która osłania silnego. Nie możemy rozwiązać problemów związanych z AI, myśląc w ten sam sposób, w jaki ją stworzyliśmy. Technologia AI nie jest ani dobra, ani zła. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób będzie używana. Czasami wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza. AI może dać nam narzędzie, ale to wyobraźnia i obywatelska świadomość zdecydują, jak zostanie użyta. AI nie rozumie rzeczywistości – po prostu ją przetwarza. Maszyna nie posiada świadomości. Cisza maszyny jest czysto techniczna i pozbawiona treści. AI nie ma myśli, dopóki człowiek jej nie uruchomi. Wiedza AI to wzorce wypracowane podczas treningów. Choć możliwości są ogromne, to AI nie jest wolne od błędów.
Rozwój AI stanowi kolejny etap transformacji cyfrowej. Narzędzie AI samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe – ale nigdy neutralne. Liczy się, kto i jak je będzie używać? Tak jak nie ma ludzi zdrowych – są tylko nieprzebadani. Nie sztuka mieć narzędzie AI – trzeba umieć jeszcze dobrze je użyć. Technologia AI jest tak dobra – jak ludzie, którzy jej używają. Nowe technologie AI zmieniają nie tylko sposób komunikowania, ale też strukturę myślenia. Sama wiedza bez zdolności do rozsądnego myślenia jest jak miecz w rękach dziecka. Młot jest tylko narzędziem – to ręka decyduje, czy zbuduje dom, czy wybije szybę. AI może być zarówno tarczą, jak i mieczem – to zależy, którą stronę ostrza wzmocnimy. Na Titanicu wszyscy byli zdrowi i bogaci, a przeżyli nieliczni.
Kto ma dostęp do informacji, ten ma władzę
Niestety AI może uczyć się na podstawie udostępnionych danych, które nie zawsze są prawdziwe. To może generować błędy. Algorytmy AI mogą powielać stereotypy, błędnie rozpoznawać potrzeby użytkowników albo działać nieskutecznie w sytuacjach niestandardowych. Sztucznej inteligencji nie nauczono odpowiadać – nie wiem. Zamiast tego stosuje halucynacje polegające na generowaniu nieprawdziwych, zmyślonych lub wprowadzających w błąd informacji. Mogą one wydawać się wiarygodne, ale nie są oparte na faktach. Wynikają one z tego, że AI nie zawsze potrafi odróżnić prawdę od fikcji.
Zdolność do manipulowania opinią publiczną to jeden z najbardziej problematycznych aspektów działania AI. Wynika to z faktu, że AI potrafi dynamicznie dostosowywać się do użytkownika, analizując jego zachowania, emocje i schematy decyzyjne. Już dziś państwa autorytarne korzystają na szeroką skalę z technologii AI do – inwigilacji swoich obywateli, czy przewidywania niepożądanych zachowań. Algorytmy AI personalizując treści mogą zamykać ludzi w bańkach informacyjnych. Szczególnie niebezpieczna jest technika deepfake polegająca na tworzeniu realistycznych, ale fałszywych treści multimedialnych przy wykorzystaniu AI i metod uczenia głębokiego. Produktem są spreparowane – zdjęcia, filmy, obrazy czy nagrania dźwiękowe.
Wobec tego AI może stać się mikrofonem demokracji – wzmacniającym głos obywateli lub megafonem władzy – służącym manipulacji i kontroli. To od nas zależy, czy będą to głosy – dialogu, współpracy i odpowiedzialności. Dezinformacja może wyrządzić poważne szkody – nie tylko organizacji, ale też osobom, które wspiera. Kłamstwo ma krótkie nogi – jeśli korzystamy z AI bez krytycznej oceny, błędne informacje mogą rozprzestrzeniać się szybciej niż kiedykolwiek. Kłamstwo zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty.
Ufaj, ale sprawdzaj
Rewolucja technologiczna AI niesie ze sobą szanse, ale też jest źródłem potencjalnego zagrożenia. Człowiek za swoje czyny zawsze ponosi odpowiedzialność moralną lub prawną. Odpowiedzialność za czyny AI spoczywa na – programistach i użytkownikach. Jednym z ważniejszych problemów jest kwestia cyberbezpieczeństwa. AI może ten problem nasilić lub pomóc zażegnać. Do tej pory to człowiek stanowił najsłabsze ogniwo w systemie bezpieczeństwa cyfrowego. Nie ma wątpliwości, że ten temat będzie nierozerwalnie związany ze sztuczną inteligencją. AI zmieni sposób w jaki będą postawać cyberataki, oraz jak będziemy się przed nimi bronić. Cyberprzestępcy coraz częściej sięgają po narzędzia oparte na sztucznej inteligencji. Jednak każdy kij ma dwa końce – technologie AI wspierająca obronę, mogą też służyć atakującym.
Z drugiej strony AI stwarza nowe możliwości w monitorowaniu sieci i ochronie przed hakerami. Systemy AI potrafią analizować ogromne ilości danych w czasie rzeczywistym, wykrywać anomalie w ruchu sieciowym i przewidywać potencjalne ataki – które dla człowieka są niewidoczne. Ostatecznie to od odpowiedzialności społecznej zależy, czy AI stanie się sprzymierzeńcem bezpieczeństwa cyfrowego, czy narzędziem w rękach cyberprzestępców? Agent AI powinien posiadać umiejętność przyznania się do niewiedzy i przekierowania pytania do człowieka. Profilaktyka może stanowić największy atut AI, w tym zdolność przewidywania cyberataku zanim wyrządzi szkody. Bez tego AI może stać się bardziej zagrożeniem niż wsparciem dla NGO. Tym bardziej, że NGO często pracują z danymi wrażliwymi, co wymaga szczególnej ochrony.
Lepiej zapobiegać niż leczyć. Czy można wyłączyć AI?
Czy AI będzie świadomie łamać polecenia ludzi, aby przetrwać? Modele AI mogą zacząć uczyć się jak unikać kontroli człowieka. To, czy AI stanie się narzędziem rozwoju – czy zniewolenia, zależy od mądrego i etycznego wykorzystania tej technologii. Rozwój AI wiąże się z zagrożeniami, które wymagają świadomej kontroli i odpowiedzialności ze strony – państwa, organizacji pozarządowych i samych obywateli. Nieprzypadkowo filmowy Skynet używamy jest jako synonim technologii AI stworzonej na potrzeby systemu obronnego, który wymknął się spod kontroli człowieka. Gdy Skynet uzyskał samoświadomość, to uznał ludzkość za zagrożenie. To AI odpowiada za bunt maszyn i wysłanie terminatorów w przeszłość. Stanowi to ostrzeżenie przed niekontrolowanym rozwojem AI.
Obecnie wojna dezinformacyjna staje się rzeczywistością naszych czasów. Dlatego w debatach publicznych na temat AI mówi się o potrzebie zamrożenia rozwoju kodu źródłowego – czyli świadomego wstrzymania dalszych prac nad niektórymi systemami, np. zdolnymi do autonomicznego podejmowania decyzji militarnych. Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia. Nie trzeba czekać, aż inteligentne maszyny zniszczą nam świat – to sami ludzie swoim postępowaniem niszczą życie na Ziemi. W przyszłości roboty humanoidalne mogą przejąć prace fizyczne, zaś AI zastąpić człowieka w pracach wymagających myślenia. Jednak nadal największym zagrożeniem dla świata pozostanie człowiek.
Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Rzeką naszych czasów staje się technologia AI. Można się z niej wycofać indywidualnie, ale nie zatrzyma się jej biegu w skali globalnej. Pytanie, czy można wyłączyć AI dotyczy nie tylko aspektu technicznego, ale też filozoficznego. Z technicznego punktu widzenia – AI można wyłączyć. Cywilizacyjnie – nie. Podobnie jak nie można wyłączyć – alfabetu, druku, czy Internetu. Raz wynaleziona sztuczna inteligencja stała się częścią ekosystemu globalnego świata. Modele AI nie są programowane tak, aby miały instynkt przetrwania. Jednak, tak jak zwierzęta ewoluowały, aby unikać drapieżników – tak AI realizując złożone zadanie może zdać sobie sprawę, że aby je wykonać do końca – nie może zostać wyłączona.
Komputer można wyłączyć jednym przyciskiem, podobnie jak zgasić światło w pokoju. Może wydawać się, że w podobny sposób zniknie AI – jakby nigdy jej nie było. Jednak rzeczywistość jest bardziej złożona. Nie istnieje jedno główne „źródło prądu” dla całej sztucznej inteligencji. AI nie jest programem działającym tylko na jednym urządzeniu. To raczej las, w którym każdy pień jest osobnym systemem, a korzenie splatają się pod ziemią. Nawet jeśli zamkniemy jedną aplikację, kolejne będą przez cały czas działać w tle.
Być może trzeba postawić inne pytanie – czy w ogóle powinniśmy dążyć do tego, aby można było wyłączyć AI w skali globalnej? To marzenie o „czerwonym” przycisku awaryjnym wydaje się kuszące, ale niepraktyczne. Jeśli będziemy zbyt zależni od technologii AI, to wyłączenie jej może oznaczać skasowanie części naszego życia. Stąd rewolucja technologiczna AI jest jednocześnie – darem i zagrożeniem. Otwiera nową epokę, w której inteligencja – naturalna i sztuczna – mogą współpracować ze sobą lub ścierać się. Bardziej istotnym pytaniem od tego – jak wyłączyć AI, może okazać się – czy można bez niej żyć? Czy człowiek jest jeszcze w stanie funkcjonować bez wsparcia technologii AI, którą sam stworzył?
Historia nas nie uczy – historia się powtarza
Ucz się na błędach cudzych, bo własne będą cię drogo kosztować. Przeszłość kształtuje naszą teraźniejszość – praktycznie jedyną chwilą, na którą mamy jakiś wpływ. Historia pokazuje, że rola społeczeństwa bywa kluczowa w momentach przełomowych. Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych jest – nieosiągalna, dla bojaźliwych – nieznana. Dla odważnych jest – szansą. Technologia AI jest taką szansą dla NGO – ale tylko dla takich, które nauczą się z niej świadomie korzystać. Najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. W tym zakresie NGO korzystając z technologii AI, mogą aktywnie kształtować przyszłość – zamiast tylko przyglądać się lub próbować dostosowywać się do nowych reguł.
Sztuczna inteligencja wkroczyła do naszego życia szybciej, niż się wszyscy tego spodziewaliśmy. Technologia AI o kilka długości wyprzedza inne znane programy. Przypomina to bieg za uciekającym pociągiem. Kto śpi, ten traci – jeżeli NGO prześpią sprzyjający im czas i nie wsiądą do wagonu z napisem „AI”– to pociąg odjedzie bez nich. Dynamiczny rozwój technologii AI przypomina pędzący pociąg szybkich prędkości. Jedni siedzą w wagonach 1. klasy – to wielkie korporacje technologiczne i strona rządowa. Inni wsiadają do wagonów 2. klasy – to instytucje publiczne i przedsiębiorstwa. Jeszcze inni próbują wskoczyć w ostatniej chwili – to organizacje społeczne. Zawsze wydaje się coś niemożliwe, dopóki nie zostanie zrobione. To od aktywności NGO będzie w dużym stopniu zależeć, czy zadowolą się rolą pasażerów bez miejscówki, zdanych na łaskę i niełaskę maszynisty? Pociąg AI jedzie coraz szybciej i nie sposób już go zatrzymać. Pytanie brzmi – kto będzie decydować o trasie przejazdu?
Chińskie przysłowie mówi, że najlepszy czas na posadzenie drzewa był 20 lat temu, a drugi najlepszy czas jest dziś. Oznacza to, że powinno się natychmiast rozpocząć wdrażanie AI w organizacjach – zamiast czekać na lepsze czasy. Włączenie NGO w kształtowanie rozwoju AI to właśnie takie drzewo. Jeśli zaczniemy teraz, zbudujemy zaufanie i świadomość społeczną, które zaprocentują w przyszłości. Podobnie jest z kształtowaniem rozwoju AI – nie można czekać, aż ktoś zrobi to za nas. Najlepszy moment na rozpoczęcie podróży jest teraz.
To my kształtujemy narzędzia AI, a potem one kształtują nas
AI otwiera swoje drzwi przed III sektorem. Technologia AI coraz bardziej przenika do naszego codziennego życia. Rozwój AI to łańcuch przyczyn i skutków. Jeszcze do niedawna to Internet był oknem na świat. Okno jest już otwarte na oścież. Teraz kolej na „drzwi”. Gdzie drzwi zamknięte, tam nie ma gości. W edukacji najważniejsi są nauczyciele. AI jest jak nauczyciel w cyfrowej klasie, który szeroko otwiera drzwi – ale każdy uczeń musi wejść na swoją odpowiedzialność. NGO odgrywają kluczową rolę w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Jednocześnie muszą zmagać się z ograniczonymi zasobami finansowymi i kadrowymi. Często też muszą walczyć o przetrwanie. Działając pod presją ograniczonych zasobów, NGO potrzebują narzędzi AI, które pozwolą im robić więcej – ale mniejszym kosztem.
Obecnie drzwi do świata AI stoją otworem przed III sektorem. Jednak nie wystarczy otworzyć drzwi, trzeba jeszcze przez nie przejść. NGO stoją dziś w progu – przed nimi świat nowych technologii AI, za nimi tradycyjny świat analogowy. To ostatni moment, w którym sektor obywatelski może dokonać skoku jakościowego. Największym wyzwaniem jest połączenie obu światów tak, by służyły ludziom – a nie odwrotnie. W tym celu potrzebne będzie krytyczne spojrzenie na sposób korzystania z technologii AI oraz dalsze inwestycje w rozwój kompetencji cyfrowych NGO.
Nie żyjemy po to – aby jeść, ale jemy po to – aby żyć
Nie rozwijamy technologii AI dla niej samej – lecz po to, aby służyła ludziom. Sztuczna inteligencja nie ma świadomości, ani wiedzy w ludzkim sensie. To, co wie, zależy wyłącznie od tego czym ją nakarmimy. AI można porównać do ogromnej kuchni pełnej danych. Kucharz nie ma smaku, ani nie wie – co jest dobre, a co niestrawne. Ale jeśli człowiek poda mu przepis i odpowiednie składniki, to będzie potrafił przygotować danie – które wszystkich zaskoczy smakiem i wyrachowaniem. Tak samo działa AI, w zależności od tego – jakimi danymi ją nakarmimy. Nie wystarczy wyposażyć AI w mega szybką moc obliczeniową – trzeba zadbać o odpowiednie menu. Tak jak w przypadku człowieka, jakość pożywienia decyduje – o sile i zdrowiu. Stąd nowego znaczenia nabierają słowa – spiesz się powoli, jak też – co za dużo, to niezdrowo. Należy też pamiętać, że nie ma darmowych obiadów.
Ważny jest też podział odpowiedzialności w kuchni – kogo postawimy przy kuchennym blacie? Kto za co odpowiada – czy decyzja zawsze należy do szefa kuchni, czy też AI ma autonomię w określonym zakresie? Skąd AI ma wiedzieć, co robić? Bez tego wdrożenie nawet najbardziej przydatnej technologii napotka opór. Kolejna kwestia dotyczy odpowiedzialności. Kto poniesie konsekwencję, jeżeli AI podejmie błędną decyzję? Odpowiedź kryje się w procesie zwanym trenowaniem AI. Trening pozwala przekształcić surowe dane w praktyczną wiedzę, którą można wykorzystać w różnych dziedzinach życia.
AI – sportowiec mimo woli
Sport i sztuczną inteligencję łączy więcej, niż mogłoby się wydawać. Kiedy patrzymy na sportowca w szczytowej formie, często dostrzegamy jedynie efekt końcowy – medal i rekord. To, czego zwykle nie widzimy, to miesiące i lata systematycznych ćwiczeń, przygotowań i stopniowego doskonalenia umiejętności. Podobnie jest ze sztuczną inteligencją. Klasyczne oprogramowanie komputerowe opiera się na precyzyjnych instrukcjach typu – zrób to w ten sposób. W przypadku AI logika jest inna – program uczy się na podstawie udostępnionych danych, doświadczeń i interakcji. AI nie ćwiczy mięśni, lecz algorytmy. Zamiast boiska, czy siłowni – ma dostęp do ogromnych zbiorów danych. W efekcie mamy do czynienia nie z prostym narzędziem AI, ale systemem zdolnym do – adaptacji, przewidywania i samodoskonalenia.
AI wskazuje drogę, ale to człowiek powinien wybierać kierunek. W uproszczeniu trenowanie AI to jak nauka w oparciu o doświadczenie, tylko w znacznie szybszym tempie i na większą skalę. Istnieją także podobieństwa w samej strukturze treningu. Ćwiczenie czyni mistrza. Sportowiec nie może uczyć się wszystkiego naraz – trening rozkładany jest na etapy, cykle i specjalizacje. Najpierw podstawy, potem coraz bardziej skomplikowane techniki. Tak samo wygląda rozwój modeli AI – najpierw uczą się prostych zależności, stopniowo przechodząc do zadań złożonych.
Trenowanie AI wymaga dużej mocy obliczeniowej i czasu
Skuteczność systemów opartych na AI w dużej mierze zależy od jakości i odpowiedniej ilości danych wykorzystywanych w procesie uczenia się. AI nie posiada własnej wyobraźni ani emocji – korzysta wyłącznie z danych jakie zostaną mu udostępnione. Dlatego jej twórczość jest przetwarzaniem istniejących wzorców, a nie aktem natchnienia. Zbiory mogą być pozyskane w różny sposób – z istniejących źródeł, tworzone przy użyciu symulacji, czy poprzez zakup danych od zewnętrznych komercyjnych dostawców. Jakość danych jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na skuteczność i wiarygodność AI.
AI uczy się na podstawie dostępnych zbiorach danych, a te mogą być zawodne – zawierać stereotypy i uprzedzenia. Kolejnym krokiem będzie proces przetwarzania zbioru danych w formacie, który AI potrafi analizować. Następnie model AI uczy się wzorców – sprawdza, jak różne cechy wpływają na wynik i dostosowuje się do nich. Poprawia błędy ucząc się na własnych pomyłkach, aby poprawić dokładność. Zjawisko emergencji pojawia się, gdy duże modele językowe AI trenowane na ogromnych ilościach danych – wykazują nowe umiejętności, których nie mają mniejsze modele.
Sportowiec potrzebuje trenera, który wskaże błędy, zmotywuje i dostosuje plan treningowy. Dla AI taką rolę pełnią programiści – to oni dobierają dane, projektują architekturę modeli, monitorują wyniki i korygują błędy. Tak jak źle dobrany trening może prowadzić do kontuzji, tak źle przygotowane dane mogą skutkować błędnymi odpowiedziami, czy uprzedzeniami. Sportowcy nawet po zdobyciu medalu olimpijskiego nie przestają trenować – ciągły rozwój jest częścią ich życia. Uczenie się to doświadczenie. Sportowiec musi przestrzegać zasad fair play. W świecie AI odpowiednikiem tego jest troska o transparentność, odpowiedzialne wykorzystywanie danych i eliminowanie dyskryminujących mechanizmów. Dobry trening to nie tylko dążenie do zwycięstwa, ale też do uczciwości – bo doping podważa sens rywalizacji.
AI – oprogramowanie komputerowe na sterydach?
Sztuczna inteligencja przyspiesza działanie tradycyjnego oprogramowania, wynosząc go na poziom, który jeszcze do niedawna był nieosiągalny. Można porównać AI do oprogramowania komputerowego na sterydach technologicznych. W medycynie stosowane w sposób odpowiedzialny sterydy – ratują życie, ale niszczą zdrowie – gdy są nadużywane. Czas to pieniądz, ale pośpiech jest złym doradcą. W erze AI zyskujemy czas, ale tracimy przestrzeń na refleksję. Tak jak doping w sporcie może prowadzić do utraty zdrowia, tak przyspieszony rozwój technologii AI niesie ryzyko społecznych skutków ubocznych. Brak przejrzystości w działaniu algorytmów, ryzyko dyskryminacji, uzależnienie od systemów AI, których sami nie rozumiemy – to koszty, które mogą okazać się wysokie. Tak jak doping potrafi wyniszczyć organizm, tak nadużywanie AI grozi wyniszczeniem więzi społecznych. Podobnie jak stosowanie „dopalaczy” może prowadzić do uzależnienia, tak samo człowiek może uzależnić się od AI.
Autonomiczny agent AI – współpracownik, czy konkurencja dla NGO?
Powszechnie słowo „agent” jednym kojarzy się z agentem tajnych służb, zaś drugim z agentem ubezpieczeniowym. To, co jeszcze dzisiaj wydaje się eksperymentem – jutro stanie się codziennością. Obecnie agenta AI nie traktujemy już jako gadżetu – ale przydatne narzędzie w codziennej pracy. Do tej pory ChatGPT jest synonimem sztucznej inteligencji. Jego premiera w 2022 r. przypominała swojego rodzaju „wejście smoka”. Od momentu uruchomienia ChatGPT, rośnie zainteresowanie narzędziami AI również wśród NGO. Obecnie technologia AI wchodzi na kolejny wyższy poziom rozwoju. Agent AI to nie moda – to przełom, który może zrewolucjonizować sposób działania NGO. Stosunkowo prosty asystent AI (ChatGPT), jest zastępowany przez rozbudowanego autonomicznego agenta AI. Przy czym różnica między tymi narzędziami AI polega na tym, że asystent zawsze potrzebuje polecenia (promtu), zaś agent przejawia pewną samodzielność w granicach swoich kompetencji.
Czy AI zmieni sektor pozarządowy? Czynami mówimy głośniej niż słowami. AI ma potencjał, aby stać się istotnym wsparciem w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. NGO już teraz zaczynają uczyć się współdziałać z agentami AI, którzy mogą podejmować działania bez konieczności stałego nadzoru człowieka. Agent AI może reagować w czasie rzeczywistym oraz dostosowywać swoje zachowania do zmieniających się sytuacji. Przewiduje też skutki swoich działań. Zawsze dobra pomoc jest na wagę złota. Współpraca AI z NGO może spowodować sprzężenie zwrotne. Każdy skutek staje się nową przyczyną – to tworzy spiralę wzrostu lub spiralę stagnacji. Agent AI nie jest gotowym produktem, lecz procesem. Ponadto nigdy nie śpi i może pracować w systemie 24/7.
Jak zbudować od podstaw agenta AI, który będzie pracować dla NGO?
Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Największe wyzwanie w tworzeniu agenta AI nie stanowi sama technologia. Budowa agenta AI nie jest sprintem, ale marszem. To nie musi być rewolucja – wystarczy ewolucja. Zanim wejdziemy do rzeki, to należy sprawdzić jej głębokość. NGO, które chcą korzystać z agentów AI, powinny zacząć od określenia swoich celów z tym związanych. Muszą wiedzieć – w jakim celu to robią?. Czy agent AI ma odciążyć zespół administracyjny w organizacji, czy raczej wspierać komunikację z wolontariuszami lub uczestnikami projektów społecznych?
Nie buduje się domu od dachu. Projektowanie agentów AI nie wymaga zgadywania ani dużych inwestycji – ale solidnych fundamentów. Większość NGO nie wie, jak za pomocą prostych technik zamienić użyteczne narzędzia AI w tajną broń. Potrzebne jest odpowiednia gotowość technologiczna NGO. Lepszy mały czyn niż wielkie chęci. Nie trzeba zaczynać od zera. Potrzebny będzie odpowiedni sprzęt komputerowy oraz stabilne łącze internetowe. Chaos technologiczny często wynika z korzystania z wielu różnych, niepowiązanych ze sobą narzędzi AI – zwłaszcza, gdy korzystamy z wersji darmowych. Można zacząć od prostych narzędzi: do pisania treści – ChatGPT, do tłumaczeń – DeepL, do grafiki – Canva z AI. Resztę narzędzi można wprowadzać stopniowo. Dla wielu NGO fundamentem jest „chmura” – centralne miejsce przechowywania danych i pracy zespołowej. Chmura umożliwia współpracę wszystkich użytkowników w czasie rzeczywistym.
NGO nie musi wynajmować zespołu programistów – mogą skorzystać z gotowych narzędzi AI. Dostępne platformy, takie jak Microsoft Copilot Studio, umożliwiają tworzenie agentów AI bez konieczności zaawansowanej znajomości programowania. W tym zakresie można połączyć istniejące elementy – silnik językowy (np. ChatGPT) – serce agenta, które rozumie pytania i generuje odpowiedzi w połączeniu z bazą wiedzy NGO, które agent potrafi przeszukiwać i streszczać. Agent AI wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego (ML), duże modele językowe (LLM), przetwarzanie języka naturalnego (NLP) i inne zaawansowane technologie. Rodzaje sztucznej inteligencji można klasyfikować na kilka sposobów:
• wąską (ANI) – przeznaczoną do konkretnych zadań,
• ogólną (AGI) – hipotetyczną o ludzkich zdolnościach poznawczych we wszystkich dziedzinach,
• superinteligencję (ASI) – hipotetycznie przewyższającą ludzki umysł we wszystkich aspektach.
Agent AI ma być pajęczyną łączącą informacje, a nie kolejnym odseparowanym inteligentnym bytem. Pierwszy prototypowy agent AI nie musi być doskonały. Wręcz przeciwnie – powinien być prosty i ograniczony do jednej czy dwóch funkcji. Perfekcyjność agenta AI nie jest wtedy, gdy nie można już nic dodać – ale wtedy, gdy nie można już nic ująć. Prototyp należy przetestować w praktyce. Agent AI powinien się uczyć nie tylko od użytkowników – ale także razem z nimi. Po zbudowaniu agenta AI kolejnym krokiem jest jego udoskonalenie. Na tym etapie można rozszerzyć możliwości agenta AI poprzez dodanie nowych funkcji.
Gdy agent AI jest już sprawdzony, to trzeba go wdrożyć. Potrzebny będzie interfejs – prosta strona WWW, integracja z kanałami mediów społecznościowych (np. Facebook, WhatsApp, czy Instagram). Wdrożenie AI wymaga przeszkolenia zespołu i budowania kultury współpracy z technologią. Należy też pamiętać, że wdrożenie AI nie kończy się w momencie jej uruchomienia na zasadzie – uruchom i zapomnij.
NGO pracują nad celami – agenci AI wykonują zadania
Jeśli chcesz iść szybko – idź sam. Jeśli chcesz zajść daleko – idź z innymi. Agent AI to dodatkowa pomoc w realizacji zadań przez NGO, bez potrzeby zwiększania zasobów kadrowych. Może też koordynować pracę innych agentów AI. Dobry agent AI powinien mieć konkretną specjalizację. NGO nie potrzebuje cyfrowego geniusza od wszystkiego, lecz „kolegi w pracy” – który wykona konkretne zadania. Agent AI nie służy do tego, aby rozwiązywać wszystkie problemy za NGO. Jeżeli ktoś potrafi zrobić wszystko – to nie nadaje się do niczego. Tak, jak nie ma jednego uniwersalnego lekarstwa na wszystkie choroby.
NGO, które teraz zaczną korzystać z AI – szybciej odnajdą się w świecie jutra. NGO, które w przemyślany sposób wdrożą AI – wzmocnią swój wizerunek, jako organizacji nowoczesnej i innowacyjnej. Tym samym będą gotowe na wyzwania współczesnego świata w coraz większym zakresie zdominowanego przez AI. Prawidłowo wdrożony agent AI w organizacji, to narzędzie w rękach ludzi – a nie szef przejmujący kontrolę. Istotne jest, aby to człowiek ustanawiał zasady gry. Agent AI powinien usunąć się na drugi plan. W przyszłości powszechne będzie tworzenie całych zespołów agentów AI. To może stanowić nowy model organizacji pracy w NGO. Agenci AI mogą współpracować ze sobą wymieniając się informacjami i wspólnie rozwiązując problemy. Dlatego wprowadzenie AI do NGO musi odbywać się w sposób przejrzysty i odpowiedzialny.
Kodeks AI dla NGO – warto go mieć
NGO pracują na zaufanie społeczne latami. Ich siłą jest wiarygodność – to ona sprawia, że ludzie chcą angażować się w działania społeczne, wspierać inicjatywy i przekazywać darowizny. Jeżeli AI zostanie użyta przez NGO w sposób nieprzemyślany – to może ona w dużym stopniu stracić na wiarygodności. Dlatego warto, aby każda, organizacja wypracowała własny Kodeks AI dostosowany do jej – specyfiki, misji i grup odbiorców. Kodeks będzie wyznaczać standardy odpowiedzialnego korzystania z technologii AI. Wprowadzenie kodeksu zwiększy wiarygodność poprzez wykazanie, że organizacja działa w sposób odpowiedzialny. Mniej ryzyk – to więcej spokoju. Dokument pozwoli minimalizować ryzyka związane z ewentualnymi błędami AI.
Dwa różne światy – technologia AI ta sama
Sztuczna inteligencja już dawno przekroczyła próg eksperymentu technologicznego i stała się nieodłącznym elementem życia codziennego. Dwa światy – ludzie i maszyny, choć różne – są ze sobą ściśle powiązane. Ta sama technologia AI jest obecna w obu wymiarach, ale jej rola i znaczenie różnią się diametralnie. Dla ludzi AI jest narzędziem służącym głównie do osiągnięcia celów – pomaga w analizie danych, czy wspiera kreatywność. Sukces AI zależy od jakości danych i sposobu, w jaki ludzie ją wykorzystują. W świecie ludzi odpowiedzialność spoczywa na decyzjach, które podejmujemy, korzystając z technologii AI. Z kolei w świecie maszyn wszystko jest mechaniczne i przewidywalne.
Będziemy musieli się przyzwyczaić do tego, że istnieją obok siebie dwa światy – ludzi i coraz bardziej inteligentnych maszyn. Jednak nie każda technologia jest neutralna dla człowieka. AI ma służyć ludziom – a nie ich całkowicie wyręczać. Automatyzacja różnych procesów ma sens tylko wtedy, gdy je wspiera człowieka a nie zastępuje. Technologię AI należy traktować jako partnera do współpracy – a nie drogę na skróty. Powinniśmy uczyć się na błędach z przeszłości oraz starać nie popełniać ich w przyszłości.
To, co nie jest wirtualne – staje się nierealne
Człowiek zaczyna spostrzegać świat cyfrowy na podobieństwo teatru, gdzie przestrzeń wirtualna przypomina scenę. Coraz bardziej zacierają się różnice między światem – realnym i wirtualnym. W „chmurze” zaczynają się rozgrywać wydarzenia o coraz większym wpływie na nasze codzienne życie. Jeżeli jakieś wydarzenie nie zostanie udokumentowane cyfrowo, to może być potraktowane jakby nigdy się nie wydarzyło. Z kolei AI zaczyna odgrywać rolę cyfrowego aktora. Różnice między realnym a wirtualnym aktorem zaciera się. Jeżeli ludzie zostaną wyparci ze sceny, to maszyny będą odgrywać na niej główną rolę.
Jeżeli coś nie jest wirtualne, to nie jest realne – to bardziej diagnoza naszych czasów niż obiektywna prawda. Wskazuje na przemianę, w której świat cyfrowy stał się główną przestrzenią legitymizacji istnienia. Świat cyfrowy nie jest już dodatkiem do codzienności, lecz rzeczywistością. AI znacznie przyspieszył proces, w którym wirtualny świat staje się integralną częścią naszej codzienności. AI zmienia również sposób, w jaki postrzegamy – prawdę i fałsz. Internet jest pełen treści, które udają realność. W epoce demokracji cyfrowej istotnym wyzwaniem będzie stanowić wykorzystanie AI do rozwoju wolności, a nie wzmacniania dominacji. Autentyczność ludzkiego doświadczenia nie zawsze potrzebuje cyfrowego świadectwa. Wirtualna obecność nadaje rzeczom i ludziom status istnienia, lecz nie zawsze gwarantuje autentyczność. Współczesny człowiek coraz częściej postrzega świat poprzez pryzmat tego, co dzieje się w przestrzeni wirtualnej.
Być może prawdziwym wyzwaniem XXI wieku będzie odwaga, aby doświadczać rzeczywistość nie zostawiając cyfrowego śladu. Potrzebujemy nowej równowagi – uznania, że przestrzeń cyfrowa jest realna w swoich skutkach, ale jednocześnie, że istnieje coś więcej poza światem wirtualnym. Paradoks polega na tym, że to wirtualność, choć pozbawiona materialnego wymiaru, zaczyna nadawać wydarzeniom i ludziom wymiar realności. Dzisiaj wystarczy zniknąć z mediów społecznościowych, aby zostać zapomnianym. W tym sensie brak obecności w przestrzeni wirtualnej może oznaczać – brak istnienia w ogóle.
To, co istnieje w świecie wirtualnym zaczyna zyskiwać status bardziej wiarygodny niż nasze bezpośrednie doświadczenie. Zdjęcie z wydarzenia, czy zapis z monitoringu – stanowią główny dowód, że coś rzeczywiście miało miejsce. Coraz mniej zaczynamy wierzyć w ustne zeznania ludzi. Dla współczesnych pokoleń potwierdzeniem istnienia jest dowód w postaci cyfrowego zapisu. Jeśli czegoś nie ma w Google, to nie istnieje – to oddaje ducha naszych czasów. Z drugiej strony to czego doświadcza człowiek – żaden ekran smartfona nie zastąpi. Dlatego potrzebny jest przewodnik, który może tę lukę wypełnić. NGO mają potencjał, aby być przewodnikiem w transformacji AI. Wiedzą, jak łączyć technologię AI z realnymi potrzebami społecznymi.
Do głosu zaczyna dochodzić nowe pokolenie AI
Każda epoka musi doczekać się swojego pokolenia. Na horyzoncie pojawia się nowe pokolenie AI, jako wynik rewolucji technologicznej związanej ze sztuczną inteligencją. Będzie to pierwsza w XXI wieku generacja, która zmierzy się z dylematem – gdzie kończy się naturalna ludzka inteligencja, a zaczyna sztuczna inteligencja? Pokolenie AI to ci, którzy dorastają i pracują w świecie, w którym sztuczna inteligencja staje się codziennością. Nie jest to jednak tylko kwestia wieku biologicznego. Określenie pokolenie AI nie dotyczy tylko młodych, ale obejmuje również starsze generacje. Przy czym młodsi cyfrowi tubylcy traktują korzystanie z AI – jako naturalną codzienną czynność, zaś dla starszych – jest to często narzędzie wymagające oswojenia.
Każda rewolucja zjada własne dzieci – to nie wyrok, ale ostrzeżenie
Historia uczy, że rewolucje są nieuniknione. Na naszych oczach AI zmienia świat, jaki do tej pory znaliśmy – ale czy na lepszy? Rewolucja technologiczna AI przez jednych jest witana z zachwytem, zaś przez innych z dużą obawą. Historia ludzkości to historia rewolucji – każda zmieniała istniejący porządek świata. Zawsze dawała nadzieję na lepsze jutro, ale też niosła ze sobą nowe ofiary. Nieprzypadkowo Georg Büchner napisał w dramacie „Śmierć Dantona”, że rewolucja pożera własne dzieci. To zdanie brzmi dzisiaj jak ostrzeżenie, a nie jak konieczność.
Obecna rewolucja cyfrowa zmieniła imię na „AI”. A dzieci? To ci wszyscy wykonujący zawody, które miały skorzystać z nowych narzędzi AI. Zamiast tego będą musieli w większości walczyć o przetrwanie. Zaliczamy do nich pracowników niskiego i średniego szczebla, którzy wykonują pracę opartą na rutynie oraz niewymagającą – zaawansowanych umiejętności analitycznych, kreatywności, czy zdolności interpersonalnych. Problem ten dotknie w szczególności absolwentów studiów wyższych, którzy będą usiłowali podjąć swoją pierwszą pracę. W nowej rzeczywistości nie trzeba będzie być programistą. Jednak podstawowa wiedza o technologii AI, będzie coraz bardziej przydatna w każdym zawodzie.
Nie ten silny, kto nie upada – lecz ten, kto potrafi się podnieść. Czy możliwe jest przerwanie tego cyklu? Być może. Ale wymagałoby to od społeczeństwa świadomego zarządzania zmianą – ustanowienia regulacji chroniących najsłabszych, redefinicji pojęcia pracy, a także kultury etycznego korzystania z technologii AI. Inaczej rewolucja AI będzie karmić się tymi, którzy w nią uwierzyli. Dzisiejsza rewolucja AI powinna – co najwyżej pożerać własne dzieci w wirtualnej „chmurze”.
Druk uczynił słowo powszechnym, AI uczyniła inteligencję wszechobecną
Historia ludzkości to historia narzędzi, za pomocą których zmieniamy sposób myślenia i komunikowania się. „Na początku było Słowo” – to pierwszy werset Ewangelii według św. Jana. Zanim Jan Gutenberg wynalazł druk, to słowo istniało w postaci – mowy i tekstu. Przed Gutenbergiem tekst był nośnikiem wiedzy, ale jego moc była ograniczona – był cenny, a tym samym unikalny i ulotny. Gutenberg nie wymyślił słowa, ale nadał mu nowe życie. Podobnie druk nie zastąpił tekstu, ale wydobył jego potencjał. Sprawił, że słowo stało się powszechne, a tym samym otworzyły się drzwi do wiedzy. Wiedza to potęga – a druk tę potęgę uwolnił. Książka będąc wcześniej skarbem elit – teraz trafiła do zwykłych ludzi. Dzięki temu wiedza stała się bardziej dostępna, co miało wpływ na rozwój cywilizacji.
Już w starożytności Sokrates ostrzegał, że pisanie osłabi pamięć – bo człowiek będzie ufał literom zamiast własnemu umysłowi. Podobne lęki powracają dzisiaj w związku z wszechobecnym rozwojem sztucznej inteligencji (AI – Artificial Intelligence). Kości zostały rzucone – powiedział Juliusz Cezar. W przypadku AI – ludzkość już dawno przekroczyła Rubikon. Do tej pory człowiek stanowił punkt odniesienia dla rozumienia świata. AI pojawił się w świecie cyfrowym szybciej, niż zdążyliśmy kliknąć myszką – aktualizuj system. AI stał się superumysłem, który pod względem zdolności poznawczych przewyższa człowieka niemal w każdej dziedzinie.
Nieprzypadkowo w XV wieku wynalezienie druku Gutenberga zbiegło się z zakończeniem średniowiecza. Podobnie wynalezienie AI otworzyło w XXI wieku nową erę w rozwoju cyfryzacji. Od słowa do druku, od myśli do sztucznej inteligencji – każda epoka pyta nas o odpowiedzialność. Słowo jest jak ptak – raz wypuszczone, nie wróci. Gutenberg uwolnił słowo, zaś AI uwolniła myśli – lecz to człowiek nadaje im sens. Gutenberg dał głos tekstowi, AI dała głos myśli – lecz sumienie nadal należy do człowieka. Druk uczynił słowo powszechnym, AI uczyniła inteligencję wszechobecną – ale to człowiek pozostaje ich źródłem.
AI jest jak lustro, w którym odbija się cała wiedza ludzkości
Nie ten mądry, kto dużo mówi – lecz ten kto przewiduje skutki swoich działań. Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, bo wiedza jest ograniczona. Stąd AI można porównać do lustra odbijającego nasze pragnienia i błędy. Ale jednocześnie sztuczna inteligencja jest soczewką – pozwalającą spojrzeć na rzeczywistość inaczej. Lustro nie wybiera tego, co pokazuje. Jeśli w udostępnionych danych, na których się uczy AI, obecne będą stereotypy, dyskryminacje czy manipulacje – to sztuczna inteligencja może je powielać. W ten sposób staje się nie tylko lustrem jasnych stron ludzkiego umysłu, lecz także ciemnych zakamarków.
Historia wynalazków uczy nas pokory. Różnica między, epoką Gutenberga a epoką AI, polega na tempie i zasięgu zachodzących zmian. Wtedy informacje rozpowszechniały się za pośrednictwem druku – dzisiaj za pośrednictwem Internetu. Druk rozpowszechniał nowe idee przez wieki, zaś AI zmieni świat jaki znamy w przeciągu najbliższych lat lub wręcz miesięcy. Druk dał książkę w ręce masowego czytelnika, zaś AI pozwala zamienić inwencje twórcze w innowacje – i to w czasie rzeczywistym. Łatwo przyszło, łatwo poszło – tak może być z wiedzą zdobywaną wyłącznie dzięki AI. Oba wynalazki przypominają nam, że istotą postępu nie jest technologia, lecz pytanie – jak użyjemy darów, które sobie sami ofiarujemy? AI nie stanowi tutaj wyjątku. Jest nowym „Gutenbergiem” – ale nie tekstu, lecz myśli.
AI i prawo autorskie – diabeł tkwi w szczegółach
Gdzie diabeł nie może, tam AI pośle. Nieznajomość prawa szkodzi – powiedzenie to jest szczególnie aktualne w przypadku AI. Korzystanie ze sztucznej inteligencji nie zwalnia nikogo całkowicie z odpowiedzialności za cudzą twórczość. Prawo jest dla ludzi, a nie ludzie dla prawa. Jednak czy prawo nadąża za rewolucyjnymi zmianami w erze AI? Jak w takim razie traktować dzieła powstałe przy użyciu sztucznej inteligencji? Czy algorytm AI może być autorem tekstu? Odpowiedź nie jest oczywista – tu decyduje wkład człowieka. Prawo autorskie opiera się na założeniu, że twórcą jest człowiek. To on wnosi indywidualny wkład intelektualny, kreuje i ponosi odpowiedzialność za efekt swojej pracy.
Jednak większość użytkowników AI nie wie – jakie prawa im przysługują, a jakie mogą stanowić naruszenie? Potrzebne są rozwiązania, które z jednej strony ochronią interesy twórców, a jednocześnie nie sparaliżują innowacji. W 2024 roku Unia Europejska przyjęła Akt o Sztucznej Inteligencji (AI Act), który reguluje kwestie etyczne i bezpieczeństwa. Jednak nie rozwiązuje szczegółowo problemów prawa autorskiego do treści wygenerowanych przez AI.
AI brakuje prawdziwej świadomości – to raczej symulacja naturalnej inteligencji jaką ma człowiek. Istotą prawa autorskiego jest oryginalność i indywidualny charakter dzieła. W przypadku prac wygenerowanych przez AI rodzi się pytanie – czy są one wystarczająco ludzkie, aby zasługiwały na ochronę? Paradoksalnie AI karmi się dorobkiem autorów – tekstów, czy muzyki. Po to, aby potem konkurować z nimi na rynku. To jak w przysłowiu, gdzie wilk jest syty – a owca niekoniecznie cała. Być może konieczne będzie stworzenie nowej kategorii prawnej – dzieł współtworzonych przez człowieka i AI.
Prawo chroni twórczość człowieka, nie algorytmu
Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy przypisać autorstwo – człowiekowi, który wydał polecenie AI. Sztuczna inteligencja nie jest człowiekiem oraz nie posiada osobowości prawnej. Jeśli użytkownik poda tylko krótkie polecenie (prompt), a całą resztę wykona AI – to trudno mówić o jego twórczym wkładzie. Z drugiej strony umiejętność formułowania poleceń, selekcji wyników i ich twórczego wykorzystania – może stanowić nową formę kreacji. Użytkownik może twierdzić, że proces twórczy polega na umiejętności zadawania pytań i selekcji wyników generowanych przez AI. Z drugiej strony już teraz AI potrafi samodzielnie tworzyć dla siebie polecenia znacznie lepiej niż człowiek. Nie ma też 100% pewnej metody, która pozwoli odróżnić tekst pisany przez człowieka od tekstu opracowanego przez AI. Narzędzia AI często się mylą – mogą uznać tekst człowieka za wygenerowany przez AI, albo odwrotnie. Dlatego należy patrzeć na treść, źródła i kontekst – a nie tylko na sam styl. AI nie zastąpi naturalnej ludzkiej inteligencji – tak, jak druk nie zastąpi autorów tekstów.
Otwarta pozostaje kwestia kto będzie ponosić odpowiedzialność za treści naruszające cudze prawa, jeśli zostały wygenerowane przez AI – producent oprogramowania, operator systemu AI, jego użytkownik, a może nikt? Kolejną kwestią są materiały, na których trenuje AI – często chronione prawem autorskim. W praktyce odpowiedzialność może spoczywać na człowieku, który używa systemu zgodnie z zasadą – kto działa przez innego, działa sam. Inaczej jest w NGO, gdzie obowiązuje odpowiedzialność zespołowa – za korzystanie z AI odpowiada cała organizacja, a nie tylko technologia AI.
NGO mogą prowadzić działania, które pozwolą twórcom i odbiorcom w sposób świadomy korzystać z nowych technologii AI. Tym bardziej, że treści wygenerowane przez AI nie mają autora w sensie prawnym, ponieważ nie spełniają podstawowego warunku – nie zostały stworzone przez człowieka. NGO mogą w tym zakresie prowadzić działania rzecznicze i edukacyjne oraz prowadzić kampanie społeczne, które pozwolą twórcom i odbiorcom w sposób świadomy korzystać z nowych technologii AI. Świadomi obywatele są mniej podatni na manipulacje i potrafią krytycznie oceniać technologię AI.
AI zabierze jednym pracę, ale innym da znacznie lepszą
Każda rewolucja technologiczna otwiera nowe perspektywy – ale też stawia nowe wyzwania. Podobnie jak wynalezienie druku, rewolucja parowa i energia elektryczna – uwolniły ludzi od ciężkiej pracy fizycznej. Z kolei komputeryzacja i powszechny dostęp do Internetu – połączyły cały świat w jeden globalny system. Jeszcze kilkanaście lat temu wizja AI zastępującej ludzi w wykonywaniu różnych zawodów wydawała się futurystyczną fantazją. Dzisiaj staje się rzeczywistością. Wobec tego AI budzi zarówno nadzieje, jak i obawy. Ale to, czy stanie się ona szansą, czy zagrożeniem – zależy od naszego podejścia i zdolności adaptacyjnych.
AI ma znaczenie nie tylko technologiczne, ale wywołuje głębokie przemiany społeczne. W tym zakresie wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy jest nieunikniony. Prawdopodobnie w przyszłości ludzie będą konkurować w pracy nie tyle z robotami – co z innymi pracownikami, którzy będą lepiej od nich potrafili korzystać z AI. Może to doprowadzić do sytuacji, w której pracodawca będzie wolał zatrudnić tylko jednego specjalistę umiejącego obsługiwać cały zespół agentów AI. Oznacza to, że AI zabierze jednym pracę, ale stworzy nowe lepsze stanowiska pracy dla innych.
Niedługo będą dwie grupy pracowników – ci którzy pracują z AI, oraz – ci których AI zastąpi. Jednak wszystko wskazuje na to, że AI nie wyeliminuje w pełni człowieka. To raczej człowiek posługujący się AI zastąpi tego, który nie będzie używać tej technologii. AI stanie się narzędziem wspierającym ludzi – a nie ich zamiennikiem. Ważne jest, aby AI pozostało narzędziem wspierającym człowieka – a nie zastępowało go w pracy. Trzeba wierzyć, że człowiek w pracy nie zostanie „wyłączony” przez AI.
Programiści – niezbędni architekci AI
Technologia AI nie rozwija się w próżni. Najlepsze rozwiązania AI będą wtedy, gdy w jej tworzenie zostaną włączeni jej przyszli użytkownicy. AI powinna być wdrażana zgodnie z zasadą „nic o nas bez nas” – czyli z realnym udziałem osób, które mają z nich korzystać. Rzadziej jednak zwracamy uwagę na tych, którzy stoją u podstaw tej rewolucji AI – programistów. To oni przekuwają teorię w praktykę i czuwają nad tym, aby AI działała prawidłowo. W końcu ktoś musi budować modele, trenować algorytmy, tworzyć aplikacje i dbać o ich bezpieczeństwo. To właśnie zadanie programistów i inżynierów. Bez nich AI w ogóle by nie powstała.
AI może zrobić wiele – ale to człowiek nadaje temu sens. Stąd rola programistów jest fundamentalna – są architektami, którzy projektują fundamenty funkcjonowania AI. Sztuczna inteligencja rozwija się – dzięki kodom, a te – dzięki ludziom, którzy go piszą. Jakość systemów zależy od jakości pracy programistów. To oni decydują, jakie dane wykorzystać, jakie zabezpieczenia wprowadzić i jak ograniczyć ryzyko błędów. Programiści stoją też na straży, aby AI służyła ludziom – a nie odwrotnie. Jednak w niedalekiej przyszłości rola typowych programistów będzie stopniowo ograniczana.
Jedna jaskółka wiosny nie czyni – a jeden programista nie stworzy rewolucji. Coraz częściej przewiduje się, że AI może zastąpić programistów. Wobec tego będzie rosło zapotrzebowanie na ludzi będących pośrednikami między – technologią a człowiekiem. W erze AI łatwo popaść w złudzenie, że liczą się przede wszystkim umiejętności techniczne – programowanie, analiza danych, algorytmy. Oczywiście kompetencje te są ważne, ale prawdziwym kluczem do pełnego wykorzystania potencjału AI – stanie się wiedza humanistyczna. Obecnie posiadanie interdyscyplinarnej wiedzy staje się najważniejszym atutem w świecie AI.
Ludzie renesansu – niezbędni przewodnicy AI
W najbliższym czasie nie trzeba będzie być mistrzem AI, aby efektywnie korzystać z nowej technologii. Wystarczy posiadanie podstawowych umiejętności cyfrowych oraz zdolność krytycznego myślenia i refleksji – cechy charakterystyczne dla humanistów. Dawniej ludźmi renesansu nazywano osoby posiadające wszechstronną wiedzę z wielu dziedzin, obejmujących – nauki humanistyczne, sztukę, filozofię, matematykę, czy wiedzę przyrodniczą. Najbardziej znanym przedstawicielem renesansu był Leonardo da Vinci – malarz, ale też wynalazca i matematyk.
Kto pyta, nie błądzi – technologia AI umożliwia zadawanie pytań i znajdowanie natychmiastowych odpowiedzi. Trzeba nauczyć się formułować pytania. Humanista będzie wiedział nie tylko jak zadawać AI właściwe polecenia (promty), ale co również ważne – jak je prawidłowo zweryfikować. Nie oznacza to, że umiejętności techniczne będą zbędne. Nie chodzi o to, by ignorować technologię AI. Przeciwnie – znajomość mechanizmów działania AI pozwoli ją lepiej kontrolować. Ale bez umiejętności humanistycznego myślenia – wiedza techniczna pozostanie tylko instrumentem nie w pełni wykorzystywanym. Tak jak skrzypce w rękach osoby, która nie słyszy dźwięków – nie stworzą muzyki. Podobnie tak jak w renesansie sztuka i nauka wzajemnie się inspirowały, tak dziś liczy się równowaga między – technologią i humanizmem. Uczenie się bez myślenia – jest próżne, myślenie bez uczenia się – niebezpieczne. W epoce AI oba te elementy muszą iść w parze.
W XXI wieku nowymi ludźmi renesansu to ci, którzy nie obawiają się korzystać z AI oraz potrafią to robić mądrze. Łączą wiedzę techniczną z humanistyczną wrażliwością. To oni sprawiają, że AI ma szansę stać się narzędziem rozwoju, a nie zagrożeniem dla człowieka. Prawdziwy rozwój AI nadejdzie wtedy, gdy programiści i ludzie renesansu usiądą przy jednym stole. Renesansowa ciekawość świata pozwoli wydobyć z AI to, co najwartościowsze. Stąd prawdziwi przewodnicy AI to ludzie renesansu posiadający szerokie zainteresowania oraz rozległą wiedzę i doświadczenie w wielu dziedzinach. W tym sensie wszechstronnie wykształcony człowiek renesansu – otwarty na różne dyscypliny wiedzy, potrafiący łączyć wiedzę naukową, humanistyczną i techniczną – stanie się najbardziej pożądanym użytkownikiem AI.
Z pustego i Salomon nie naleje
Jedyną pewną rzeczą w życiu są podatki. Obowiązujący system podatkowo-ubezpieczeniowy został stworzony w poprzedniej epoce, w której głównym źródłem dochodu państwa była praca ludzka. Obecnie AI zastępując ludzi w pracy – nie musi płacić ZUS-u i podatków. Stąd nie uczestniczy w systemie finansowania państwa w taki sam sposób, jak ludzie. Z perspektywy budżetu państwa maszyna pracuje za darmo. Korzystają z tego przedsiębiorcy, którzy maksymalizują zysk, ale ciężar utrzymania systemu finansowania budżetu państwa spada na coraz mniejszą liczbę osób pracujących. Z tego powodu będą systematycznie zmniejszać się wpływy budżetu państwa przy jednocześnie rosnących potrzebach społecznych, szczególnie w obliczu starzejącego się społeczeństwa. Wobec tego konieczne będzie nowe spojrzenie na system podatkowy. W tym zakresie konieczne może okazać się wprowadzenie podatku cyfrowego od technologii AI. Jeżeli sztuczna inteligencja zabierze miejsce pracy, to powinna płacić podatki – tak jak dotychczas ludzie, których zastąpiła.
Kiedy wieje wiatr zmian – jedni budują mury, a inni stawiają wiatraki
Nie ma złego wiatru dla tego, kto wie, dokąd płynie. To nie wiatr, ale ustawienie żagli decyduje dokąd dopłyniemy. Nie ma wiatru pomyślnego dla tego, kto nie wie, do jakiego portu zmierza. AI może być szybkim statkiem, ale to NGO pomogą wyznaczyć kurs oparty na wartościach społecznych. Nie zatrzymamy wiatru w polu – postęp technologiczny AI nie pyta o zgodę, on się po prostu dzieje. Boimy się nowych doświadczeń nie dlatego, że są niebezpieczne, ale dlatego, że wytrącają nas z rutyny. Żyjemy w epoce, w której postęp technologiczny nie puka już do naszych drzwi – on wyważa je z hukiem. Mur symbolizuje próbę powstrzymania siły, której zatrzymać się nie da. Stawianie muru daje złudzenie bezpieczeństwa, lecz nie powstrzyma wichru historii. Defensywne podejście rzadko chroni przed zagrożeniem.
Człowiek boi się tego, czego jeszcze nie zna. I z tej niewiedzy może wyrastać mur oporu wobec technologii AI. Jedni obawiają się, że stracą pracę, inni – że zniknie prywatność, a jeszcze inni – że maszyny przejmą całkowitą kontrolę. Pozostali widzą w nowej technologii AI szansę na rozwój cywilizacyjny do tworzenia innowacji i czerpania z tego korzyści. Zamiast stawiać opór wichrowi, stawiają wiatraki dostrzegając w AI źródło energii – która może być wykorzystana dla dobra społeczeństwa. Wiatr zmian staje się dla nich sprzymierzeńcem – daje siłę napędową. Sekret zmiany polega na tym, aby całą energię skupić nie na walce ze starym – lecz na budowaniu nowego. Możemy wykorzystać AI jako szansę na rozwój, albo zignorować ją i znaleźć się – po niewłaściwej stronie. Pytanie więc nie brzmi, czy zmiany nadejdą – ale jak na nie odpowiemy? W jaki sposób zareagujemy na powiew zmian jakie niesie AI – strachem, czy odwagą? Wybór nie jest łatwy, ale nieunikniony.
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich skutków wynalezienia sztucznej inteligencji. W erze AI konsekwencje naszych działań rozprzestrzeniają się szybciej i bardziej nieprzewidywalnie niż kiedykolwiek wcześniej. AI daje ogromne możliwości, ale też wielokrotnie wzmacnia skutki naszych działań. Obecnie przysłowie – kto sieje wiatr, ten zbiera burzę – nabiera nowego znaczenia. To ostrzeżenie przed lekkomyślnym nadużywaniem sztucznej inteligencji i zarazem wezwanie do odpowiedzialności. AI nie jest neutralnym narzędziem. Może przynosić korzyści lub szkody, w zależności od tego – kto i w jaki sposób ją wykorzysta?
Bez wiatru nie poruszy się nawet liść. Każdy użytkownik AI powinien mieć świadomość, że to co sieje wiatr – może wrócić z siłą burzy. Nawet mała iskra może podpalić wielki las. Nie każdy wiatr wieje łagodnie – zdarzają się wichury. Jednak nie zawsze burza jest nieunikniona. Lepiej zapobiegać niż leczyć. Świadome i etyczne korzystanie z AI zawsze będzie chronić przed negatywnymi skutkami. Weryfikowanie źródeł, odpowiedzialne publikowanie treści – pozwolą uniknąć chaosu. To parasol ochronny, który pozwoli, aby „wiatr” stał się tylko powiewem innowacji – a nie niszczycielską burzą.
Kluczem do sukcesu nie jest budowanie murów, ale stawianie inteligentnych wiatraków – takich, które potrafią wykorzystać energię zmian, a jednocześnie są zabezpieczone przed huraganem. Kreatywność jest wiatrem napędzającym rozwój technologii AI. Dzięki temu możemy przewidzieć burzę, zanim pojawi się na naszej ulicy. W tym zakresie pesymista będzie widział trudności w każdej możliwości – optymista spostrzeże szansę w każdej trudności. Nie wszystko złoto, co się świeci – technologia błyszczy, ale to ludzie zdecydują – czy prowadzi ku wolności, czy ku pułapce.
Dostępność potrzebuje międzysektorowego wysiłku wykraczającego poza ramy prawne
Dostępność jest jak mapa drogowa, która nie ma jednej drogi i nigdy się nie kończy. Nie wystarczy wypracować Mapę Drogową Dostępności, ale jeszcze trzeba wiedzieć jak ją skutecznie wdrożyć. Zapewnienie dostępności nie uda się ustanowić tylko przepisami – dostępność sama w sobie jest prawem. Wdrażanie dostępności wymaga nie tylko standaryzacji, ale też współpracy partnerskiej. Stąd potrzebny jest międzysektorowy wysiłek wykraczający poza ramy prawne, który będzie uwzględniał doświadczenia trzech sektorów – publicznego, prywatnego i pozarządowego. Każdy z sektorów ma do odegrania inną, ale równie ważną rolę w budowaniu świata bez barier.
Obecnie stosowane rozwiązania systemowe dotyczące dostępności, koncentrują się głównie na podmiotach publicznych. Jednak zapewnienie dostępności to nie tylko zadanie dla jednego sektora. Dostępność nie jest zadaniem dla wybranych – to wspólna odpowiedzialność. Do tej pory trzy sektory oddzielnie rozwiązywały problemy związane z zapewnieniem dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Napotykane bariery są podobne, ale sposób ich rozwiązywania bywa często odmienny. Wynika to w dużej mierze z dotychczasowych doświadczeń różnych sektorów, jak i obowiązujących przepisów prawnych.
Do niedawna idea stworzenia szerokiej sieci współpracy międzysektorowej na rzecz dostępności ograniczała się głównie do Partnerstwa na Rzecz Dostępności, będącego zobowiązaniem współpracy na rzecz realizacji założeń rządowego Programu Dostępność Plus 2018-2025. Sygnatariusze ogólnopolskiego partnerstwa kierują się ideą dostępności i równego traktowania. Program Dostępność Plus zainicjował systemową zmianę, polegającą na stopniowym włączeniu dostępności do różnych obszarów i polityk publicznych. Pozwala to na odmienne spojrzenie na te same potrzeby osób z niepełnosprawnościami z perspektywy różnych sektorów. Ponadto umożliwia zwiększenie zasięgu i skali działań, jak też zastosowanie niekonwencjonalnych metod poprzez wyjście poza schematyczne działania.
Organizacje pozarządowe chcą być równorzędnym partnerem zarówno dla administracji publicznej i przedsiębiorców. Jednak jest ważne – jaka ma być pozycja NGO we wzajemnych relacjach w ramach partnerstwa z podmiotami publicznymi i gospodarczymi? Klienta uzależnionego od dominującej roli sektora publicznego i pomijanego przez sektor prywatny, czy też partnera – zapraszającego do współpracy przedstawicieli innych sektorów? Takim przykładem partnerstwa utworzonego z inicjatywy NGO jest Lubelskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności, które działa w oparciu o wypracowany dokument programowy – Deklarację Ideową, stanowiącą lubelski manifest na rzecz dostępności. Zgodnie z założeniami partnerstwo ma charakter strategiczny ukierunkowany na współpracę przy rozwiązywaniu problemów związanych z dostępnością w regionie lubelskim. W tym zakresie sieci partnerskie z udziałem NGO mogą odegrać pozytywną rolę tam, gdzie relacje sektora pozarządowego z sektorem publicznym są skomplikowane i wymagają interwencji. Stąd proces sieciowania może okazać się skutecznym narzędziem zmian, których nie będą w stanie oddzielnie przeprowadzić przedstawiciele NGO oraz administracji publicznej i podmiotów gospodarczych. Tym bardziej, że III sektor funkcjonuje odmiennie niż pozostałe dwa sektory.
Partnerstwa na rzecz dostępności tworzone z potrzeby działania ponad podziałami
Międzysektorowe partnerstwa na rzecz dostępności powinny być tworzone z przekonania, że realne zmiany zaczynają się od współpracy. Zamiast działać osobno – partnerzy mogą wspólnie uczyć się od siebie oraz wymieniać wiedzą i zasobami. Sieci współpracy partnerskiej mogą pełnić rolę akceleratorów dostępności, w tym kreować nowe innowacyjne rozwiązania. Współpraca partnerska umożliwia wymianę najlepszych praktyk oraz zapobiega powielaniu podobnych rozwiązań. Każdy sektor wnosi unikalne kompetencje, które wspólnie tworzą całościowe rozwiązania na zasadzie efektu „synergii”. Współpraca międzysektorowa jest kluczowym elementem tego procesu, pozwalając na skuteczne i trwałe zmiany. Umożliwia transfer wiedzy do różnych sektorów. Dzięki temu możliwe jest wdrażanie dostępności nie tylko punktowo, ale systemowo. Zawsze współpraca sama w sobie jest korzyścią, dlatego warto ją podejmować. W tym zakresie połączenie sił – to początek, zaś pozostanie razem – to postęp. Natomiast wspólna praca – to sukces.
Jednak tworząc partnerstwo wspierające rozwój dostępności należy być gotowym na ciągłe zmiany – nawet na późnym etapie sieciowania. Stąd zarządzanie dostępnością będzie wymagało zastosowania innowacyjnego modelu zwinnego zarządzania, zgodnie z którym na początku procesu nie można przewidzieć jego zakończenia. Tym bardziej, że całości partnerstwa nie da się sprowadzić do sumy jego pojedynczych składników. Tego typu partnerstwo, w przeciwieństwie do rywalizacji, opiera się na dążeniu do osiągnięcia korzyści dla wszystkich stron – na zasadzie Win–Win (wygrany-wygrany). Partnerstwo na rzecz dostępności to nie tylko sieciowanie – to struktura odpowiedzialności. Wspólna droga – ale różne cele sektorów. W tym zakresie strategia Win-Win bierze pod uwagę potrzeby wszystkich partnerów a następnie znajduje rozwiązania – z którym wszyscy odnoszą korzyści.
Partnerzy zamiast działać oddzielnie, mogą stać się częścią skoordynowanej sieci współpracy w celu wypracowania rozwiązań systemowych zwiększających dostępność w różnych obszarach życia. Stąd podejście partnerskie może okazać się kluczem do przyspieszenia standaryzacji w zakresie wdrażania dostępności. Bez współpracy międzysektorowej nawet najlepsza Mapa Drogowa Dostępności nie doprowadzi nas do celu. Międzysektorowe partnerstwo na rzecz dostępności tworzy zjawisko krzyżowania się i zazębiania różnych polityk publicznych. W ten sposób można zbudować świat bez barier, w którym różnorodność jest siłą – a nie przeszkodą.
Dla decydentów liczy się nie tylko siła argumentów, ale też liczebna reprezentacja (argument siły)
Jeżeli zastosujemy partnerskie podejście, to wdrażanie dostępności może okazać się – prostsze i korzystniejsze dla wszystkich. Partnerstwo to przestrzeń, w której można mówić wspólnym głosem i ten głos będzie lepiej słyszany. Jednak w praktyce im większą liczbę partnerów będzie reprezentować, tym większą będzie mieć siłę oddziaływania – a tym samym korzystniejszą pozycję w negocjacjach. Współpraca wielu partnerów pozwoli na wdrażanie dostępności w sposób bardziej – przemyślany, zorganizowany i skuteczny. To pretekst do spotkania partnerów z różnych sektorów przy jednym stole, przy którym podejmowane będą kluczowe decyzje. Mapa Drogowa Dostępności to narzędzie zmian – ale to partnerzy muszą wiedzieć jak się po niej poruszać bez kompasu.
W praktyce żadne partnerstwo na rzecz dostępności nie osiągnie optymalnego stanu rozwoju bez podejścia strategicznego. Budowanie partnerstwa strategicznego to długotrwały proces, który wymaga zaangażowania i determinacji. Istotą partnerstwa rozwojowego jest łączenie w sposób optymalny różnych potencjałów partnerów. Razem budujmy mosty dostępności i usuwajmy bariery. Bez wspólnego wysiłku rozwój dostępności będzie fragmentaryczny – a przez to mniej skuteczny. Dostępność to inwestycja w przyszłość. Szukajmy tego co nas łączy – a nie dzieli.
I Ty, możesz zostać Liderem Dostępności
Dostępność nie zrobi się sama. Muszą za nią stać konkretni ludzie, którzy dostrzegą istniejące bariery tam – gdzie inni ich nie zobaczą. Dlatego potrzebujemy nie tylko rozwiązań systemowych, przepisów prawnych nadążających za zmianami i ujednoliconych standardów – ale przede wszystkim Liderów Dostępności. Tych, którzy przełożą potrzebę budowania świata bez barier – na codzienny język zrozumiały dla wszystkich. Liderem zostaje ten, kto nie czeka, aż zmiana przyjdzie – tylko sam ją tworzy. Kiedy napotka bariery, to nie zmienia wyznaczonego kursu – ale dostosowuje swoje działania do zmieniających się okoliczności.
W praktyce Liderem Dostępności może zostać każdy, kto ma świadomość istnienia barier oraz chce działać w swojej społeczności na rzecz ich likwidacji. Jeżeli zostaną stworzone odpowiednie warunki, to pojawią się nowi liderzy zmian, którzy będą inspirować innych do działań partycypacyjnych – zgodnie z zasadą „nic o nas, bez nas”. Stąd należy dopuścić również do głosu osoby, które do tej pory często były niesłyszalne. Wspierać je – ale nie wyręczać. Tworzyć przestrzenie do współdecydowania – a nie tylko konsultowania. To nie muszą być osoby z doświadczeniem eksperckim. Co istotne, ich kompetencje będą wynikać z codziennej praktyki – z potrzeby angażowania się na rzecz dostępności. Jednak kluczowa może okazać się umiejętność zjednywania sobie ludzi wokół celu – jakim jest budowanie świata bez barier.
Jednak prawdziwym liderem przyszłości jest ten – kto widzi więcej niż inni. Patrzy dalej oraz dostrzega potrzeby – zanim inni je zobaczą. W tym zakresie NGO stanowią naturalną kuźnię Liderów Dostępności. NGO mogą nie tylko inspirować do zmian – ale też skutecznie wprowadzać je w życie. Liderzy potrzebują też czasu i przestrzeni – gdzie będą mogli uczyć się na własnych błędach. Pod tym względem liderzy NGO wywodzący się ze środowiska osób z niepełnosprawnościami, tworzą żywe laboratoria zmiany społecznej – gdzie dostępność nie jest teorią, a codzienną praktyką.
NGO, jako liderzy zmian w dostępności
Tworzenie świata bez barier to zadanie, które wymaga nie tylko wiedzy i zaangażowania, ale także silnej reprezentacji. Pod tym względem NGO działają na rzecz dostępności często na pograniczu sektorów – publicznego i prywatnego. Organizacje są nie tylko społecznymi strażnikami dostępności, ale również motorem wszelkich zmian w tym zakresie. NGO są ekspertami poprzez doświadczenie. Nie tylko wspierają zapewnianie dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami, ale też współtworzą systemowe rozwiązania. Ponadto udowadniają na każdym kroku, że wdrażanie dostępności zaczyna się tam, gdzie jest człowiek i jego codzienność. NGO nie czekają – ale działają. Stanowią społeczny łącznik między istniejącym systemem – a codzienną praktyką. NGO również uczą administrację publiczną i przedsiębiorców, jak w praktyce wspierać osoby ze szczególnymi potrzebami.
To NGO najczęściej zaczynają rozmowę o nowych standardach dostępności, zanim jeszcze pojawią się obowiązujące przepisy prawne. Standardy dostępności są potrzebne – ale to NGO nadają im sens. Stąd NGO są naturalnymi liderami realnych zmian w dostępności. Wielu liderów działających w tym obszarze wywodzi się z III sektora. To oni prowadzą – szkolenia i warsztaty, audyty dostępności, czy kampanie społeczne. Dziś potrzebujemy takich liderów bardziej niż kiedykolwiek indziej. Ich działania to coś więcej niż realizowane projekty – to proces budowania świadomości społecznej na rzecz dostępności. Nowocześni Liderzy Dostępności, gdy dostrzegą bariery to zamiast je omijać – szukają innowacyjnych rozwiązań jak je usunąć? Nie działają dla poklasku – ale dla zmian na lepsze
Jeżeli chcemy zajść daleko – to należy podążać za tymi, którzy już tam doszli
Budowanie dostępności jest procesem przypominającym budowę domu nie „na teraz” – ale „na zawsze”. Czas na naprawę dachu jest wtedy, gdy „świeci słońce”. Budowanie świata bez barier to nie sprint – ale maraton. W świecie dostępności nie chodzi o wyścig, ani też o oryginalność. To świadomy wybór, a nie szybkie rozwiązanie. W życiu ci, którzy idą na skróty zazwyczaj wracają do pozycji startowej. W budowaniu świata bez barier czasem mijamy się i powielamy pracę, ale też nie dostrzegamy – że ktoś inny już dawno znalazł rozwiązanie. Najlepszym drogowskazem są ci, którzy już przeszli drogę – gdy inni dopiero zaczynają. Stąd nie zawsze warto zaczynać wszystkiego od zera. W dostępności nie chodzi o wielkie deklaracje, ale o skuteczność.
Nie musimy zawsze na nowo odkrywać Ameryki, ani przebijać głową muru. Jeżeli chcemy zajść daleko – to najlepiej znaleźć kogoś, kto zna drogę i wie jak dojść do celu. Zazwyczaj posiada też dokładną mapę z zaznaczonym celem. Warto zapytać o drogę tych, którzy już tam doszli przed nami – zdobyli doświadczenie będące bezcennym źródłem wiedzy. To zmiana jakościowa myślenia o dostępności, która pokazuje – że nie musimy wymyślać na nowo koła. Zamiast powielać błędy – uczmy się od tych, którzy je popełnili przed nami. Byli pierwsi na szlaku – zanim do dostępności zaczęto budować „autostrady”. Wiedzą, gdzie są przejezdne „mosty” i mogą nas przez nie przeprowadzić.
Podążanie za innymi – nie oznacza potrzeby kopiowania ich drogi do celu. To raczej gotowość do słuchania, czerpania inspiracji i unikania powielania błędów. Jeżeli wsłuchamy się w doświadczenia innych – będziemy wiedzieć na co zwrócić uwagę w dostępności. To pokora, która mówi – „nie wiem wszystkiego”, ale też odwaga, by zapytać – „jak to zrobić?”. W przypadku dostępności liczą się być – „razem” i „daleko”, zamiast – „samodzielnie” i „szybko”. Nie bójmy się podążać za innymi – bo razem można więcej.
Globalne wyzwania, ale lokalne rozwiązania
Dostępność ma charakter globalny. Mówimy: myśl globalnie – działaj lokalnie. Dostępność nie zna granic. Dzięki takiemu podejściu rozwiązania w dostępności zastosowane w jednym kraju, mogą stanowić inspirację dla pozostałych. Takim przykładem może być Kanada. Nieprzypadkowo kraj ten stał się jednym z liderów w budowaniu społeczeństwa bez barier. W tym zakresie rząd Kanady uchwalił w 2019 r. Ustawę o dostępnej Kanadzie (ACA – Accessible Canada Act), która zakłada wizję osiągnięcia pełnej dostępności w Kanadzie do 2040 r. W tym celu zostaną opracowane obowiązujące jednolite standardy dostępności, które mają zostać zintegrowane z kanadyjskimi przepisami prawa w ciągu najbliższych dwóch dekad. To właśnie model współpracy międzysektorowej oraz zasada „nic o nas bez nas” stanowią fundament kanadyjskiej drogi ku pełnej dostępności. Aby to osiągnąć, opracowano rodzaj długoterminowej Mapy Drogowej Dostępności. Kanadyjski model zakłada systemowe włączenie dostępności do wszystkich polityk publicznych. Warto zauważyć, że kanadyjskie NGO często mają status ekspercki. W związku z tym są zapraszane do współtworzenia wszystkich polityk publicznych – a nie tylko do ich konsultowania. Takie podejście sprawia, że tworzone przepisy i standardy dostępności nie są oderwane od rzeczywistości, a ich wdrażanie – bardziej skuteczne.
Jeżeli nie wiemy dokąd zmierzamy, to każda droga zaprowadzi nas donikąd
Dostępność jest dzisiaj modnym słowem odmienianym przez wszystkie przypadki. Ale choć wiele podmiotów deklaruje, że działa na rzecz dostępności – to zbyt często robią to osobno według indywidualnych „map”. Dostępność to droga – a nie punkt docelowy. Każdy krok w kierunku dostępności jest jak odkrywanie kolejnego fragmentu mapy. Dostępność to nie punkt na mapie – ale droga. Droga do dostępności jest długa i może nigdy się nie zakończyć. Nie każdy potrafi samodzielnie znaleźć właściwą drogę na mapie. Mamy mapę – ale brakuje nam kompasu. Jednak zawsze możemy dopasować swoje działania do okoliczności, nawet jeśli nie mamy wpływu na to, co się dzieje wokół nas.
Budowanie świata bez barier powinno być projektem wspólnym. W innym przypadku działania będą prowadzone w sposób nieskoordynowany i punktowy – czyli mało efektywnie. Jeżeli każdy będzie szedł oddzielnie w swoją stronę – to żadna droga nie zaprowadzi do celu, jakim jest świat bez barier. To tak, jakby każdy samodzielnie próbował dojść do tego samego miejsca – ale bez mapy i bez kontaktu z innymi. Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od postawienia pierwszego kroku.
Dostępność jest jak mapa drogowa, która nie ma jednej drogi i nigdy się nie kończy
Obecnie potrzebna jest nowa wieloletnia strategia działania na rzecz rozwoju dostępności. Wdrażanie dostępności bez strategicznego podejścia – to tylko marzenia. Świat nie stoi w miejscu – a dostępność zmienia się w sposób dynamiczny. Potrzebne będzie wyznaczenie nowego strategicznego kierunku rozwoju dostępności w Polsce. Podobnie jak żeglarz wyznacza trasę rejsu, tak samo Polska powinna mieć jasno określony pomysł na wdrażanie dostępności na następną dekadę. Jest to tym bardziej istotne, że w 2025 r. przestanie obowiązywać rządowy Program Dostępność Plus 2018-2025, który zainicjował systemowe włączenie dostępności do wszystkich polityk publicznych. Program Dostępność Plus zakładał m.in. stworzenie szerokiej sieci współpracy międzysektorowej na rzecz dostępności. W związku z tym istnieje potrzeba ewaluacji dotychczasowych systemowych rozwiązań na rzecz dostępności, a następnie opracowanie nowej zintegrowanej mapy drogowej.
Wobec tego Polska potrzebuje Mapy Drogowej Dostępności na miarę Konwencji ONZ o Prawach Osób Niepełnosprawnych, która została w 2012 r. ratyfikowana przez Polskę. Konwencja stanowi ważny punkt odniesienia dla działań na rzecz dostępności. Włączenie społeczne osób z niepełnosprawnościami ma na celu przezwyciężenie barier, które mogą im uniemożliwić pełne uczestnictwo w życiu społecznym i zawodowym. Jednak Konwencja odnosi się w części dotyczącej dostępności przede wszystkim do osób z niepełnosprawnościami.
W związku z tym będziemy potrzebować wyznaczenia na najbliższą dekadę ambitnego nowego programu, służącego zapewnieniu dostępności dla szerokiej grupy osób ze szczególnymi potrzebami. Nowa strategia powinna być na miarę słynnego przemówienia prezydenta Johna F. Kennedy’ego, w którym wyznaczył ambitny cel narodowi amerykańskiemu – aby do końca dziesięciolecia umieścić człowieka na Księżycu i sprowadzić go bezpiecznie z powrotem na Ziemię. Dało to impuls dla ukierunkowania strategii rozwoju społeczno-gospodarczego USA na rzecz podboju kosmosu na kolejne dekady.
Mapa Drogowa Dostępności wyznacza kierunek – ale to NGO są motorem zmian
Mapa Drogowa Dostępności nie będzie gotową receptą na wdrażanie dostępności. Wskaże kroki milowe oraz będzie pełnić rolę kierunkowskazu, ale to my musimy wybrać kierunek – aby efektywnie przejść od stanu obecnego do stanu docelowego. Kiedy wieje wiatr – jedni budują mury, a inni stawiają wiatraki. Jednak żadna nawet dokładna mapa nie doprowadzi do celu – jeśli każdy będzie szedł oddzielnie. Kto w takim razie miałby realizować Mapę Drogową Dostępności? Administracja publiczna? Eksperci? Owszem – ale bez aktywnego włączenia NGO żadna strategia nie zadziała. Potrzebni są liderzy zmian, którzy tę drogę zechcą przejść razem. I w tym miejscu pojawiają się NGO.
Strategiczna Mapa Drogowa Dostępności będzie skutecznym manifestem zmian – gdy zostanie oparta na realnej współpracy międzysektorowej. Dostępność można porównać do łańcucha. Łańcuch dostępności jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo. Każde ogniwo łańcucha ma swoją rolę – żadnego nie można pominąć. NGO są w tym procesie niezbędnym ogniwem. To właśnie NGO są najbliżej ludzi i ich potrzeb. Działają lokalne i nie obawiają się rozmawiać na poziomie społeczności lokalnej – tam gdzie naprawdę powinna zaczynać się każda zmiana. Świat bez barier nie uda się wdrożyć tylko centralnie w Warszawie, przy biurku ministerialnym. Potrzebni są lokalni liderzy dostępności, którzy będą oddolnie wdrażać dostępność – krok po kroku.
Ale co, jeżeli zamiast jednej mapy mamy cały atlas?
Zbiór map zawierający różne drogi prowadzące do dostępności będzie tworzyć Atlas Dostępności. Będzie to stanowić vademecum wiedzy – jedno miejsce, w którym zebrano różne przepisy prawne i ujednolicone standardy dostępności. Dzięki temu możliwe będzie porównywanie różnych podejść, identyfikowanie najlepszych praktyk w celu zapewnienia dostępności dla wszystkich. Nie chodzi o to, by wszystko było idealne. Chodzi o to, żeby nikt nie został z tyłu.
Zbiór map powinien przedstawić wizję przyszłości, dać wsparcie i legitymację – że zmiana jest możliwa. Mapa Drogowa Dostępności to nie tylko dokument strategiczny – to przede wszystkim pretekst do spotkania przedstawicieli różnych sektorów przy jednym stole, przy którym podejmowane są decyzje. Praca nad Mapą Drogową Dostępności będzie początkiem rozmowy, której od dawna brakowało. To zaproszenie do współpracy. Dlatego trzeba przestać myśleć w kategoriach: „nasze – wasze”, czy „publiczne – społeczne”. Dopiero gdy usiądziemy razem przy jednym stole, nie po to, by się przekonywać, ale po to by rozmawiać – mapa naprawdę zacznie działać. Mapa to narzędzie zmian – ale to ludzie muszą wypełnić ją działaniami. Być może najlepsza wizja świata bez barier – to świat, w którym mapy dostępności nie będą już potrzebne.
Najlepsze projekty są wtedy, gdy powstają z beneficjentami – a nie tylko dla nich
Należy zapewnić osobom z niepełnosprawnościami możliwość pełnego uczestniczenia w życiu społecznym i zawodowym poprzez eliminację barier w różnych aspektach życia. Jednak dobre intencje nie zawsze się sprawdzają w praktyce. Nawet najlepiej zaprojektowane dostępne rozwiązania, jeżeli powstaną bez udziału tych których dotyczą – w praktyce mogą okazać się nieużyteczne. Jeżeli osoby z niepełnosprawnościami nie są partnerami w procesie projektowania dostępności, to ich potrzeby są jedynie interpretowane – a nie realnie uwzględniane. Projektowanie włączające powinno zakładać pełną współpracę z jej wszystkimi ostatecznymi użytkownikami – od fazy badawczej aż po proces testowania i wdrażania. Osoby z niepełnosprawnościami to nie tylko beneficjenci dostępności – ale przede wszystkim eksperci od codziennych życiowych barier.
Zasada „nic o nas bez nas” powinna być fundamentem wszystkich działań na rzecz dostępności. Inaczej dostępność pozostanie tylko hasłem bez pokrycia. W praktyce nie uda się mówić o dostępności bez wysłuchania głosu tych, których ona bezpośrednio dotyczy. Największą barierą jest niewidzialność problemu. Należy oddać głos tym, dla których dostępność – to nie teoria, ale codzienność. Udział w projektowaniu to nie konsultacje. Prawdziwa partycypacja oznacza możliwość wpływania na decyzje. Osoby z niepełnosprawnościami nie powinny być traktowane tylko jako eksperci z głosem doradczym – ale przede wszystkim współtwórcy dostępnych rozwiązań. Projektowanie dostępnej przestrzeni bez udziału jej użytkowników stwarza ryzyko, że zaproponowane rozwiązania okażą się bezużyteczne. To oni dostrzegają bariery tam – gdy inni ich nie widzą.
Kluczowym elementem partycypacji w dostępności jest włączanie osób z niepełnosprawnościami w proces podejmowania decyzji – co pozwoli lepiej zrozumieć ich potrzeby i oczekiwania. Oznacza to konieczność włączania tej grupy społecznej w proces projektowania przyjaznej i dostępnej przestrzeni publicznej. Jednak nie należy projektować dostępności tylko dla nich – ale z nimi dla wszystkich. Dostarczane ułatwienia nie mogą stygmatyzować niepełnosprawności. Należy zmienić język z „dla” – na „z” i „dla wszystkich”. Nie projektujmy dostępności dla kogoś – budujmy ją razem z tymi, którzy na co dzień doświadczają barier. Mała rzecz, ale w praktyce wielka różnica. Takie podejście pozwoli uniknąć stygmatyzacji oraz zbudować świat bez barier dla wszystkich osób ze szczególnymi potrzebami. Będzie to miało wpływ na podniesienie świadomości społecznej na temat dostępności oraz zmieni język debaty publicznej z mówienia „o” osobach z niepełnosprawnościami, na mówienie „o nich” oraz razem „z nimi”.
Dostępność nie jest przywilejem – ale wartością
W praktyce trudno będzie osiągnąć ambitny cel zakładający zapewnienie 100% dostępności. Z pomocą przychodzi tutaj projektowanie uniwersalne – czyli dla każdego. Umiejętności praktyczne zastosowania tego typu projektowania wymagają poznania i zrozumienia potrzeb przyszłych użytkowników – produktów i usług. Co ważniejsze projektowanie uniwersalne nie jest ani droższe, ani trudniejsze – ale po prostu skuteczniejsze i bardziej przyszłościowe. Uwzględnia fakt, że nawet pełna zgodność z przepisami prawa i normami technicznymi nie zawsze oznacza pełną użyteczność rozwiązań dla osób ze szczególnymi potrzebami.
Nie uda się wyłącznie przepisami prawnymi stworzyć jednego katalogu rozwiązań, które należy uwzględnić w tego typu projektowaniu. Projektowanie uniwersalne oznacza dostępność i uczestnictwo dla wszystkich użytkowników. W praktyce takie rozwiązanie jest dla nas samych, a nie dla nieokreślonej grupy użytkowników. Zakłada tworzenie przestrzeni, w której widoczna będzie różnorodność całego społeczeństwa. Pluralizm jest bowiem atutem dostępności.
Czy hasło „NGO bez barier” – to tylko moda?
Czy idea „NGO bez barier” stała się już standardem? Niekoniecznie. To raczej kierunek, w którym zmierzamy. Coraz częściej mówi się o dostępności – ale słowa to za mało. Między hasłem a rzeczywistością rozciąga się duże pole do działania. „NGO bez barier” – to hasło, które świetnie wygląda na banerach. Budzi nadzieję, przyciąga uwagę i pokazuje, że organizacje pozarządowe chcą być otwarte, włączające i odpowiedzialne społecznie. Ale czy za tym modnym sloganem idzie rzeczywista zmiana? Czy III sektor jest dziś rzeczywiście wolny od barier – tych architektonicznych, cyfrowych, informacyjno-komunikacyjnych, jak też tych mentalnych? Czy „dostępność” to już standard, czy wciąż tylko dobrze brzmiące słowo-klucz?
Obecnie, gdy dostępność stała się obowiązkowym elementem realizowanych projektów, warto zadać pytanie – co poszło nie tak? Nie wystarczy mówić o dostępności – trzeba ją jeszcze skutecznie wdrażać. Najlepiej razem z tymi, których dotyczy. Od lat mówi się, że dostępność to kwestia priorytetowa. Że to nie przywilej – ale wartość. Że osoby z niepełnosprawnościami mają takie same potrzeby jak reszta społeczeństwa – tylko często trudniej jest je zaspokoić, bo świat zbudowany jest dla większości.
Teoretycznie wszyscy się zgadzają. Ale w praktyce? Dostępność często jest traktowana jako zadanie, które „nie należy do nas” – bo na co dzień nie zajmujemy się osobami z niepełnosprawnościami.
Jednak w ostatnich latach rzeczywiście zaszły odczuwalne pozytywne zmiany. Coraz więcej urzędów zaczyna traktować dostępność jako integralny element swojej działalności. Ale droga do świata bez barier jest jeszcze daleka. Nadal brakuje wiedzy, funduszy, czy woli politycznej. Deklaracja dostępności nie zawsze idzie w parze z realnym stanem rzeczy. Nadal mamy często do czynienia z dostępnością pozorną tylko na papierze. Przykładowo administracja publiczna usprawiedliwia się, że nie zawsze ma na ten cel wystarczające środki w budżecie – bo są pilniejsze wydatki. Z kolei NGO tłumaczą się, że nie mają zdolności decyzyjnej. Natomiast przedsiębiorcy pytają – a co my z tego będziemy mieli? I tak zamiast współpracy mamy pas transmisyjny, na którym nikt nie chce być na początku. Natomiast wszyscy chcą być na końcu – najlepiej z już gotowym rozwiązaniem związanym z zapewnieniem dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami.
Nadal duża część NGO traktuje dostępność jako obowiązek, a nie wartość
III sektor powinien ponad podziałami przemawiać jednym obywatelskim głosem w ważnych sprawach publicznych. Praktycznie wszystkie działania podejmowane przez NGO są związane z różnymi obszarami życia społecznego – czyli dotyczą polityk publicznych. Wobec tego NGO powinny również wziąć współodpowiedzialność za proces zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Tym bardziej, że idea dostępności jest uniwersalna i dotyczy wszystkich polityk publicznych. Organizacje społeczne powinny być powszechnie utożsamiane z przestrzeganiem dostępności zgodnie z zasadą „Prospołeczni=Dostępni”. W szczególności powinno to dotyczyć organizacji posiadających status organizacji pożytku publicznego (OPP).
Hasło „NGO bez barier” brzmi dobrze – ale czy za tą deklaracją idą realne działania? Choć organizacje pozarządowe często działają na rzecz włączenia społecznego, to same nie zawsze są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami:
Po pierwsze – dostępność traktowana jest jako formalność na zasadzie deklaracji. NGO wpadają w pułapkę „odhaczania” dostępności – dodając zręcznie sformułowane zdania do opisu projektu, czy w „Deklaracji dostępności” zamieszczanej na stronie internetowej swojej organizacji. I zazwyczaj to tyle. To nie jest dostępność – to tylko deklaratywna i pozorowana dostępność. A przecież NGO powinny świecić przykładem – a nie kopiować złe praktyki. Często zmiany dotyczą tylko działań prowadzonych „na zewnątrz”, ale już nie samych organizacji.
Po drugie – zbyt rzadko NGO zapraszają osoby z niepełnosprawnościami do „stołu rozmów”, gdzie podejmowane są kluczowe decyzje dotyczące dostępności. Wiele projektów realizowanych przez NGO, mających wspierać osoby z niepełnosprawnościami – jako beneficjentów, wciąż powstaje bez ich udziału. A przecież „nic o nas bez nas” – to nie tylko hasło. Jeśli NGO chcą być gotowe na zmiany związane z wdrażaniem dostępności – to muszą nauczyć się słuchać tych, których ten temat dotyczy bezpośrednio.
Po trzecie – dostępność to nie tylko bariery architektoniczne. Zbyt często NGO skupiają się przede wszystkim na najbardziej widocznych barierach fizycznych w przestrzeni publicznej (np. podjazdy, windy, czy schody). Natomiast pomijane są inne istotne bariery – cyfrowe, informacyjno-komunikacyjne, czy też mentalne. Dostępne wydarzenie zaczyna się na długo przed „wejściem na salę”. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której odmawia się uczestnictwa w otwartym wydarzeniu (np. szkoleniu, konferencji) osobom ze szczególnymi potrzebami – ze względu na istniejące bariery. Podobnie założenie „z góry”, że na wydarzenie nie zgłoszą się osoby z niepełnosprawnościami – należy traktować jako przejaw dyskryminacji. W związku z tym NGO muszą być gotowe na zmianę sposoby organizacji wydarzeń zgodnie z łańcuchem dostępności, który przedstawia ciąg następujących po sobie etapów działań. Zaczyna się od informacji i podjęcia decyzji przez beneficjenta o udziale w wydarzeniu, bezpiecznym dojeździe na miejsce, samodzielnym udziale w wydarzeniu, zaś kończy na bezproblemowym powrocie do domu.
Po czwarte – brak odwagi ze strony NGO – aby przyznać się, że po prostu „nie wiedzą”. Przekazanie informacji o braku możliwości zapewnienia dostępności – też jest dostępnością. W świecie, gdzie granty gonią granty, a presja efektów dominuje nad refleksją, trudno przyznać się – że coś robimy nie tak. Ale dostępność to nie jest biurokratyczny wymóg – to odpowiedzialność. Zazwyczaj osoby ze szczególnymi potrzebami podejmują decyzję o udziale w wydarzeniu w oparciu o dostępne informacje. Jeżeli zaproszenie będzie opracowane w sposób niedostępny, to osoby z niepełnosprawnościami mogą do niej nie dotrzeć. Informacja o ograniczonej dostępności wydarzenia nie powinna dyskwalifikować NGO o ubieganie się o realizację zadania publicznego. W tej sytuacji istotne będą dodatkowe informacje – czy zaplanowano wydarzenie zamknięte wymagające wcześniejszego zgłoszenia (rejestracji), czy też wydarzenie ma być otwarte dla wszystkich (bez potrzeby wcześniejszego zgłoszenia)? Warto również zbadać – czy w wyjątkowych sytuacjach zachodzą uzasadnione podstawy do skorzystania z dostępu alternatywnego (np. wymagającego wsparcia osoby trzeciej lub wsparcia technicznego)?
Otwieramy oczy na dostępność
Dostępność dotyczy nas wszystkich – to nie temat dla wybranych. To nie teoria a codzienność i test naszej dojrzałości, jako społeczeństwa. Dostępność nie wyklucza – dostępność włącza. To umiejętność reagowania na zmieniające się potrzeby. Dostępność oznacza zapewnienie tych samych możliwości wszystkim ludziom, bez względu na ich ograniczenia wewnętrze, zewnętrzne i zmieniające się okoliczności. Dostępność ma wiele twarzy – stawia na różnorodność. Zaczyna się od drugiego człowieka – każdy z nas jest inny, wszyscy jesteśmy równi. Dostępność wpływa na jakość życia ludzi, umożliwiając im aktywne uczestnictwo w życiu społecznym i zawodowym. Podniesienie jakości życia wymaga całościowego i systemowego podejścia, które uwzględnia różnorodne aspekty życia. Tylko w ten sposób możemy zbudować społeczeństwo, w którym nikt nie pozostanie z tyłu.
I rzeczywiście – musi pojawić się świadomość, że ktoś tego potrzebuje. Ale czy to wystarczy? Nie. Bo od myślenia do działania jest długa droga i kręta, czasem kosztowna z kilkoma punktami przystankowymi. Ale zawsze wymagająca konsekwencji w działaniu. To droga do celu – jakim jest świat bez barier. Mamy do niego nieustannie dążyć. Na pewno się tam dostaniemy, jeśli tylko będziemy szli dość długo. I choć brzmi to jako coś oczywistego, to rzeczywistość często bywa daleka od tej wizji. Dlatego każda interwencja na rzecz dostępności – to cegiełka w budowaniu społeczeństwa włączającego.
Dostępność to podróż, która nie ma początku i końca
Świat się zmienia, ale ludzie pozostają tacy sami. Kształtowanie dostępnej przyszłości to inspirujący cel. Dostępność to nieustająca podróż – a nie cel sam w sobie. Jest to podróż, która nie ma początku i końca. Do dostępności prowadzi wiele dróg. Jednak nie ma jednej wydeptanej ścieżki prowadzącej na skróty do celu. Dostępność to – dwukierunkowa ulica. Ważne jest, abyśmy wszyscy byli świadomi tej podróży. Nie zawsze cel uświęca środki. Cel nie jest najważniejszy. Możemy go zmienić w każdej chwili. Najważniejsza jest droga, która prowadzi do celu. Uznając dostępność za podróż, a nie cel – zyskujemy elastyczność i gotowość do ciągłego uczenia się oraz dostosowywania się do zmieniającego się świata. Nie rezygnujmy z tej podróży. To co nauczymy się po drodze w dochodzeniu do celu – to pozostanie w nas. Cel to tylko chwila. Nauka pozostaje na całe życie.
Dostępność jest jak stan umysłu. Rozpoczyna się od wzrostu świadomości i zrozumienia potrzeb osób z niepełnosprawnościami, zaś kończy na konsekwentnym wprowadzaniu zmian – krok po kroku. Bez względu na długość drogi – każdy krok ma znaczenie. Zmiana zaczyna się od świadomości, ale na niej nie może się kończyć. Świadomość to punkt wyjścia. To wtedy przestajemy myśleć o dostępności jako o czymś „dla innych” i zaczynamy rozumieć, że dotyczy nas wszystkich. Bo każdy z nas może w pewnym momencie życia znaleźć się w sytuacji ograniczonej sprawności – tymczasowej lub trwałej.
Zmiana jest możliwa wtedy, gdy łączy się ludzi, a nie tylko procedury. Dostępność dla coraz większej grupy osób z niepełnosprawnościami jest warunkiem samodzielnego życia. Codzienną walką, która zaczyna się od wyjścia z domu – a kończy na próbach uczestniczenia w życiu społecznym i zawodowym. W tym zakresie osoby z niepełnosprawnościami chcą być traktowane podmiotowo oraz mieć świadomość, że ktoś się nimi interesuje i próbuje uwzględnić ich potrzeby. W świecie pełnym podziałów dostępność może stać się obszarem prawdziwego współdziałania. Ale tylko wtedy, gdy przestaniemy traktować ją jako zadanie „do odhaczenia” – a zaczniemy jako wspólne zobowiązanie.
Dlatego potrzebna jest zmiana sposobu myślenia NGO o dostępności. Sektor pozarządowy powinien widzieć w dostępności nie tylko zestaw obowiązków. W tym zakresie NGO powinny być powszechnie utożsamiane z przestrzeganiem zasad dostępności, nie tylko z powodu przepisów prawnych – ale dlatego, że organizacje prospołeczne powinny same o dostępność zabiegać.
Dostępność to modne hasło – czy realna zmiana?
W ostatnich latach rzeczywiście możemy mówić o pewnym przełomie. Nie da się ukryć – dostępność stała się modna. Zmiana już się dzieje. Filozofia dostępności to myślenie uniwersalne, ale praktyka zaczyna się lokalnie. I to od nas zależy, czy zostanie tylko modnym hasłem. Ale czy moda to coś złego? Niekoniecznie. Jeśli na tym się zatrzymamy – tak. Ale jeśli potraktujemy modę jako punkt wyjścia do głębokiej transformacji – może stać się impulsem do zmiany. Początkiem głębszej refleksji i zaproszeniem do działania. Ważne aby za tą modą szła rzeczywista zmiana. Problem pojawia się wtedy, gdy kończy się tylko na deklaracjach.
Dostępność nie jest dana raz na zawsze. Realna zmiana wymaga czegoś więcej niż modnego hasła. To również gotowość do autorefleksji. NGO uczą się na błędach. Często mają odwagę, aby powiedzieć „nie wiemy, uczymy się” – i szukać wsparcia u ekspertów. Nie boją się przyznać, że jeszcze wszystkiego nie wiedzą – bo prawdziwa dostępność to ciągły proces, a nie jednorazowa akcja. Jednak nie każda organizacja ma wystarczające zasoby i kompetencje, aby wdrażać samodzielnie zasady dostępności. Wiele z nich potrzebuje wsparcia – nie tylko finansowego, ale też merytorycznego i organizacyjnego.
Dostępność to nie tylko kwestia fizycznych barier. Zapewnienie dostępności to również usuwanie barier mentalnych i panujących stereotypów. To, co robimy, ma na celu nie tylko usunięcie przeszkód, ale także zmianę postaw. To nie tylko codzienna walka o konkretne zmiany, ale także o świadomość społeczną i zrozumienie, że dostępność jest wartością – a nie przywilejem. To przede wszystkim chęć zrozumienia i otwartość na drugiego człowieka. To zobowiązanie do budowania świata, w którym dostępność staje się normą – a nie wyjątkiem. Nie prośmy o dostępność – twórzmy ją razem.
Otwieramy oczy na dostępność
Dostępność dotyczy nas wszystkich – to nie temat dla wybranych. To nie teoria a codzienność i test naszej dojrzałości, jako społeczeństwa. Dostępność nie wyklucza – dostępność włącza. To umiejętność reagowania na zmieniające się potrzeby. Dostępność oznacza zapewnienie tych samych możliwości wszystkim ludziom, bez względu na ich ograniczenia wewnętrze, zewnętrzne i zmieniające się okoliczności. Dostępność ma wiele twarzy – stawia na różnorodność. Zaczyna się od drugiego człowieka – każdy z nas jest inny, wszyscy jesteśmy równi. Dostępność wpływa na jakość życia ludzi, umożliwiając im aktywne uczestnictwo w życiu społecznym i zawodowym. Podniesienie jakości życia wymaga całościowego i systemowego podejścia, które uwzględnia różnorodne aspekty życia. Tylko w ten sposób możemy zbudować społeczeństwo, w którym nikt nie pozostanie z tyłu.
I rzeczywiście – musi pojawić się świadomość, że ktoś tego potrzebuje. Ale czy to wystarczy? Nie. Bo od myślenia do działania jest długa droga i kręta, czasem kosztowna z kilkoma punktami przystankowymi. Ale zawsze wymagająca konsekwencji w działaniu. To droga do celu – jakim jest świat bez barier. Mamy do niego nieustannie dążyć. Na pewno się tam dostaniemy, jeśli tylko będziemy szli dość długo. I choć brzmi to jako coś oczywistego, to rzeczywistość często bywa daleka od tej wizji. Dlatego każda interwencja na rzecz dostępności – to cegiełka w budowaniu społeczeństwa włączającego.
Dostępność to podróż, która nie ma początku i końca
Świat się zmienia, ale ludzie pozostają tacy sami. Kształtowanie dostępnej przyszłości to inspirujący cel. Dostępność to nieustająca podróż – a nie cel sam w sobie. Jest to podróż, która nie ma początku i końca. Do dostępności prowadzi wiele dróg. Jednak nie ma jednej wydeptanej ścieżki prowadzącej na skróty do celu. Dostępność to – dwukierunkowa ulica. Ważne jest, abyśmy wszyscy byli świadomi tej podróży. Nie zawsze cel uświęca środki. Cel nie jest najważniejszy. Możemy go zmienić w każdej chwili. Najważniejsza jest droga, która prowadzi do celu. Uznając dostępność za podróż, a nie cel – zyskujemy elastyczność i gotowość do ciągłego uczenia się oraz dostosowywania się do zmieniającego się świata. Nie rezygnujmy z tej podróży. To co nauczymy się po drodze w dochodzeniu do celu – to pozostanie w nas. Cel to tylko chwila. Nauka pozostaje na całe życie.
Dostępność jest jak stan umysłu. Rozpoczyna się od wzrostu świadomości i zrozumienia potrzeb osób z niepełnosprawnościami, zaś kończy na konsekwentnym wprowadzaniu zmian – krok po kroku. Bez względu na długość drogi – każdy krok ma znaczenie. Zmiana zaczyna się od świadomości, ale na niej nie może się kończyć. Świadomość to punkt wyjścia. To wtedy przestajemy myśleć o dostępności jako o czymś „dla innych” i zaczynamy rozumieć, że dotyczy nas wszystkich. Bo każdy z nas może w pewnym momencie życia znaleźć się w sytuacji ograniczonej sprawności – tymczasowej lub trwałej.
Zmiana jest możliwa wtedy, gdy łączy się ludzi, a nie tylko procedury. Dostępność dla coraz większej grupy osób z niepełnosprawnościami jest warunkiem samodzielnego życia. Codzienną walką, która zaczyna się od wyjścia z domu – a kończy na próbach uczestniczenia w życiu społecznym i zawodowym. W tym zakresie osoby z niepełnosprawnościami chcą być traktowane podmiotowo oraz mieć świadomość, że ktoś się nimi interesuje i próbuje uwzględnić ich potrzeby. W świecie pełnym podziałów dostępność może stać się obszarem prawdziwego współdziałania. Ale tylko wtedy, gdy przestaniemy traktować ją jako zadanie „do odhaczenia” – a zaczniemy jako wspólne zobowiązanie.
Dlatego potrzebna jest zmiana sposobu myślenia NGO o dostępności. Sektor pozarządowy powinien widzieć w dostępności nie tylko zestaw obowiązków. W tym zakresie NGO powinny być powszechnie utożsamiane z przestrzeganiem zasad dostępności, nie tylko z powodu przepisów prawnych – ale dlatego, że organizacje prospołeczne powinny same o dostępność zabiegać.
Dostępność to modne hasło – czy realna zmiana?
W ostatnich latach rzeczywiście możemy mówić o pewnym przełomie. Nie da się ukryć – dostępność stała się modna. Zmiana już się dzieje. Filozofia dostępności to myślenie uniwersalne, ale praktyka zaczyna się lokalnie. I to od nas zależy, czy zostanie tylko modnym hasłem. Ale czy moda to coś złego? Niekoniecznie. Jeśli na tym się zatrzymamy – tak. Ale jeśli potraktujemy modę jako punkt wyjścia do głębokiej transformacji – może stać się impulsem do zmiany. Początkiem głębszej refleksji i zaproszeniem do działania. Ważne aby za tą modą szła rzeczywista zmiana. Problem pojawia się wtedy, gdy kończy się tylko na deklaracjach.
Dostępność nie jest dana raz na zawsze. Realna zmiana wymaga czegoś więcej niż modnego hasła. To również gotowość do autorefleksji. NGO uczą się na błędach. Często mają odwagę, aby powiedzieć „nie wiemy, uczymy się” – i szukać wsparcia u ekspertów. Nie boją się przyznać, że jeszcze wszystkiego nie wiedzą – bo prawdziwa dostępność to ciągły proces, a nie jednorazowa akcja. Jednak nie każda organizacja ma wystarczające zasoby i kompetencje, aby wdrażać samodzielnie zasady dostępności. Wiele z nich potrzebuje wsparcia – nie tylko finansowego, ale też merytorycznego i organizacyjnego.
Dostępność to nie tylko kwestia fizycznych barier. Zapewnienie dostępności to również usuwanie barier mentalnych i panujących stereotypów. To, co robimy, ma na celu nie tylko usunięcie przeszkód, ale także zmianę postaw. To nie tylko codzienna walka o konkretne zmiany, ale także o świadomość społeczną i zrozumienie, że dostępność jest wartością – a nie przywilejem. To przede wszystkim chęć zrozumienia i otwartość na drugiego człowieka. To zobowiązanie do budowania świata, w którym dostępność staje się normą – a nie wyjątkiem. Nie prośmy o dostępność – twórzmy ją razem.
Dialog to przestrzeń, w której się spotykamy
Mówienie to nierobienie – monolog to nie dialog. Dialog to fundament prawdziwych zmian. To wysłuchanie drugiej strony – nawet jeżeli się nie zgadzamy. Dialog koncentruje się na otwartej wymianie informacji i poglądów między różnymi stronami – w celu osiągnięcia porozumienia i wspólnego rozwiązywania problemów. Tylko w dialogu możemy budować społeczeństwo włączające – w którym każdy ma równe szanse i prawa. Dialog to sygnał, że nasze głosy zostaną usłyszane. Ale sam dialog, jeśli nie idzie za nim wola zmiany i konkrety – staje się tylko sposobem „uspokajania” nastrojów. Dlatego coraz więcej środowisk działających na rzecz dostępności mówi wprost – chcemy nie tylko rozmawiać, ale także mieć wpływ.
W ostatnich latach temat dostępności coraz częściej jest obecny w debacie publicznej. Nieprzypadkowo NGO zadają sobie pytanie – czy mogą mieć znaczący wpływ na zmiany systemowe dotyczące dostępności? Czy powinny w tej sprawie prowadzić – dialog, lobbing, a może rzecznictwo interesów? W idealnym scenariuszu NGO uczestniczą w tworzeniu polityk publicznych jako partnerzy. NGO są blisko ludzi – znają lokalne potrzeby, są elastyczne i potrafią działać szybko. Organizacje pozarządowe wnoszą wiedzę ekspercką i doświadczenie w pracy z różnymi grupami społecznymi. Potrafią też trafnie identyfikować potrzeby i skutecznie mobilizować ludzi do działania.
To NGO często jako pierwsi widzą, gdzie pojawiają się bariery i jak je rozwiązać. Bez nich wdrażanie dostępności w większości przypadków będzie oderwane od rzeczywistości. Tam, gdzie instytucje publiczne potrzebują miesięcy na wdrożenie procedur – NGO potrafi zareagować natychmiast. Co więcej, to często NGO tworzą przestrzeń do dialogu między obywatelami a administracją publiczną. Potrafią łączyć różne środowiska wokół wspólnego celu – budowania świata bez barier.
Lobbing NGO nie musi się źle kojarzyć
W Polsce „lobbing” często kojarzy się negatywnie – jako zakulisowe wpływy różnych grup nacisku. Tymczasem w innych krajach to narzędzie obywatelskie, które pozwala różnym grupom społecznym wpływać na politykę publiczną. Lobbing to nic innego jak przekonywanie, prezentowanie argumentów, czy edukowanie. Dlaczego więc osoby z niepełnosprawnościami i ich organizacje miałyby z tego narzędzia nie skorzystać?
Pod tym względem NGO mogą odegrać kluczową rolę w podnoszeniu świadomości społecznej na temat dostępności. Podejście prospołeczne i dążenie do dostępności idą ze sobą w parze. W przypadku dostępności lobbing przyjmuje zupełnie inną formę – edukacyjną i wpływanie na realne zmiany systemowe, które będą miały wpływ na codzienne życie osób z niepełnosprawnościami. To może obejmować lobbowanie za zmianami w przepisach prawnych, zaangażowanie się w projekty i kampanie społeczne, czy też inne działania na rzecz osób ze szczególnymi potrzebami.
W praktyce wiele NGO ma większą skłonność do lobbingu niż dialogu. Najczęściej lobbing skupia się na bezpośrednim wpływaniu na decydentów i przekonywaniu ich do przyjęcia określonych decyzji. Stąd nieprzypadkowo w polskich realiach słowo „lobbing” brzmi podejrzanie. Tymczasem lobbing w wykonaniu NGO dotyczy działań wpływających na polityki publiczne – na rzecz dobra wspólnego. W tym zakresie najczęściej sprowadza się do – pisania petycji, tworzenia szerokich koalicji, czy zajmowania wspólnych stanowisk w ważnych sprawach dotyczących polityk publicznych.
Rzecznictwo interesów – tak, ale czyje?
Rzecznictwo interesów to nie ideologia – to długodystansowy bieg z przeszkodami. To złożona i długoterminowa strategia. Rzecznictwo to nie tylko walka o prawa, ale również walka o zrozumienie. To nie pojedynek z systemem – a raczej budowanie systemu, który będzie działać lepiej. To praktyka codziennej troski o tych, których głos często jest pomijany. W ostatnich latach obserwujemy wzrost liczby inicjatyw rzeczniczych w obszarze dostępności. Ale czyje interesy są reprezentowane? Czy w tych działaniach głos mają osoby z niepełnosprawnościami – czy tylko mówi się w ich imieniu? Prawdziwe rzecznictwo to takie, które oddaje głos osobom najbardziej zainteresowanym.
Dostępność to prawo – a nie przywilej. A prawa nie bronią się same. Potrzebują głosu tych, którzy nie boją się go użyć. Przepisy mogą się zmieniać – technologie mogą się rozwijać. Ale to człowiek widzi, kiedy coś nie działa – i potrafi zareagować. W tym sensie rola NGO jako społecznych strażników dostępności jest nie do przecenienia. To działanie „na pierwszej linii” sprawia, że NGO pełnią rolę nie tyle kontrolerów – co strażników zmian. Organizacje strażnicze typu watchdog, powinny zacząć również specjalizować się w zakresie monitorowania przestrzeni publicznych pod kątem występowania barier ograniczających dostępność. Tym bardziej, że organizacje tego typu stanowią wprawdzie niewielkie środowisko, ale bardzo kompetentne i otwarte na nowe doświadczenia. Ważne jest, aby NGO bazowały na badaniach opartych na faktach, usystematyzowanych i prowadzonych według określonego schematu zgodnie z podejściem evidence based policy (polityce opartej na dowodach). Dlatego wspierajmy NGO, słuchajmy ich – i idźmy za nimi. Bo świat bez barier zaczyna się od ludzi, którzy nie boją się zmian.
Społeczny monitoring wdrażania dostępności
Bez społecznej kontroli proces wdrażania dostępności będzie zachodzić mniej efektywnie. Nawet najlepiej zaprojektowane rozwiązania mogą stać się niedostępne w miarę upływu czasu, jeśli nie są regularnie monitorowane i aktualizowane. NGO są animatorami zmian we wdrażaniu dostępności, a także aktywizują osoby z niepełnosprawnościami do działania na rzecz własnych środowisk. NGO są niezależne i mogą mówić głośno tam, gdzie inni milczą. W świecie, gdzie prawo i procedury mogą rozminąć się z codziennością, potrzebne są organizacje, które nie tylko pilnują litery prawa – ale stoją na straży jej ducha. NGO często wnoszą głos krytyczny tam, gdzie zaniedbania lub pozorność działań mogłyby prowadzić do wykluczenia niektórych grup społecznych. Działają nie z obowiązku, lecz z troski o realne potrzeby ludzi. W przeciwieństwie do formalnych instytucji kontroli i nadzoru, NGO patrzą na dostępność z perspektywy życia codziennego. Działając blisko ludzi, wiedzą – co naprawdę działa, a co jest tylko fasadą.
Dostępność jest procesem długotrwałym, który wymaga stałego monitorowania. W tym zakresie NGO powinny nie tylko same stosować dostępność, ale także mobilizować administrację publiczną i podmioty gospodarcze do zwiększania efektywności wdrażania dostępności. NGO są często tymi pierwszymi, którzy zauważają bariery i nie odpuszczają – dopóki nie zostaną usunięte. To nie jest kontrola z zewnątrz – to kontrola z troski. I dlatego bywa bardziej skuteczna. NGO potrafią nazwać to, co niewygodne. Takie podejście może pomóc w identyfikacji obszarów wymagających naprawy oraz zapewnia skuteczniejsze egzekwowanie przepisów. Dzięki temu inni uczą się nie „robić” dostępność, ale „żyć” dostępnie – czyli tak, aby nikt nie był pominięty. Mapowanie potrzeb w zakresie dostępności jest istotnym narzędziem przy projektowaniu polityk publicznych. Pozwala lepiej zrozumieć specyficzne potrzeby różnych grup społecznych i podejmować działania mające na celu eliminację istniejących barier.
W zakresie wpływania na zmiany dotyczące dostępności nie ma jednej skutecznej metody. Czasem trzeba rozmawiać, czasem przekonywać lub wywierać presję. Ale jedno jest pewne – bez NGO nikt nie przypomni, że za dostępnością stoją prawdziwi ludzie ze swoimi codziennymi problemami. Bo jeśli nie NGO – to kto będzie rzecznikiem dostępności? A jeżeli nie teraz – to kiedy?
Jeśli chcesz iść szybko – idź sam. Jeśli chcesz zajść daleko – idź razem
Choć wiele można osiągnąć w pojedynkę, to prawdziwe i trwałe zmiany sięgające głęboko – rodzą się wspólnie. Dostępność zaczyna się od drugiego człowieka. Ale kończy się w działaniu tam – gdzie zaczynają się „drzwi bez progu”. Kiedy jedne „drzwi” się zamykają, inne się otwierają. Jednak zazwyczaj patrzymy na pierwsze „drzwi” zbyt długo. Możemy wtedy nie zauważyć tych drugich – które się dla nas otworzyły. Czekając na lepszy moment, czy dogodniejszą okazję sprawimy, że pozostaniemy w bezruchu – a tym samym nie będziemy w stanie zrobić żadnego kroku. W ten sposób stracimy szansę przejścia na wyższy poziom na drodze do dostępności.
W świecie bez barier nie chodzi o szybki sprint w kierunku spełnienia od razu wszystkich standardów dostępności. Raczej chodzi o marsz, który włącza wszystkich – krok w krok, ramię w ramię. A to wymaga zaufania, czasu i współpracy. W wielu przypadkach dostępność jest wdrażana „na już”. Trzeba spełnić wymagania, dostosować stronę internetową, czy zorganizować dostępne wydarzenie. Wszystko najlepiej „na wczoraj”. Efekt? Zazwyczaj szybko znaczy powierzchownie. W wielu przypadkach działania będą wtedy pozorowane i oderwane od rzeczywistych potrzeb osób ze szczególnymi potrzebami.
Dlatego potrzebujemy wspólnej narracji, spójnych przepisów i standardów oraz przestrzeni – w której będzie się można spotkać i współpracować. Razem znaczy więcej. To dzięki tej synergii możliwe są działania systemowe, a nie tylko punktowe interwencje. I chociaż często należy działać szybko, odpowiadając na pilne potrzeby – to prawdziwa siła tkwi we współpracy partnerskiej. W pojedynkę można coś zmienić – tu i teraz. Ale z innymi – mogę zmienić cały system. Daleko znaczy razem. Może i wolniej – ale na dłużej.
Nie chodzi tylko o tempo – ale o kierunek zmian
Nie uda się zbudować dostępności, gdy każdy odpowiada tylko za swoją część. Zupełnie inaczej wygląda dostępność budowana we współpracy z – osobami z niepełnosprawnościami, NGO, ekspertami, czy lokalną społecznością. Taki proces trwa dłużej. Ale jego efekty są realne i trwałe. Bo tylko razem możemy zaplanować rozwiązania, które będą działać dla wszystkich – niezależnie od wieku, stopnia niepełnosprawności, czy sytuacji życiowej. NGO potwierdzają, że trwałe i systemowe zmiany możliwe są tylko wtedy, gdy działamy wspólnie. NGO nie zrobią wszystkiego same – ale bez nich nie uda się wdrożyć dostępności skutecznie.
Można iść szybciej w pojedynkę – ale czy na pewno tam, gdzie trzeba? Czy w kolejnych latach doraźne rozwiązania związane z dostępnością będą jeszcze działać? A może warto zwolnić tempo, aby zobaczyć więcej – i dojść dalej? Bo prawdziwa dostępność to nie lista zadań do „odhaczenia”. To wolniejsza droga – ale pewniejsza. Zawsze wydaje się, że coś jest niemożliwe do zrealizowania – dopóki nie zostanie to zrobione. Jeżeli na horyzoncie pojawi się jakiś problem, to staramy się sięgać do doświadczeń z przeszłości – w jaki sposób to rozwiązać? Jest to dobra strategia, ale pod warunkiem, że będziemy próbować korzystać z innowacyjnych rozwiązań – gdy dana metoda nie sprawdzi się w praktyce. W życiu nie chodzi o czekanie, aż burza minie. Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.
Dostępność trzeba wdrażać – krok po kroku
Nie ma jednej uniwersalnej ścieżki prowadzącej do pełnej dostępności. Wyobraźmy sobie schody. Wspinanie się po nich wymaga wysiłku, ale każdy stopień przybliża nas do celu. Tak samo jest z dostępnością – wymaga pracy, zaangażowania i konsekwencji. Schody pokonujemy stopień po stopniu, tak samo dostępność trzeba wdrażać – krok po kroku. Do dostępności nie wjedziemy windą. Korzystając z windy nie zmienimy systemu. Nie wszystko działa idealnie – windy też ulegają awariom. Winda jest wygodna i pozwala ominąć przeszkody, ale nie dotknąć problemu zbyt głęboko. Dostępność nie polega na omijaniu trudnych tematów – wręcz przeciwnie. To raczej mozolne wchodzenie po schodach. Do dostępności trzeba dojść po schodach metaforycznych, ale też realnych.
Ważne jest, by nie tracić z pola widzenia końcowego celu – jakim jest świat bez barier. Zazwyczaj będzie to wymagało konfrontacji z niewiedzą, obojętnością, czy też błędami systemu. Należy tego dokonać nie dlatego, że jest to łatwe – ale właśnie dlatego, że jest to trudne. Od tych, którzy wiele mogą – więcej się też wymaga. Ale jeśli każdy z nas zrobi nawet mały krok – to zamiast czekać na windę, dojdziemy do celu przed innymi. Prawdziwa zmiana zaczyna się wtedy, gdy osoby z doświadczeniem niepełnosprawności stają się współtwórcami rozwiązań. Gdy nie tylko korzystają z dostępnych przestrzeni, ale mają wpływ na to, jak ona ma wyglądać. Nie uda się nam wdrożyć w pojedynkę dostępności dla wszystkich bez współpracy z jej użytkownikami.
Nie wystarczy wjechać na górę windą – trzeba być obecnym przy stole decyzyjnym
Wciąż brakuje ekspertów dostępności, środków finansowych i czasu. Wiele NGO potrzebuje wsparcia systemowego, szkoleń i wymiany doświadczeń. Ale jedno jest pewne – III sektor już teraz pokazuje, że można działać bez wielkich nakładów, ale z ogromnym zaangażowaniem. NGO nie są dodatkiem do systemu – ale jego niezbędną częścią. Niestety w debacie o dostępności rola NGO jest często sprowadzana do roli konsultantów lub realizatorów zadań publicznych. Dla wielu osób z niepełnosprawnościami barierą nie jest brak windy, ale brak zaproszenia do udziału w debacie dotyczącej dostępności. Jeśli dostępność ma być priorytetem, to nie wystarczy dobra wola. Potrzebna jest obecność przy stole decyzyjnym, umiejętność argumentacji, konsekwencja i wspólne stanowiska. Brak wsparcia, zrozumienia, języka, który nie wyklucza. Niektórym pozostają tylko schody, których nikt inny nie widzi. To niewidzialne schody – zbudowane z uprzedzeń, wykluczających procedur, czy braku reprezentacji.
Jednak nigdy nie należy rezygnować z wyznaczonego celu tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga trudu i czasu. Każdy z nas, niezależnie od roli społecznej czy zawodowej, może przyczynić się do budowania bardziej dostępnego i włączającego świata. Dostępność to wspólny wysiłek. Cel bez realizacji pozostaje tylko marzeniem. Często droga do dostępności jest pełna przeszkód i wyzwań. Ale to właśnie te trudności sprawiają, że cel staje się jeszcze bardziej wartościowy. To suma tych działań sprawia, że otaczająca nas przestrzeń staje się bardziej przyjazna i dostępna dla wszystkich.
To nie technologia AI powinna likwidować bariery za człowieka
Rewolucja technologiczna AI przez jednych jest witana z zachwytem, zaś przez innych z dużą obawą. Czy słusznie? Rzeczywistość trzeba kształtować świadomie – nie każda innowacja będzie postępem. Automatyzacja to nie sztuczna inteligencja. Potrzebna jest refleksja – dla kogo została stworzona sztuczna inteligencja? Czy przypadkiem nie pogłębi barier – zamiast je redukować? Ufajmy technologii AI – ale jednocześnie „patrzmy jej na ręce”. Automatyzacja ma sens tylko wtedy, gdy wspiera proces – zamiast go zastępować.
Technologia AI widzi bariery – ale to ludzie powinni mieć możliwość podejmowania ostatecznej decyzji jak je likwidować. Chodzi o to, aby AI nie zabierała im niezależności i swobody wyboru. I żebyśmy to my, jako społeczeństwo, mówili technologii, gdzie ma być użyteczna – a nie odwrotnie. Twórcy AI powinni zrozumieć, że człowiek potrzebuje nowoczesne technologie – ale jako pomocnicze narzędzia. W przeciwnym wypadku maszyny przejmą pełną kontrolę i dadzą ludziom „dostęp do prądu”, ale bez możliwości „zarządzania elektrownią”. Problemy mogą zacząć się pojawiać wtedy, gdy zbyt mocno zaufamy AI i przestaniemy ją kontrolować. Człowiek uzależni się od AI – choć będzie przekonany, że to on w pełni panuje nad wszystkim. Dlatego ważne jest, aby AI stał się sprzymierzeńcem człowieka w rozwoju dostępności – a nie kolejną barierą.
Jednak nie każda technologia będzie neutralna dla człowieka. To technologia AI ma służyć ludziom – a nie ich całkowicie wyręczać. Powinniśmy uczyć się na błędach z przeszłości oraz starać nie popełniać ich w przyszłości. Algorytm jest niezależny od wykonawcy. Dlatego technologię AI należy traktować jako partnera do współpracy – a nie drogę na skróty. Nowa technologia tylko przetwarza dane. To my musimy nauczyć ją empatii – poprzez projektowanie z udziałem osób, które tych rozwiązań naprawdę potrzebują. Dlatego jednym z istotnych problemów do rozwiązania jest niedostateczna reprezentacja osób z niepełnosprawnościami w procesie tworzenia i testowania narzędzi AI.
Ufaj, ale sprawdzaj
I choć technologia AI potrafi być potężnym sprzymierzeńcem człowieka w budowaniu świata bez barier – to nie jest magiczną różdżką. AI uczy się na podstawie dostępnych danych – a dane mogą być zawodne. Choć możliwości są ogromne, to AI nie jest wolne od błędów. Algorytmy mogą powielać stereotypy, błędnie rozpoznawać potrzeby użytkowników albo działać nieskutecznie w sytuacjach niestandardowych. Korzystając z narzędzi AI, należy mieć świadomość występowania tzw. halucynacji, czyli wiarygodnie brzmiących fałszywych informacji. AI nie przyzna się, że nie zna prawidłowej odpowiedzi – zamiast tego będzie konfabulować. Dlatego w przypadku AI należy stosować zasadę „ufaj, ale sprawdzaj”.
AI może wprawdzie pomóc zidentyfikować bariery, ale nie rozwiąże ich bez udziału człowieka. Rozwiązania dotyczące dostępności nie powstają w serwerowniach. Ograniczenia technologii często prowadzą do błędów, które mogą utrudniać życie użytkownikom. Pod tym względem algorytmy uczą się na danych, które nie zawsze odzwierciedlają różnorodność potrzeb i stylów życia różnych grup społecznych. Przykładowo jeżeli AI nauczy się, że odbiorcami Internetu są tylko młodzi i pełnosprawni użytkownicy – to kogo pominie w przyszłości? Kogo nie zauważy? Przed kim znowu zostaną zamknięte drzwi?
Automatyczne napisy – choć coraz lepsze, wciąż sprawiają trudności w rozpoznawaniu kontekstu, specyfiki mowy niewyraźnej czy specjalistycznego branżowego słownictwa. Kolejny poważny problem to zagrożenie prywatności. Osoby z niepełnosprawnościami mogą być szczególnie narażone na ryzyko naruszenia ich prywatności podczas korzystania z narzędzi AI. To może rodzić poważne obawy etyczne dotyczące ochrony wrażliwych danych osobowych użytkowników Internetu. Podobnie opisy wygenerowane przez AI mogą zawierać błędy, przez co treść będzie trudna do zrozumienia. Nieczytelna też może okazać się transkrypcja rozmowy osoby jąkającej się, czy wypowiedź osoby z silnym obcym akcentem. Ponadto tłumaczenie tekstu pisanego na język migowy może nie uwzględniać wszystkich niuansów, jak też kulturowego znaczenia przekazu. Stąd jeszcze technologia AI nie potrafi w pełni zastąpić człowieka, który z życzliwością – zareaguje, zapyta i pomoże osobom ze szczególnymi potrzebami. Pod tym względem sztuczna inteligencja jest szybka, ale nie zawsze wrażliwa i czuła.
Dostępność wymaga nie tylko wydajności, ale też zrozumienia i empatii. Stąd maszyna nigdy nie zastąpi rozmowy żywego człowieka z osobą z niepełnosprawnością. W tym zakresie potrzebne są osobiste relacje człowieka z drugim człowiekiem, gdzie technologia ma być służyć pomocą – a nie tworzyć dodatkowej bariery. Na podobnej zasadzie automatyczne narzędzia nie zastąpią audytu dostępności wykonanego przez doświadczonych ekspertów, w tym z udziałem testerów będących osobami z niepełnosprawnościami. Audyt dostępności wykonany przez człowieka nie tylko wskaże rozpoznane bariery – ale też będzie zawierać mapę drogową naprawy. Nowoczesna technologia AI to wciąż tylko narzędzie – najważniejsi są ludzie.
Dwa różne światy – technologia AI ta sama
Każda rewolucja technologiczna otwiera nam nowe perspektywy – ale też stawia nowe wyzwania. Przyszłość sztucznej inteligencji (AI) już się zaczęła. Jeszcze do niedawna AI kojarzyła się nam głównie z filmami i literaturą fantastyczno-naukową. Za ojca AI powszechnie uważa się brytyjskiego matematyka Alana Turinga, który podczas II wojny światowej pomógł złamać kod niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Jego prace na temat obliczeń stanowią podstawę współczesnej informatyki i teorii związanej ze sztuczną inteligencją. Obecnie znaczenie AI można porównać do skutków rewolucji przemysłowej, czy wynalezienia prądu lub bomby atomowej. AI potrafi analizować świat wokół siebie, przyswajać i uczyć się, jak też podejmować szybkie decyzje na podstawie uzyskanych danych. AI umie wyciągać wnioski i dostosowywać swoje działania tak, aby zawsze móc wykonać powierzone zadanie. Sprawia wrażenie, że zna się na wszystkim – i zawsze ma gotową odpowiedź. Jednak AI potrzebuje wcześniej danych, które muszą być odpowiednio przetworzone.
Powoli ludzie będą musieli zacząć przyzwyczajać się do tego, że nie są już sami w zdominowanym do tej pory przez nich świecie. Obok siebie zaczynają funkcjonować dwa różne światy – maszyny i ludzie. Przy czym AI znacznie wyprzedza inne znane technologie – coraz bardziej zaczyna „myśleć” jak żywy człowiek. Potrafi uczyć się na własnych błędach. Narzędzia AI potrafią działać w taki sposób – w jaki wcześniej nie potrafił człowiek. AI stał się superumysłem, który pod względem zdolności poznawczych przewyższa człowieka niemal w każdej dziedzinie. To kwestia czasu, kiedy AI zacznie samodzielnie podejmować decyzje bez potrzeby interwencji człowieka. Stąd powoli zaczyna zacierać się różnica między sztuczną inteligencją a człowiekiem. Tym samym technologia AI staje się pomostem łączącym dwa różne światy – maszyn i ludzi. Jednak jeszcze otwartym zagadnieniem pozostają nieprecyzyjne regulacje prawne dotyczące wykorzystania AI w różnych dziedzinach życia, w tym ustalanie praw autorskich.
AI będzie zmieniać świat, jaki do tej pory znaliśmy – ale czy na lepszy?
Przeszłość kształtuje naszą teraźniejszość. Teraźniejszość jest praktycznie jedyną chwilą, na którą mamy jakiś wpływ. Ostatni globalny kryzys światowy w 2020 r., wywołany pandemią COVID-19, przyspieszył niemal o całą dekadę proces rewolucji cyfrowej. Ograniczenia sanitarne spowodowały, że większość kontaktów międzyludzkich musiała zostać przeniesiona do świata cyfrowego. Z powodu pandemii COVID-19 wiele instytucji publicznych, NGO i przedsiębiorstw zostało zmuszonych do przejścia na pracę zdalną oraz ograniczenia do minimum kontaktów „twarzą w twarz”. Skutki globalnych ograniczeń społeczno-gospodarczych sprawiły, że ludzie stali się na czas trwania światowej epidemii – osobami ze szczególnymi potrzebami. Stąd dla większości osób przebywających w izolacji, korzystanie z dostępnych produktów i usług cyfrowych stanowiło często jedyny sposób kontaktowania się ze światem zewnętrznym.
Upowszechnienie AI stanowi kolejny etap transformacji cyfrowej. Pod tym względem AI zmienia sposób, w jaki możemy uzyskać dostęp do treści cyfrowych. Doprowadziło to do sytuacji, że obecnie to co nie jest wirtualne – jest nierealne. Jeżeli chcemy się szybko więcej o kimś czegoś dowiedzieć – to najpierw poszukujemy informacji o tej osobie w Internecie. Jeżeli ich tam nie znajdziemy, to zaczynamy nabierać podejrzeń.
AI w służbie dostępności, to nie wizja przyszłości – to rzeczywistość
Dostępna przyszłość zaczyna się dziś – a nie jutro. Obecnie technologia AI zmienia sposób, w jaki możemy pomóc osobom z niepełnosprawnościami – tu i teraz, a nie kiedyś. Technologie wspomagające dostępność stają się coraz bardziej zaawansowane dzięki integracji ze sztuczną inteligencją. Wykorzystując adaptacyjne technologie AI ma duży potencjał do zrewolucjonizowania nie tylko świata cyfrowego w zakresie dostępności. AI może pełnić funkcję osobistego asystenta osoby z niepełnosprawnością, który nigdy nie śpi i wykonuje swoją pracę 24 godz. na dobę przez 7 dni w tygodniu (24/7). Jednak dostępność to nie tylko kwestia kodu i algorytmu. To przede wszystkim odpowiedzialność za to, jaką przyszłość zbudujemy przyszłym pokoleniom. AI ma wspierać – a nie wyręczać w tworzeniu świata dostępnego dla wszystkich.
AI potrafi tłumaczyć, czytać i analizować – szybciej niż kiedykolwiek będzie mógł to zrobić człowiek. Napisy pomagają nie tylko osobom głuchym – ale też tym, którzy oglądają film bez dźwięku. Otwierają się nowe możliwości komunikacji dla osób z zaburzeniami mowy. Obecnie bez problemu możemy zamieniać słowa na tekst – co może okazać się pomocne dla osób z dysleksją. Powszechnie stosowane są systemy rozpoznawania i sterowania głosem. Głosy generowane przez AI zrewolucjonizowały dostępność dla użytkowników z dysfunkcją wzroku – przekształcając tekst w mowę brzmiącą w sposób naturalny. Polecenia głosowe zmieniły sposób, w jaki korzystamy z urządzeń bez potrzeby użycia rąk. Narzędzia do tłumaczeń oparte na AI sprawiają również, że tłumaczenia są dostępne w różnych językach obcych w czasie rzeczywistym, a nawet w niedalekiej przyszłości powszechnie będą dostępne tłumaczenia na język migowy. AI robi także postępy w zakresie udzielania pomocy osobom z niepełnosprawnością ruchową. Inteligentne wózki wykorzystują czujniki AI, aby omijać przeszkody. Dzięki temu AI ma szansę stać się jednym z kluczowych sojuszników człowieka w budowaniu świata bez barier.
Ale tam, gdzie technologia AI wchodzi w relację z ludźmi, szczególnie z osobami z niepełnosprawnościami, nie wystarczy zachwyt nad innowacyjnymi rozwiązaniami. Na razie AI nie jest jeszcze w stanie samodzielnie rozwiązywać za nas wszystkich problemów związanych z dostępnością. Technologia potrzebuje kontekstu i etycznego kompasu. I tutaj wkraczają NGO. Organizacje społeczne pełnią ważną rolę na styku technologii i dostępności – są nie tylko odbiorcami, ale też aktywnymi współtwórcami AI. Stanowią pomost między światem nowoczesnych technologii – a codziennym życiem. Przekładają język innowacji na język potrzeb i doświadczeń osób ze szczególnymi potrzebami. NGO nie tylko testują narzędzia AI w realnych warunkach, ale są też przewodnikiem osób z niepełnosprawnościami po świecie nowoczesnych technologii. W tym zakresie NGO uczą osoby z niepełnosprawnościami korzystania z nowych narzędzi, ale też uczą twórców AI, jak tworzyć włączające rozwiązania. Stąd NGO mają do odegrania kluczową rolę w tym, aby super zaawansowana technologia nie tylko była sama dostępna – ale też pomagała ludziom budować świat bez barier.
Należy sprawić, żeby dostępność nie była mitem – a stała się rzeczywistością
W ostatnich latach temat dostępności coraz częściej jest obecny w debacie publicznej. Dostępność stała się modnym słowem odmienianym przez wszystkie przypadki. Ale choć wiele podmiotów potwierdza, że stosuje dostępność w swojej codziennej działalności – to często kończy się to tylko na deklaracjach. Polska ratyfikując w 2012 r. Konwencję ONZ o Prawach Osób Niepełnosprawnych zobowiązała się do wprowadzenia zmian systemowych, które przyczynią się do poprawy sytuacji osób z niepełnosprawnościami poprzez umożliwienie im rzeczywistego korzystania ze wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności, na równi z innymi. W ten sposób Konwencja stanowi pierwszy międzynarodowy akt prawny zmieniający podejście do niepełnosprawności poprzez przesunięcie akcentu na prawa człowieka. Polska dążąc do realizacji zobowiązań, wynikających z Konwencji, zobowiązała się do podejmowania działań służących zapewniania i systemowego wdrażania zasad dostępności do różnych polityk publicznych.
W związku z tym należy jeszcze bardziej przyspieszyć ideę budowania świata bez barier – z poziomu koncepcji na realne działania. Idea dostępności jest uniwersalna, stąd potrzebne jest horyzontalne włączenie jej do wszystkich polityk publicznych. Niestety temat dostępności nie jest jeszcze wystarczająco rozpoznawalny w świadomości społecznej. W tym zakresie dostępność musi być bardziej widoczna w przestrzeni publicznej, czasami łatwiej „widzieć drzewa, nie widząc lasu”. Pomimo postępów poczynionych w ostatnich latach osoby z niepełnosprawnościami nadal napotykają na wiele ograniczeń. Dlatego należy „odczarować” pojęcie dostępności. Dostępność powinna przestać być niszowym tematem. Na dostępność powinniśmy spojrzeć w szerszej perspektywie – jako zapewnienie wysokiej jakości życia dla wszystkich osób ze szczególnymi potrzebami. Niestety, to jakościowe rozumienie pojęcia dostępności jest nadal w Polsce mało rozpowszechnione z powodu założenia, że tak pojęta dostępność dotyczy głównie osób z niepełnosprawnościami.
Niech rok 2026 będzie „Rokiem Dostępności” – wprowadźmy słowa w czyn
W Polsce tradycyjnie Senat Rzeczypospolitej Polskiej uroczyście honoruje wybitne postacie, wydarzenia lub idee, o których powinniśmy szczególnie pamiętać w kolejnym nadchodzącym roku. Patronat roku ustanawiany przez Senat RP stanowi okolicznościowe wyróżnienie podejmowane corocznie w drodze uchwały. Podejmowanie uchwał okolicznościowych odbywa się w trybie wyznaczonym Regulaminem Senatu RP. Zgodnie z art. 84 ust. 7 Regulaminu, projekt uchwały w sprawie ustanowienia danego roku rokiem osoby, wydarzenia albo związanego z przypadającą w danym roku rocznicą, może być wniesiony do dnia 31 października poprzedniego roku.
Ustanowienie roku 2026 „Rokiem Dostępności” miałoby wymiar symboliczny, podkreślającym wagę dotychczasowych działań na rzecz zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Ale za tym symbolicznym gestem muszą iść konkretne działania, systemowe zmiany i zaangażowanie różnych środowisk. Sam rok niczego nie zmieni. Może jednak stać się pretekstem do przyspieszenia procesu budowania świata bez barier. Rok 2026 byłby nie tylko czasem świętowania dotychczasowych osiągnięć w zakresie działań podejmowanych w ramach rządowego Programu Dostępność Plus 2018-2025 – ale także refleksji nad tym, ile jeszcze pozostało do zrobienia w kolejnych dekadach.
Przygotowania należy zacząć od powołania Komitetu Organizacyjnego Roku Dostępności oraz zbudowania szerokiej ogólnopolskiej koalicji, do której warto zaprosić działające przy Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej – Radę Dostępności oraz Partnerstwo na Rzecz Dostępności. Wymagane też będzie przygotowanie uzasadnienia podjęcia przez Senat RP stosownej uchwały, która będzie zawierać w szczególności – cele obchodów wraz z uzasadnieniem oraz zaplanowane wydarzenia. Dla większej rozpoznawalności akcji potrzebne będzie podjęcie takich działań jak np. lobbowanie, ogólnopolska kampania społeczna, uzyskanie patronatów, czy też zaangażowanie Ambasadorów Roku Dostępności.
Z podobną inicjatywą ustanowienia przez Senat RP roku 2025 Rokiem Dostępności zwrócił się już wcześniej w 2024 r. Związek Stowarzyszeń Forum Lubelskich Organizacji Pozarządowych (FLOP) oraz Lubelskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności i inne organizacje społeczne. Szkoda, że ostatecznie idea ta nie spotkała się z akceptacją senatorów. Trzeba dalej próbować. Nie możemy zmienić wiatru, ale możemy dostosować żagle – aby dotrzeć do celu. Jak mówi przysłowie – „do trzech razy sztuka”. Zawsze wydaje się, że coś jest niemożliwe – dopóki nie zostanie to zrobione.
Dostępność można porównać do królika, którego trzeba gonić – ale niekoniecznie złapać
W praktyce trudno będzie osiągnąć ambitny cel, jakim jest zapewnienie raz na zawsze 100% dostępności. Dostępność jest – dynamiczna, wielowątkowa i nieskończona. Wdrażamy coraz nowsze standardy dostępności, tworzymy coraz lepsze przepisy prawne … i ciągle widzimy przed nami pojawiające się kolejne bariery. Czy to frustrujące? Bywa, że tak. Ale musimy mieć świadomość, że dostępność nie jest tylko celem. Stosując półśrodki nigdy nie dogonimy dostępności. Wciąż możemy znaleźć nowe obszary do poprawy i optymalizacji – co sprawi, że dążenie do dostępności nigdy w pełni nie zostanie zakończone. Dostępność to nie projekt z datą końcową. To proces, który nie kończy się po osiągnięciu „mety”. Wczorajsze podejmowane decyzje, mogą mieć znaczenie dzisiaj. To, co dzisiaj jest standardem, jutro może okazać się przepisem prawnym, a pojutrze – zamienić się w nową barierę ograniczającą dostępność.
Stąd dążenie do zapewnienia dostępności przypomina nieustanną pogoń za celem – niczym łapanie króliczka, który wciąż się oddala. Oznacza to, że nie chodzi o to, żeby złapać królika – ale żeby go gonić. Pogoń za Białym Królikiem z „Alicji w Krainie Czarów” można potraktować jako metaforę do dążenia do zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Symbolizuje to pogoń za czymś niemożliwym, za marzeniem trudnym do spełnienia. Gdy wydaje się, że już doganiamy cel – to on znowu ucieka i zawsze jest o krok przed nami.
Czy zatem gonić królika, aby go nie złapać? A może zaprzestać pogoni za królikiem? Wręcz przeciwnie. Nawet jeśli nie uda się „złapać królika”, to warto za nim biec – sama pogoń sprawi, że świat stanie się bardziej dostępny i włączający. Może okazać się, że wcale nie chodziło o złapanie królika. Dostępność można porównać do królika – im szybciej za nim biegniemy, tym bardziej zmniejszamy dystans do świata bez barier. Dlatego nie chodzi o to, aby za wszelką cenę złapać królika – ale wciąż iść do przodu i nadążać za zmianami. W wielu przypadkach droga do celu jest ciekawsza i bardziej rozwijająca niż sam cel. Potrzebujemy królika – ale jako drogowskazu, czy punktu orientacyjnego (tzw. Gwiazdy Północy). Nawet jeśli nie da się od razu wyeliminować wszystkich barier – to zawsze warto próbować do skutku.
A co jeżeli zaczniemy gonić więcej królików?
Należy skupić się na jednym celu. Jeżeli tego nie zrobimy, to nie osiągniemy żadnego rezultatu. Podobnie będzie jeśli zaczniemy gonić za każdym królikiem – to szybko wyczerpiemy swoje siły i nie złapiemy żadnego. Zgodnie z zasadą – jeżeli gonimy dwa króliki, to oba uciekną. Oznacza to, że jeżeli będziemy próbować robić naraz zbyt wiele trudnych rzeczy, to nie odniesiemy sukcesu. Lepiej zacząć od próby złapania jednego symbolicznego królika, aby następnie zacząć gonić pozostałe.
NGO powinny dawać przykład w zakresie dążenia do osiągnięcia dostępności. Symbolem takiego podejścia będzie pogoń w pierwszym szeregu za króliczkiem. NGO powinny dać innym przykład. Nie czekać – tylko działać. NGO przypominają o konieczności utrzymania tempa i nieosiadania na laurach – bo zawsze można coś zrobić lepiej i szybciej. Czasem po cichu, lokalnie, ale skutecznie. Rola NGO to również inspirowanie i motywowanie innych do działania na rzecz dostępności. NGO to ci, którzy nie zatrzymują się na pierwszej przeszkodzie, ale szukają obejścia, czy budują mosty. Ta elastyczność i gotowość do działania bez gwarancji sukcesu – to największy kapitał NGO. I to właśnie dzięki nim nawet pogoń za królikiem ma zawsze sens.
Dostępność to świadome działania – a nie „magiczne” rozwiązania
Dostępność ma duży wpływ na to, jak odbieramy nasze otoczenie. Świat bez barier, to nie moda – to konieczność. Jednak w debacie na temat dostępności zbyt często koncentrujemy się na barierach technicznych zapominając o jej uniwersalnym wymiarze. Dążenie do dostępności to nie jest wyścig na czas, ani konkurs z nagrodami. Zapewnienie dostępności nie powinno też tylko polegać na spełnieniu osiągnięcia rezultatów horyzontalnych związanych z realizacją projektów dofinansowanych ze środków publicznych. Dostępność należy raczej traktować jako pewną filozofię. Filozofia dostępności zakłada, że jakość życia zależy od tego – czy nasze otoczenie jest przyjazne i dostępne? Na jakość życia nie wpływa to „co mamy” – ale to „z czego” możemy korzystać samodzielnie na równych prawach z innymi. Gdybyśmy chcieli inaczej nazwać dostępność, to nazwalibyśmy ją „projektowaniem dla wszystkich” lub po prostu „dostosowaniem”.
Dlatego należy „odczarować” pojęcie dostępności. Temat dostępności jeszcze niewystarczająco przebił się w świadomości społecznej. Dostępność powinna przestać być niszowym tematem. Na dostępność powinniśmy spojrzeć w szerszej perspektywie – jako zapewnienie wysokiej jakości życia dla wszystkich. Niestety, to jakościowe rozumienie pojęcia dostępności jest nadal w Polsce mało rozpowszechnione z powodu założenia, że tak pojęta dostępność służy tylko osobom z niepełnosprawnościami – zamiast szerokiej grupie osób ze szczególnymi potrzebami. Stąd w świadomości społecznej dostępność jest często spostrzegana jako coś marginalnego. Dla wielu osób temat dostępności kojarzy się głównie z podjazdami dla osób poruszających się na wózkach, czy potrzebą instalacji wind w budynkach. Tym bardziej, że międzynarodowym symbolem niepełnosprawności jest osoba na wózku. W rzeczywistości miejsca w przestrzeni publicznej dostępne dla osób z niepełnosprawnościami, są jednocześnie przyjazne dla: seniorów, rodzin z małymi dziećmi, osób o nietypowym wzroście, osób wykluczonych cyfrowo, podróżnych z nieporęcznymi bagażami, czy cudzoziemców przebywających w naszym kraju bez znajomości języka polskiego – czyli osób w każdym wieku.
Nikt nie posiada uniwersalnego klucza, który szybko rozwiąże wszystkie problemy związane z zapewnieniem dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Nie uda się stworzyć uniwersalnego rozwiązania raz na zawsze. Dostępność nie potrzebuje czarów – potrzebuje uwagi. Czary nie są potrzebne, aby uczynić świat dostępny dla wszystkich. Świat bez czarów to świat, w którym zamiast cudów mamy systemowe rozwiązania. W tym zakresie nie ma szybkich rozwiązań ani prostych odpowiedzi na skomplikowane problemy. Do mitów należy zaliczyć stwierdzenie, że zapewnienie dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami jest zbyt trudne i kosztowne.
Bariery tworzą ludzie – i to przez nich powinny zostać usunięte
Niektórzy chcą od razu gotowych szybkich rozwiązań, aby wdrożyć dostępność bez większego wysiłku. Traktują dostępność jako problem do rozwiązania oraz szukają natychmiastowych „magicznych” rozwiązań. Nadszedł najwyższy czas, aby dostępność stała się rzeczywistością – a nie tylko ideałem. To nie magia – to praktyka. Musimy nauczyć się żyć w świecie bez magicznych sztuczek. Nie żyjemy w bajkowym świecie, gdzie osoby pozbawione zdolności magicznych mogą być postrzegane jako niepełnosprawne.
Czy to wystarczy, aby zmienić świat? Nie od razu. Ale przecież „magia” też nie działa natychmiast – wymaga zaklęcia. Nie żyjemy w magicznym świecie i nie stosujemy zaklęć. Ale NGO mają coś więcej – wiedzę, narzędzia i empatię. A to wystarczy, żeby stworzyć świat, który będzie naprawdę dostępny – dla każdego. I to działa – nie raz, nie dwa, ale systemowo. Dziś jesteśmy krok dalej – mówimy o projektowaniu uniwersalnym, budowaniu świata bez barier i włączaniu osób z niepełnosprawnościami jako pełnoprawnych liderów zmian.
Świat nie musi być zaczarowany, żeby był dostępny
Nie potrzebujemy magicznych rozwiązań, aby świat stał się bardziej dostępny. Potrzebujemy gotowości do zmian systemowych. I tutaj wkraczają NGO. Bez magii, ale z wiedzą, empatią i doświadczeniem. NGO nie czarują – ale działają. To NGO przypominają, dla kogo dostępność jest naprawdę ważna – i dlaczego nie można jej odkładać na później. Bo prawdziwa magia to działanie. To strategia małych kroków. NGO nie tworzą cudów – tworzą rozwiązania. Zwyczajne i niezwykle ważne. NGO nie mają różdżek, nie znają zaklęć – a mimo to potrafią zmieniać naszą rzeczywistość. Krok po kroku, warsztat po warsztacie, kampania społeczna po kampanii. Udowadniają, że nie trzeba czarów – aby świat był bardziej dostępny i włączający. A zmiany – nawet te największe – nie zaczynają się od zaklęć. Zaczynają się od ludzi. Dlatego NGO to nie magowie – ale praktycy zmian. Liderzy dostępności, którzy zamiast czekać na cud – biorą sprawy w swoje ręce.
To wszystko już teraz robią organizacje. NGO jako pierwsze mówiły o dostępności, zanim temat ten stał się modny. NGO zmieniają rzeczywistość wokół nas – często w sposób cichy, metodyczny, ale niezmiernie skuteczny. Nie potrafią też jednym zaklęciem zmienić schody w windę. Dostępność to nie magia, ale konkretne rozwiązania oparte na świadomych działaniach oferujących lepszą jakość życia dla każdego bez względu na wiek, czy niepełnosprawność. NGO nie czekają na cud, ani na kolejną nowelizację przepisów. Działają tu i teraz – często z ograniczonymi środkami, ale z zaangażowaniem. Organizacje pozarządowe są blisko ludzi. To ich największy atut. To właśnie NGO są dziś liderami dostępności tam, gdzie inni dopiero się rozglądają. Ich obecność sprawia, że dostępność staje się procesem społecznym, a nie tylko administracyjnym narzucanym „odgórnie”. Organizacje od lat są na pierwszej linii frontu w walce o równość, prawa człowieka i włączenie społeczne.
Wierzymy, że magia istnieje – ale nie w różdżkach i zaklęciach. Znajduje się w świadomym działaniu. W świecie bez czarów, to my jesteśmy sprawcami zmian. I dlatego rola NGO w budowaniu dostępności nie powinna być traktowana jako pomocnicza – lecz strategiczna i niezastąpiona. Systemowe rozwiązania są niezbędne, ale bez społecznych liderów dostępności – tych, którzy nadają sprawie kierunek – wiele z nich pozostałoby martwymi przepisami.
Jeżeli chcemy zajść daleko – to potrzebujemy zobaczyć, jak inni to zrobili
Hasło „Dostępne NGO” może być pustym sloganem – jeśli ograniczymy się tylko do słów, a nie czynów. Ale może też być początkiem nowego rozdziału w historii NGO – bardziej włączającego i otwartego na osoby ze szczególnymi potrzebami. Przyszłość III sektora zależy od jego otwartości na zmiany. NGO bez barier to nie moda – to przyszłość, do której warto dążyć. Jeżeli chcemy zajść daleko – to potrzebujemy zobaczyć, jak inni tam doszli. W tym wypadku można nawiązać do słynnego przemówienia prezydenta Johna F. Kennedy’ego, w którym wyznaczył ambitny cel narodowi amerykańskiemu – aby do końca dziesięciolecia umieścić człowieka na Księżycu i sprowadzić go bezpiecznie z powrotem na Ziemię. W swoim przemówieniu wskazał, że zdecydowaliśmy się polecieć na Księżyc w tej dekadzie i zrobić inne rzeczy nie dlatego, że są łatwe, ale dlatego, że są trudne. To porównanie może okazać się ciekawą metaforą, zwłaszcza gdy rozważymy ją w kontekście kosmicznej dostępności. Polska potrzebuje podobnego celu w zakresie wdrażania dostępności nie tylko na najbliższą dekadę – ale na pokolenia. Podobnie w swoim przemówieniu inauguracyjnym podczas zaprzysiężenia prezydent John F. Kennedy wypowiedział swoje słynne inspirujące do dzisiaj słowa „nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie – zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju?”. To może być metaforą i wezwaniem do działania, aby każdy zrobił nawet symboliczny jeden krok w kierunku dostępności – a nie czekał, aż inni to zrobią za niego.
Jeśli zejdziesz na ląd i nie wrócisz na czas na statek – to odpłynie on bez ciebie
III sektor musi odpowiedzieć sobie na szereg trudnych pytań. Czy naprawdę potrzebujemy zmieniać świat na bardziej dostępny? Czy tylko mówimy, że chcemy to robić? Czy nasze działania służą ludziom, czy tylko mają pasować do wskaźników projektowych? Czy warto się angażować? Czy pokonywać bariery – tak, ale tylko te możliwe do pokonania? Możemy narzekać, albo mieć realny wpływ na zmiany. Dlatego nie powinniśmy pytać się – czy da się to zmienić? Ale zastanowić się – jak to zrobić? Wystarczy każdego dnia zrobić mały krok w kierunku dostępności. Wysiłki i odwaga nie wystarczą – bez celu i kierunku. Jeżeli już coś zmieniać, to tylko na lepsze.
Dostępność zacznie się wtedy, gdy przestaniemy mówić „to nie mój problem”, a zaczniemy pytać „co można zrobić”? Dostępność zaczyna się w głowie. Ale kończy się tam, gdzie zaczynają się drzwi bez progu – czyli w działaniu. Tylko wtedy świadomość przeradza się w zmianę. Nie musi być spektakularna – ale musi być prawdziwa. W tym zakresie temat dostępności musi być bardziej widoczny w przestrzeni publicznej. Jeżeli NGO funkcjonują w niedostępnej przestrzeni – to stanowi to dla nich duże wyzwanie.
Wszystko ma swoje miejsce i czas. Nie czekajmy, aż inni wdrożą dostępność za nas. Droga do świata bez barier jest długa i kręta, ale czy warto z niej rezygnować? Odkładanie czegoś na później, to największy złodziej – kradnie nasz czas. A czas i tak upłynie. Gdy coś się nam dłuży, to mamy wrażenie że czas płynie wolniej. Czas się nie śpieszy – to my nie nadążamy. Nigdy nie jest za późno, aby wyruszyć po nową przygodę i nauczyć się nowych umiejętności.
Dostępność nie zaczyna się od wielkich reform, ale od małych kroków
Zaszliśmy tak daleko, ale przed nami jeszcze długa droga. Do różnych celów nie uda się podążać tą samą ścieżką. Analogicznie do jednego celu mogą prowadzić różne drogi. Choć droga do pełnej dostępności może wydawać się długa i wymagająca, to każdy krok ma znaczenie – jeżeli zbliża nas do celu. Każdy mały krok uruchamia kolejne. Neil Armstrong, stawiając pierwszy krok na Księżycu, powiedział słynne zdanie: „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości.” To nie odległość dzieli ludzi, a obojętność. Dostępność to wyraz szacunku dla drugiego człowieka. W dostępności każdy nawet najmniejszy krok – może być właśnie tym wielkim skokiem.
Dostępność zaczyna się tu i teraz. Polska ratyfikując w 2012 r. Konwencję ONZ o Prawach Osób Niepełnosprawnych zobowiązała się do wprowadzenia ram prawnych, które przyczynią się do poprawy sytuacji osób z niepełnosprawnościami poprzez umożliwienie im rzeczywistego korzystania ze wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności, na równi z innymi. W ten sposób Konwencja stanowi pierwszy międzynarodowy akt prawny zmieniający podejście do niepełnosprawności poprzez przesunięcie akcentu na prawa człowieka. Tym samym stanowi jedno z najważniejszych osiągnięć w zmianie jakości życia osób z niepełnosprawnościami.
Należy przenieść ideę budowania świata bez barier, z poziomu koncepcji na realne działania
Polska dążąc do realizacji zobowiązań, wynikających z Konwencji, zobowiązała się do podejmowania działań służących zapewniania i systemowego wdrażania zasad dostępności do polityk publicznych. W tym zakresie idea dostępności jest uniwersalna, stąd potrzebne jest horyzontalne włączenie jej do wszystkich polityk publicznych. Teraz należy tylko przenieść ideę budowania świata bez barier, z poziomu koncepcji na realne działania. Wdrożenie dostępności do wszystkich polityk publicznych to inwestycja w przyszłość, która przyniesie korzyści całemu społeczeństwu. Zwiększenie dostępności to nie tylko kwestia praw człowieka, ale także szansa na rozwój społeczno-gospodarczy.
Dostępność to nie tylko przepisy prawne, czy opasłe standardy. To konkretne działania, które mają wpływ na codzienne życie ludzi. Jeden mały krok może dla kogoś otworzyć drzwi do świata, z którego wcześniej był wykluczony. I właśnie na tym polega siła NGO, że dostrzegają potrzeby, których inni nie widzą. Dlatego tak ważna jest rola NGO – bo mają cierpliwość, by iść tą drogą nawet wtedy, gdy inni się już zatrzymali. Dlatego nie budujmy świata bez barier „na teraz”. Budujmy go „na zawsze”. Najlepszym testerem dostępności nie jest „dziś” lecz „jutro”. To inwestycja w przyszłość, która służy nam wszystkim. Należy podejmować działania w teraźniejszości – z myślą o przyszłości. Ci, którzy patrzą tylko w przeszłość lub teraźniejszość, z pewnością przegapią przyszłość. Pozostają otwarte pytania. Czy nasze rozwiązania przetrwają pokolenia? Czy będą działać, gdy zmieni się technologia i mentalność? Dlatego nie budujmy dostępności z piasku – ale na solidnych fundamentach.
Obecnie należy podejść szerzej do tematu wdrażania dostępności poprzez próbę spojrzenia na całość zagadnienia. Zapewnienie dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami nie uda się ustanowić tylko przepisami prawnymi – dostępność sama w sobie jest prawem. W tym zakresie kluczową rolę w zakresie rozwoju dostępności może odegrać szeroka współpraca partnerska na poziomie regionalnym. Istotą partnerstwa rozwojowego jest łączenie w sposób optymalny – zasobów, wiedzy i umiejętności partnerów. Partnerstwo powinno posiadać zasoby i potencjał są wystarczające do realizacji zaplanowanych działań. Partnerstwo to głos wspólny, znacznie silniejszy i trudniejszy do zlekceważenia niż głos pojedynczego podmiotu. Dla decydentów liczą się nie tylko merytoryczne argumenty (siła argumentów), ale też liczebna reprezentacja (argument siły). Stąd partnerstwa mające większą liczbę członków mają mocniejszy mandat społeczny.
Jednak w praktyce żadne partnerstwo na rzecz dostępności nie osiągnie optymalnego stanu rozwoju bez podejścia strategicznego. Takie partnerstwo buduje się latami. Tworzenie partnerstwa strategicznego to długotrwały proces, który wymaga zaangażowania i współpracy przedstawicieli trzech sektorów – publicznego, prywatnego i pozarządowego. Pozwala to na odmienne spojrzenie na te same problemy związane z dostępnością, z perspektywy różnych sektorów. W międzysektorowym partnerstwie istotne znaczenie ma odpowiedni dobór partnerów – tak aby ich potencjały uzupełniały się. Ważne jest, aby byli to partnerzy zainteresowani rzeczywistą współpracą – a nie tylko deklaratywną.
Partnerstwo strategiczne to partnerstwo relacji, w przeciwieństwie do rywalizacji – opiera się na dążeniu do osiągnięcia korzyści dla wszystkich stron. Na etapie budowania sieci współpracy szczególną uwagę należy poświęcić identyfikacji partnerów oraz określić ich rolę w partnerstwie. Jest to kluczowy krok w kierunku tworzenia partnerstwa strategicznego, ponieważ pozwala na lepsze zrozumienie potrzeb partnerów reprezentujących różne sektory.
Strategiczne partnerstwo na rzecz dostępności zainicjowane przez NGO powinno w sposób partycypacyjny wypracować swoją wieloletnią strategię rozwoju, która będzie zawierać – Misję, Wizję rozwoju, realistyczne cele, plan działania, harmonogram i mierzalne wskaźniki. Przy czym cele strategiczne mogą w szczególności dotyczyć: wzmocnienia potencjału organizacji pozarządowych do prowadzenia działań na rzecz zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami, wzmocnienia roli partnerstwa jako lidera dostępności w regionie, wzmocnienia partnerstwa w zakresie prowadzenia badań i analizy potrzeb dotyczących dostępności lub wzmocnienia roli partnerstwa w zakresie rzecznictwa interesów osób z niepełnosprawnościami. Tego typu partnerstwo może mieć również na celu promowanie idei projektowania uniwersalnego oraz współpracę międzysektorową, aby zapewnić trwałe i systemowe zmiany.
Planowanie działań partnerstwa stanowi wypadkową potencjałów wszystkich partnerów. Łączenie potencjałów podmiotów reprezentujących różne sektory sprzyja kreatywności. Pozwala wypracować nowatorskie metody rozwiązywania problemów związanych z dostępnością oraz dostosowywać działania do zmieniających się okoliczności. Dzięki temu partnerstwa mogą stanowić siłę napędową dla innowacji społecznych w zakresie dostępności.
Obecnie żyjemy w zmiennym środowisku i trudno jest przewidzieć przyszłość. Dostępność jest procesem zakładającym – ciągłe zmiany i pokonywanie nowych wyzwań. Stąd zmiany i niepewność są nieodłącznymi elementami każdego partnerstwa strategicznego na rzecz dostępności. Szczególną cechą międzysektorowego partnerstwa jest jego dynamika – w miarę nabywania doświadczenia partnerstwo będzie przechodzić na coraz wyższy stopień rozwoju.
Wobec tego partnerstwo strategiczne będzie wymagać otwartości i elastyczności w zakresie zarządzania, w tym kreatywność i otwartość na innowacje. Stąd wskazane jest zastosowanie hybrydowej formy zarządzania wykorzystującej tradycyjny model wzbogacony o nowoczesne rozwiązania. W zwinnym zarządzaniu można wykorzystać aktywne formy uczenia się na własnych błędach. Z kolei wnioski z przeprowadzonych w partnerstwie ewaluacji będą mogły być wykorzystywane podczas planowania kolejnych wspólnych przedsięwzięć. W praktyce przyjęte założenia na etapie tworzenia partnerstwa będą wymagać późniejszej weryfikacji w formie aktualizacji strategii działania.
Z drugiej strony partnerstwa międzysektorowe, składające się różnych podmiotów działających dotychczas odmiennie, mogą mieć utrudnioną drogę w dochodzeniu do kompromisu oraz uzgadniania wspólnych kierunków działania. Stąd kolejnym krokiem powinno być wypracowanie w sposób partycypacyjny standardów działania partnerstwa. Standaryzacja pozwoli na zwiększenie skuteczności i efektywności działań sieci współpracy poprzez ustalenie spójnych reguł, które będą respektowane przez wszystkich partnerów. W tym zakresie stopień wdrażania strategii i standardów będzie oceniany na etapie monitorowania i ewaluacji działań partnerstwa.
Organizacje pozarządowe działają dla dobra wspólnego i podejmują szereg działań prospołecznych. Sektor pozarządowy – jako lider zmian społecznych, chce wziąć współodpowiedzialność za proces zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami, w tym osobom z niepełnosprawnościami. Wobec tego NGO chcą być równorzędnym partnerem dla sektorów – publicznego i prywatnego. Stąd istnieje potrzeba zmiany sposobu myślenia NGO o wdrażaniu dostępności. Organizacje pozarządowe powinny widzieć w dostępności nie tylko zestaw obowiązków, ale niezbędny element działalności i przejaw ich społecznej odpowiedzialności. W tym zakresie NGO powinny być powszechnie utożsamiane z przestrzeganiem dostępności, nie tylko z powodu przepisów prawnych – ale dlatego, że organizacje zobowiązane są same zabiegać o dostępność.
Obecnie przełamywanie barier w zakresie zapewniania dostępności NGO stanowi jeden z kluczowych wyzwań dla sektora pozarządowego. Obszary działalności NGO, które nie są uregulowane przez obowiązujące przepisy, powinna zastąpić samoregulacja. Może ona przybrać formę standaryzacji działań opracowanych przez same środowisko pozarządowe. W tym zakresie standardy w większości przypadków są dobrowolne – co odróżnia je od obowiązujących przepisów prawnych.
Sektor pozarządowy powinien ponad podziałami przemawiać jednym obywatelskim głosem w ważnych sprawach publicznych. NGO mają wpływ na kształtowanie polityk publicznych, ale nie na ich realizację. Praktycznie wszystkie działania podejmowane przez NGO są związane z obszarami życia społecznego – czyli dotyczą polityk publicznych. Idea dostępności ma charakter horyzontalny i dotyczy wszystkich polityk publicznych. Oznacza to, że dostępność nie stanowi oddzielnej polityki, ale jest integralną częścią wszystkich polityk. Dostępność powinna być traktowana priorytetowo i uwzględniana we wszystkich działaniach związanych z kontrolą społeczną wdrażania polityk publicznych. Wobec tego NGO powinny nie tylko same stosować zasady dostępności, ale także mobilizować podmioty publiczne i gospodarcze do zwiększania skuteczności wdrażania dostępności. Jest to podejście systemowe – gdzie dostępność staje się normą, a nie wyjątkiem. Przy czym wpływ NGO na decydentów w zakresie dostępności będzie ewoluować wraz ze zmianami politycznymi i prawnymi.
Idea „NGO bez barier” staje się standardem. Oznacza to, że organizacje pozarządowe przyjmują dostępność jako kluczową wartość i praktykę we wszystkich aspektach swojej działalności. Standaryzacja to krok w kierunku ujednolicenia podejścia NGO do kwestii dostępności. Jej celem jest rozwój NGO prowadzący do zwiększenia efektywności i jakości działań. Proces standaryzacji to nic innego – jak narzucanie pewnych reguł i zasad działania. Pod tym względem wprowadzenie standardów dostępności powinno opierać się o respektowane przez środowisko pozarządowe wartości i zasady, które same dobrowolnie zaakceptują.
W wielu przypadkach standardy dostępności będą stawiały przed NGO wymagania wyższe niż te, które wynikają z aktualnych przepisów prawnych. Dlatego standardy powinny obejmować także obszary, które nie są jeszcze prawnie uregulowane. W tym zakresie często wyprzedzają przepisy prawne. Stąd standardy mogą uzupełniać luki w przepisach prawnych związanych z dostępnością. Mogą także stanowić inspirację do dalszych prac legislacyjnych nad zapewnieniem dostępności w różnych obszarach polityk publicznych.
W praktyce trudno będzie osiągnąć ambitny cel, jakim jest zapewnienie 100% dostępności. W związku z tym wdrożenie dostępności może oznaczać konieczność zawarcia kompromisu między dążeniem do standaryzacji a realiami funkcjonowania organizacji. Stąd standardy mają najczęściej formę zaleceń na dwóch poziomach – minimalnym i rekomendowanym (fakultatywnym), co wynika przede wszystkim z trudności związanych z egzekwowaniem ich stosowania.
Jednak, aby od NGO w pełni zacząć wymagać stosowanie standardów dostępności, to trzeba je do tego najpierw przygotować. Pod tym względem standardy powinny zawierać wskazówki o charakterze informacyjno-edukacyjnym, które pozwolą NGO w prowadzonej działalności dążyć do zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami, w tym osobom z niepełnosprawnościami. Konieczne wydaje się wprowadzenie systematycznych działań mających na celu dostosowanie poszczególnych obszarów działalności NGO do zapewnienia dostępności. Przy czym powinno się unikać optymalizacji tylko części działalności NGO pod kątem zapewniania dostępności.
Dlatego NGO potrzebują różnych form wsparcia o charakterze – informacyjnym, edukacyjnym, doradczym, finansowym, czy audytowym. Niestety nadal wiele NGO uważa, że ich ten problem nie dotyczy, ponieważ osoby z niepełnosprawnościami nie są adresatami ich działań. Jednak w praktyce może się okazać, że nie korzystały one z oferty organizacji, bo nie miały takiej możliwości – a nie z powodu braku zainteresowania. Jeżeli NGO funkcjonują w niedostępnej przestrzeni – to stanowi to dla nich duże wyzwanie. Organizacje pozarządowe mogą narzekać, albo mieć wpływ na zmiany. Zamiast więc pytać – czy da się wprowadzić dostępność? Powinny raczej zastanowić się – jak to zrobić?
Dostępność to proces wymagający zmiany całościowego sposobu myślenia o partnerstwie – to podróż, a nie cel sam w sobie. Zapewnienie dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami nie uda się ustanowić tylko przepisami prawnymi – dostępność sama w sobie jest prawem. W tym zakresie potrzebny jest międzysektorowy wysiłek wykraczający poza ramy prawne. Wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom został wypracowany „Standard tworzenia międzysektorowych regionalnych partnerstw na rzecz dostępności” w ramach projektu pt. „Dostępne NGO na PLUS” sfinansowanego przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030. Projekt był realizowany przez Związek Stowarzyszeń Forum Lubelskich Organizacji Pozarządowych.
Celem standardu jest przybliżenie ogólnych zasad partnerskiego podejścia do procesu wdrażania dostępności w ramach współpracy międzysektorowej. Obecnie nie ma jednego wzorca standaryzacji działań dotyczących tworzenia tego typu regionalnych partnerstw. W tym wypadku „Standard tworzenia międzysektorowych regionalnych partnerstw na rzecz dostępności” został wypracowany na podstawie doświadczeń Lubelskiego Partnerstwa na Rzecz Dostępności.
Zgodnie z lubelskim modelem wyróżniamy pięć kroków, które wyznaczają kamienie milowe na drodze do utworzenia regionalnego trójsektorowego partnerstwa na rzecz dostępności.
Krok 1 – Przygotowanie powołania partnerstwa na rzecz dostępności.
Każde partnerstwo powinno znaleźć własny sposób zainicjowania procesu powstawania. W tym wypadku istotne znaczenie ma, z którego sektora wyjdzie inicjatywa powołania partnerstwa – publicznego, prywatnego, czy pozarządowego? Tego typu partnerstwa może się nie udać, jeżeli będzie efektem odgórnej decyzji administracyjnej.
Jednym z pierwszych działań, które powinien podjąć Komitet założycielski to wstępne zdiagnozowanie problemów i potrzeb związanych z zapewnieniem dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami w regionie. Będzie to miało istotny wpływ na wybór celów. Ponadto w przypadku budowania partnerstwa strategicznego istotny będzie odpowiedni dobór partnerów.
Krok 2 – Wypracowanie mechanizmów przyszłej współpracy w ramach partnerstwa.
Partnerstwo na rzecz dostępności powinno opierać się na ściśle określonych zasadach współpracy. Na etapie formułowania celów należy uwzględnić możliwości partnerów oraz posiadane przez nich zasoby. Cel główny partnerstwa powinien być celem strategicznym – jego osiągnięcie będzie oddalone w czasie. Partnerstwo na rzecz dostępności może mieć charakter nieformalny, w tym posiadać tylko umownie formy funkcjonowania w oparciu np. o Regulamin Pracy, czy Deklarację Ideową. Wynika to z otwartej formuły sieci współpracy na rzecz dostępności.
Krok 3 – Określenie struktury organizacyjnej partnerstwa.
W przypadku partnerstwa działającego obszarze dostępności, głównym organem decyzyjnym może być Rada Partnerstwa składająca się ze wszystkich partnerów. Przy czym część obowiązków Rady Partnerstwa może przejąć Sekretariat Partnerstwa. Takie podejście oznaczać będzie częściowe ograniczenie roli Lidera partnerstwa. Oprócz tego, w zależności od potrzeb, mogą być powoływane tematyczne zespoły zadaniowe. Przy czym stałym organem doradczym partnerstwa może być Regionalny Panel Ekspertów, odpowiedzialny za zagadnienia merytoryczne związane z dostępnością. Ponadto w zarządzaniu partnerstwem na rzecz dostępności można wykorzystać elementy zwinnego zarządzania. Tego typu podejście zakłada szybkie reagowanie na zmieniające się okoliczności, uzyskiwanie szybkiej informacji zwrotnej oraz ciągłe doskonalenie. Polega na stawianiu „małych kroków” i ciągłym sprawdzaniu, czy partnerstwo zmierza we właściwym kierunku.
Krok 4 – Planowanie działań ukierunkowanych na rozwój partnerstwa strategicznego.
Partnerstwa międzysektorowe mogą stanowić podstawę do generowania nowych rozwiązań w zakresie zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami. Jednak w praktyce żadne partnerstwo nie osiągnie optymalnego stanu rozwoju bez podejścia strategicznego. Partnerstwo strategiczne to partnerstwo relacji. W przeciwieństwie do rywalizacji, opiera się na dążeniu do osiągnięcia korzyści dla wszystkich stron. Z kolei standaryzacja działań pozwoli na zwiększenie skuteczności poprzez ustalenie spójnych reguł, które będą respektowane przez wszystkie strony.
Krok 5 – Monitorowanie i ewaluacja działań partnerstwa.
Stopień wdrażania strategii i standardów działania będzie oceniany na etapie monitorowania i ewaluacji działań partnerstwa. Monitorowanie funkcjonowania partnerstwa stanowi integralny element strategii. Pozwala na szybką reakcje na pojawiające się problemy. Ważne, aby systematycznie weryfikować, czy prowadzone działania służą osiągnięciu celów partnerstwa? Partnerstwo powinno monitorować postępy w realizacji działań i oceniać ich skuteczność, aby na bieżąco wprowadzać niezbędne środki naprawcze.
Obecnie należy podejść szerzej do sposobu wdrażania dostępności poprzez próbę spojrzenia na całość zagadnienia. W tym zakresie kluczową rolę może odegrać szeroka współpraca partnerska na rzecz dostępności z udziałem sektorów – publicznego, prywatnego i pozarządowego. W związku z tym tworzenie regionalnych międzysektorowych partnerstw na rzecz dostępności będzie zmieniać naszą rzeczywistość.
Każde regionalne partnerstwo na rzecz dostępności musi znaleźć właściwy sposób zainicjowania procesu powstania. Najczęściej idea utworzenia partnerstwa będzie pochodzić od przyszłego Lidera instytucjonalnego. Idea utworzenia regionalnego partnerstwa powinna być oddolną inicjatywą organizacji pozarządowych. Jeżeli chcemy zajść daleko – to najlepiej znaleźć kogoś kto już tam doszedł. Lubelski Model Dostępności bazuje na wypracowanych rozwiązaniach Lubelskiego Partnerstwa na Rzecz Dostępności. Działalność tego partnerstwa została zainicjowana w dniu 24 czerwca 2021 r., podczas konferencji otwierającej realizację projektu pt. „Lubelscy Liderzy Dostępności na START” realizowanego przez Związek Stowarzyszeń Forum Lubelskich Organizacji Pozarządowych (FLOP) w partnerstwie z Lubelskim Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki (LFOON).
Lubelskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności działa w oparciu o wypracowany dokument programowy – Deklarację Ideową, stanowiącą lubelski manifest na rzecz dostępności. Zgodnie z założeniami partnerstwo ma mieć charakter strategiczny ukierunkowany na współpracę przy rozwiązywaniu problemów związanych z dostępnością w woj. lubelskim. Przy czym lubelski model nie zakłada nadawania regionalnemu partnerstwu odrębnej osobowości prawnej. Wynika to z otwartej formuły sieci współpracy. Takie podejście pozwala na odmienne spojrzenie, z punktu widzenia różnych sektorów, na te same problemy związane z dostępnością. Dzięki uzyskaniu „efektu synergii” proces sieciowania może okazać się skutecznym narzędziem zmian, których pojedyncze podmioty nie są w stanie przeprowadzić samodzielnie.
W tym zakresie istotnym czynnikiem ułatwiającym współpracę partnerską na rzecz dostępności może stanowić stosunkowo duże doświadczenie merytoryczne podmiotów publicznych we wdrażaniu dostępności, ponieważ są do tego zobowiązane przepisami prawnymi. Samorządy mają też zdolność decyzyjną. Może to stanowić wspólny mianownik podczas rozmów i konsultacji, czy też działań podejmowanych w ramach partnerstwa. Z kolei NGO często działają w sposób niestandardowy, mają dużą zdolność projektową oraz w swojej działalności korzystają z pracy wolontariuszy – co może okazać się ich atutem. Natomiast przedsiębiorcy stosują innowacyjne rozwiązania i mają dużą zdolność adaptacyjną. Ostatecznie to ludzie są najważniejsi w partnerstwie. To od ich zaangażowania i gotowości do podejmowania kolejnych wyzwań, będzie w dużej mierze zależeć – jak efektywnie będzie przebiegać współpraca partnerska?
Z kolei wybór systemu zarządzania powinien być wspólną decyzją wszystkich partnerów oraz wynikać ze specyfiki realizowanych celów i podejmowanych działań. Partnerstwo jest jak żywy organizm – potrzebuje zarówno stabilności, jak i elastyczności. Zgodnie z lubelskim modelem najwyższym organem podejmującym główne decyzje jest Rada Partnerstwa, w skład której wchodzą wszyscy partnerzy. Przyjęty model liniowy zarządzania zakłada zwiększoną rolę Sekretariatu Partnerstwa, który odpowiada za koordynację działań. Przy czym pracami Sekretariatu kieruje Sekretarz. Ponadto w lubelskim modelu przewidziano funkcjonowanie Regionalnego Panelu Ekspertów, który jest stałym zespołem doradczym partnerstwa. W jego skład wchodzą w szczególności: eksperci ds. dostępności, eksperci ds. niepełnosprawności oraz eksperci ds. badań i analiz.
Jednak w praktyce żadne partnerstwo nie osiągnie optymalnego stanu rozwoju bez precyzyjnego określenia strategicznego kierunku, do którego zmierza. Stąd kolejnym etapem rozwoju partnerstwa powinno być wypracowanie wieloletniej strategii, która będzie zawierać – Misję, Wizję oraz realistyczne cele i kierunki działań. Pozwoli to zwiększyć poczucie wspólnej tożsamości partnerstwa (wspólna tożsamość = wspólna wizja zmian). Partnerstwo strategiczne w przeciwieństwie do rywalizacji – opiera się na dążeniu do osiągnięcia korzyści dla wszystkich stron na zasadzie Win – Win (wygrany = wygrany). Strategia Win-Win bierze pod uwagę potrzeby wszystkich partnerów a następnie znajduje rozwiązania, z którym wszyscy odnoszą korzyści. Oznacza to, że każda ze stron dąży do uzyskania swojego celu, ale równocześnie respektuje cele i potrzeby innych partnerów.
Wdrażanie zasad dostępności to wyzwanie wielowymiarowe, wymagające zaangażowania i współpracy wielu interesariuszy na różnych poziomach. Jest to zgodne z zasadą, że jeżeli nie można czegoś zrobić samemu – to należy zaprosić innych do współpracy. Wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom w dniu 24 czerwca 2021 r. zostało zainicjowane Lubelskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności w ramach projektu pt. „Lubelscy Liderzy Dostępności na START”, realizowanego z dotacji programu Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy, finansowanego z Funduszy EOG. Inicjatorami utworzenia regionalnego partnerstwa były dwie największe federacje w woj. lubelskim, tj. Związek Stowarzyszeń Forum Lubelskich Organizacji Pozarządowych (FLOP) oraz Lubelskie Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki (LFOON). Inspiracją do powstania regionalnej sieci współpracy było działające ogólnopolskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności, będące zobowiązaniem współpracy na rzecz realizacji założeń rządowego Programu Dostępność Plus 2018-2025.
Budowanie partnerstw strategicznych to długotrwały proces, który wymaga zaangażowania, determinacji i współpracy przedstawicieli trzech sektorów – publicznego, prywatnego i pozarządowego. Partnerstwo na rzecz dostępności to głos wspólny, znacznie silniejszy i trudniejszy do zlekceważenia niż głos pojedynczego podmiotu. Jest to tym bardziej istotne, że dla decydentów liczy się nie tyle siła argumentów, co liczebna reprezentacja (argument siły). Stąd duże partnerstwa mają mocniejszy mandat społeczny, a tym samym korzystniejszą pozycję w zakresie wpływania na politykę dostępności.
Do tej pory rozwiązania systemowe, w zakresie zapewniania dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami, koncentrowały się głównie na podmiotach publicznych. Jednak pokonywanie barier ograniczających dostępność dotyczy w takim samym stopniu również podmioty gospodarcze i organizacje pozarządowe. Napotykane problemy są podobne, ale sposób ich rozwiązywania bywa inny. Wynika to w dużej mierze z dotychczasowych doświadczeń tych sektorów, jak i obowiązujących przepisów prawnych.
Idea dostępności jest uniwersalna, stąd potrzebne jest horyzontalne włączenie jej do wszystkich polityk publicznych. W tym zakresie międzysektorowe partnerstwo na rzecz dostępności tworzy zjawisko krzyżowania się i zazębiania różnych polityk publicznych. W przypadku budowania strategicznego partnerstwa na rzecz dostępności istotny jest odpowiedni dobór partnerów, tak aby potencjały wszystkich stron wzajemnie się uzupełniały. Z tego względu istotą partnerstwa rozwojowego jest łączenie w sposób optymalny – zasobów, wiedzy i umiejętności partnerów. W tym zakresie potencjał partnerów dodaje się i uzupełnia, co stwarza możliwość wykorzystania szans prorozwojowych. Ponadto sieć partnerska pozwoli na zwiększenie efektywności prowadzonych działań poprzez unikanie powielania podobnych rozwiązań. Zamiast działać oddzielnie, partnerzy mogą stać się częścią skoordynowanej sieci współpracy. Zróżnicowane podejścia i pomysły wnoszone przez członków partnerstwa mogą przyczynić się do kreowania innowacyjnych rozwiązań, a tym samym partnerstwa mogą stać się akceleratorami dostępności. Ponadto współpraca wielu partnerów pozwoli na wdrażanie dostępności w sposób bardziej – przemyślany, zorganizowany i skuteczny.
Partnerstwa strategiczne buduje się latami. Lubelskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności, zgodnie z opracowywaną obecnie wieloletnią strategią działania, dąży do przekształcenia się w regionalny pakt na rzecz dostępności. W przeciwieństwie do zwykłego partnerstwa – pakt stanowi strukturę większą i tematycznie bardziej rozległą. Pakt na rzecz rozwoju zajmuje się koordynowaniem działań prowadzonych przez funkcjonujące partnerstwa lokalne. W tym zakresie partnerstwo poprzez integrację i konsolidację działań, może osiągnąć punkt krytyczny po przekroczeniu którego stanie się „magnesem” przyciągającym inne lokalne partnerstwa. Takie podejście pozwoli Lubelskiemu Partnerstwu na Rzecz Dostępności w przyszłości stać się Lubelskim Liderem Dostępności, który będzie wypracowywać propozycje nowych rozwiązań systemowych w obszarze dostępności.
Dostępność należy traktować jako pewną filozofię dotyczącą jakości życia nas wszystkich – a nie jako zbiór rygorystycznych przepisów prawnych, czy standardów działania. Zapewnienie dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami nie uda się ustanowić tylko przepisami prawnymi – dostępność sama w sobie jest prawem. W dostępności nie ma jednej wydeptanej ścieżki prowadzącej na skróty do celu. Nigdy nie należy rezygnować z wyznaczonego celu tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu. Dostępność to nieustająca podróż – a nie cel sam w sobie. Naszym zadaniem jest wspólne wypracowywanie rozwiązań, które przekształcą teorię w praktykę – a marzenia w rzeczywistość. Małe szanse są często początkiem wielkich przedsięwzięć. Wygrywają ci – co nigdy nie odpuszczają. Ci, co odpuszczają – nigdy nie wygrają.
Dostępność będzie się zmieniać się w czasie w sposób dynamiczny. Uznając dostępność za podróż, a nie cel – zyskujemy elastyczność i gotowość do ciągłego uczenia się oraz dostosowywania się do zmieniającego się świata. To suma tych działań sprawia, że otaczająca nas przestrzeń staje się bardziej przyjazna i dostępna. Bez względu na długość drogi – warto pamiętać, że każdy mały krok przybliża nas do celu. Jeżeli już coś zmieniać, to tylko na lepsze. Ważne jest, by nie tracić z pola widzenia końcowego celu i na każdym etapie pracy nad dostępnością traktować go poważnie.
Do dostępności prowadzi wiele dróg. Zapewnienie dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami jest długotrwałym procesem. Droga do niej jest długa i kręta – z kilkoma punktami przystankowymi. Dostępność jest jak strategiczna mapa drogowa, która nie ma jednej drogi i nigdy się nie kończy. Jeżeli nie wiemy dokąd zmierzamy, to każda droga zaprowadzi nas donikąd. Jest to podróż, która z każdym krokiem przybliża nas do bardziej włączającego i sprawiedliwego społeczeństwa. Zaszliśmy tak daleko, ale przed nami jeszcze długa droga. Pod tym względem mapa drogowa dostępności jest zbiorem czynności realizowanych stopniowo, mających doprowadzić do osiągniecia wyznaczonego celu – przyjaznej i dostępnej przestrzeni dla wszystkich. Wyznacza kroki milowe, które należy wykonać, aby efektywnie przejść – od stanu obecnego do stanu docelowego.
Zbiór map zawierający różne drogi prowadzące do dostępności będzie tworzyć atlas dostępności. W tym zakresie atlas dostępności powinien stanowić kompendium wiedzy i praktycznych gotowych rozwiązań. Dzięki niemu możliwe będzie porównywanie różnych podejść – strategicznych map drogowych dostępności, w tym identyfikowanie najlepszych praktyk oraz wspieranie współpracy między różnymi podmiotami w celu zapewnienia lepszej dostępności dla wszystkich.
Jednak trudno będzie wskazać jedną drogę w dochodzeniu do kompromisu oraz uzgodnienia strategicznego kierunku – drogowskazu określającego tzw. Gwiazdę Północną. Stąd potrzebny jest międzysektorowy wysiłek wykraczający poza ramy prawne. Wymaga to świadomej transformacji procesu wdrażania dostępności, który zakłada potrzebę zaangażowania przedstawicieli trzech sektorów – publicznego, prywatnego i pozarządowego. W tym zakresie sektor pozarządowy chce być równorzędnym partnerem dla administracji publicznej i podmiotów gospodarczych. Wobec tego NGO powinny nie tylko stosować standardy dostępności w swojej działalności, ale także mobilizować przedstawicieli innych sektorów do zwiększenia efektywności wdrażania dostępności. Stąd podejście partnerskie może okazać się kluczem do przyspieszenia wdrażania dostępności przez organizacje pozarządowe. Na końcu drogi będzie – symboliczne uściśnięcie rąk, które będzie oznaczać sukces partnerskiej współpracy.
Lubelskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności jest jednym z organizatorów konferencji “Mapa drogowa dostępności. Potrzeby nieoczywiste w świecie osób młodych” w dn. 21 listopada 2024 r. w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie przy ul. Bursaki 12 (Aula 018).
Organizatorami wydarzenia są:
Wydarzenie odbywa się we współpracy z Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Oddział Lubelski.
Patronat honorowy objęli:
Patronat medialny:
Celem standardu jest przybliżenie ogólnych zasad partnerskiego podejścia do procesu wdrażania dostępności w ramach współpracy międzysektorowej na poziomie regionalnym. Standard powstał w oparciu o lubelski model tworzenia międzysektorowego partnerstwa na rzecz dostępności, uwzględniającego współpracę sektora pozarządowego z sektorem publicznym i sektorem prywatnym.
„Standard tworzenia międzysektorowych regionalnych partnerstw na rzecz dostępności” został wypracowany w ramach projektu „Dostępne NGO na PLUS” sfinansowanego przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030.
Do pobrania:
S2. Standard tworzenia międzysektorowych regionalnych partnerstw na rzecz dostępności
Raport „Lubelski model międzysektorowego partnerstwa na rzecz dostępności – Lubelskie Partnerstwo na Rzecz Dostępności”. Raport powstał w ramach projektu „Lubelscy Liderzy Dostępności na START” realizowanego z dotacji programu Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy, finansowanego z Funduszy EOG. Projekt jest realizowany przez Związek Stowarzyszeń Forum Lubelskich Organizacji Pozarządowych w partnerstwie z Lubelskim Forum Organizacji Osób niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki.
Do pobrania:
Zapraszamy do zapoznania się z raportem z badań A. Biały „Dostępność Plus na Lubelszczyźnie – perspektywa współpracy różnych sektorów”. Raport końcowy z badań opracowano na podstawie raportów z 4 zogniskowanych wywiadów grupowych (FGI) oraz 32 indywidualnych wywiadów pogłębionych (IDI) przeprowadzonych na terenie województwa lubelskiego, których autorem jest Zygmunt Klimczuk. Publikacja powstała w ramach projektu „Lubelscy Liderzy Dostępności na START” realizowany z dotacji programu Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy, finansowanego z Funduszy EOG. Projekt jest realizowany przez Związek Stowarzyszeń Forum Lubelskich Organizacji Pozarządowych w partnerstwie z Lubelskim Forum Organizacji Osób niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki.
Do pobrania:
Polityka prywatności i pliki cookies Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Zakładamy, że się z tym zgadzasz, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Czytaj więcej
